Podsumowanie 2020 – 15 najważniejszych momentów

Robię podsumowania. Zawsze i pomimo wszystkiego. Nawet jeśli w pierwszym momencie wydaje mi się, że nie wydarzyło się nic wyjątkowego, to zmuszam się do tego, żeby usiąść i skoncentrować się na danym roku. Tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu odtwarzam swoje działania, szukam sukcesów w najmniejszych rzeczach, analizuję to, co mi nie wyszło i staram się zrozumieć, co było tego przyczyną. Podsumowania i analizowanie tego co zrobiliśmy, jest samorozwojem, pomaga lepiej się poznać i zrozumieć. A im lepiej się znamy i rozumiemy, tym bardziej wiemy, czego chcemy od życia i jak chcemy, żeby wyglądało. W tym roku miałam lepsze i gorsze chwile i właśnie zrobienie takiego podsumowania pomogło mi spojrzeć na ten czas trochę z boku, bez emocji i chwilowych momentów żalu i zwątpienia. Nie sądziłam, że dojdę do takich konkluzji, bo to był rok pełen wyzwań i wielu prób wytrzymałości. Pomimo tego starałam się nie poddawać, tworzyć nowe możliwości i wykorzystywać wszystkie szanse, jakie się pojawiały. Najbardziej jestem dumna z tego, że pomimo sytuacji na świecie, mnóstwa negatywizmu, który nas otaczał na co dzień i nie pomagał w walce o swoje wymarzone życie – nie poddałam się. Było kilka wspaniałych podróży, blog jeszcze bardziej urósł i zrobiłam wiele rzeczy dla siebie, na które wcześniej nie miałam czasu.

To dla mnie ważna lekcja, że jako ludzie szybko adaptujemy się do zaistniałej sytuacji, nawet tej niesprzyjającej i tworzymy w niej swoją własną, małą rzeczywistość. I jesteśmy w stanie wytrzymać więcej, niż nam się wydaje, szybko podnosząc się z kolan i prąc znowu do przodu. Tak właśnie symbolicznie opisałabym mój 2020 rok.

1. Wymarzona podróż do Puerto Rico

2020 rok zaczął się od podróżniczych perturbacji. Uprałam się na wyjazd do Puerto Rico, które od dawna było na liście moich podróżniczych marzeń. A jak się uprę, to już nie ma przebacz. Pandemii wtedy jeszcze nie było, za to Puerto nawiedziły trzęsienia ziemi, które pokryły się z moim przylotem. Nastąpił chaos, wyspa została sparaliżowana, były problemy z lotami i dobę przed wylotem nie byłam pewna, czy uda mi się tam dotrzeć. Wsiadałam do samolotu z poczuciem, że co ma być, to będzie i spróbuję. Cieszę się, że się nie wycofałam, bo Puerto okazał się dla mnie magiczne.

2. Żeglowanie po rajskim San Blas w Panamie

Wyspy San Blas leżą w północno-zachodniej części Panamy nad Morzem Karaibskim. Archipelag obejmuje 378 wysp rozproszonych na obszarze około 100 mil kwadratowych. Większość z nich jest niezamieszkana, natomiast na większych wyspach: Aguja, Guanidup, Chichime, Yandup i El Porvenir żyją tubylcy z plemienia Kuna.

Panamę odwiedziłam z dobrym kumplem Filipem. Wymyśliliśmy sobie ten trip bardzo spontanicznie. Filip był na Jamajce, ja w Portoryko i postanowiliśmy spotkać się w połowie drogi. Podróż miała być na luzie, ale oczywiście wyszło jak zwykle, czyli napakowaliśmy ją do granic możliwości, chcąc zobaczyć, jak najwięcej. San Blas zostawiliśmy sobie na koniec jako wisienkę na torcie. Na rejs mieliśmy 2–3 dni, czyli optimum, żeby poczuć klimat, ale jednocześnie nie spędzić na wodzie całej wycieczki.

Gdybym miała podsumować pobyt na wyspach San Blas, to powiedziałabym, że wcale mnie nie dziwi, że mówi się o nich „Polinezja Francuska Ameryki Centralnej”. Było pięknie, rajsko i leniwie do nieprzyzwoitości. Nie mogę uwierzyć, że byłam tam raptem kilka miesięcy temu! Koniecznie przeczytajcie o tej podróży tutaj: San Blas w Panamie – żeglowanie po Polinezji Francuskiej Ameryki Centralnej

3. Pół roku mieszkania nad oceanem w Miami

To miał być klasyczny zimowy wyjazd do Miami, w którym mieszkam trzecią z rzędu zimę. Po projektach w Puerto Rico i Panamie i bardzo intensywnym poprzednim roku, 3 miesiące spędzone w Miami miały być moją odskocznia, naładowaniem baterii i czasem na nadrobienie zaległości. Przez pandemię, lockdowny i utrudnione loty, zostałam na 6 miesięcy. To był w moim życiu najdłuższy czas mieszkania nad samym oceanem. I pomimo tego, że z powodu pandemii zamknięto plażę na ponad 2,5 miesiąca i jedyne co mi wtedy zostało, to siedzenie na schodkach i patrzenia na nią z daleka – dało mi to naprawdę masę szczęścia, spokoju ducha i wdzięczności. I tylko utwierdziło w przekonaniu, że bycie blisko oceanu to dla mnie najpiękniejsze i wymarzone miejsce do życia i na nie właśnie będę pracować, żeby stało się częścią mojej codzienności. Gdybyście szukali informacji o Miami, to moje zestawienie must do i must see w mieście: Miami – gdzie spać, co zjeść i największe atrakcje – praktyczny przewodnik

4. Wydanie nowego ebooka: Ameryka Południowa – śladami cudów natury, który odniósł ogromny sukces

W tym roku zdecydowałam się, aby wydać moją książkę Ameryka Południowa – śladami cudów natury także w formie e-booka. Długo się przed tym wzbraniałam, bo nie chciałam, aby zdjęcia z książki straciły na jakości. Okazało się jednak, że niepotrzebnie się martwiłam, bo e-book wyszedł przepięknie i okazał się ogromnym sukcesem. Ta książka jest moim dzieckiem, powstała z ogromnej fascynacji Ameryką Południową, szeregu zachwytów i wdzięczności za piękno tego świata. Nie ma dla mnie bardziej niezwykłego, różnorodnego i pochłaniającego kontynentu niż Ameryka Południowa. I o tym właśnie jest ta książka – o doświadczeniach, ludziach, przyrodzie i najbardziej niezwykłych zakątkach naszego globu. Nie jest to przewodnik, więc czyta się ją lekko i jest dla wszystkich, których fascynuje świat. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to zachęcam Was do odbycia tej podróży ze mną TUTAJ.

5. 32 Urodziny na plaży w Miami pod gwiazdami

Nie mam ani jednego zdjęcia z tego momentu. Nie miałam nawet przy sobie telefonu. Moje 32 urodziny wypadły w tym roku w Miami, na dzień przed powrotem do Polski. Spędziłam je siedząc na kocu na plaży pod rozgwieżdżonym niebem, otoczona palmami, szumem oceanu i w miejscu, które traktuję jak swój drugi dom. Było zwyczajnie – niezwyczajnie, idealnie, po mojemu. To były jedne z najpiękniejszych urodzin, jakie miałam, bo przyniosły mi mnóstwo wdzięczności za życie, które sobie zbudowałam.

6. Wypad do Austrii i wschód słońca w Alpach

Jeśli jesteście tu ze mną jakiś czas, to wiecie, że kocham wszelkie outdoroowe wyzwania. Jestem świetna w ich wymyślaniu i wynajdowaniu sobie coraz to nowych rzeczy, które pchają mnie na krawędzie wytrzymałości i cierpliwości. Tak było i podczas mojego ostatniego wypadu do Austrii do regionu Lech Zürs. Postanowiłam zdobyć Mohnenfluh o wysokości 2542 m n.m.p., który jest jednym z najtrudniejszych hików w regionie. Dla wschodu słońca na szczycie warto było wstać w środku nocy. Za każdym razem mam tę samą konkluzję: nie czekaj z życiem, nie czekaj z miejscami. Odkrywaj, zdobywaj, walcz o nie, kiedy masz okazję, kiedy dostajesz na to szansę i kiedy jesteś tu i teraz. Ten poranek był poruszający, bo uświadomił mi, jak bardzo obecna sytuacja podróżnicza na świecie jest trudna, jak wiele jako ludzie tracimy i jak bardzo brakuje mi tej wolności, przestrzeni i siły, jaką daje podróżowanie. Cieszę się, że znów mogłam poczuć te emocje i adrenalinę, które gonią mnie po całym świecie do miejsc takich jak to. Całą relację z tego hiku przeczytacie tutaj: Mohnenfluh summit – wschód słońca w austriackich Alpach i jeden z najtrudniejszych hików w Lech Zürs

7. Rewelacyjna podróż po Gryzonii w Szwajcarii

Moja ostatnia podróż do szwajcarskiej Gryzonii była bardzo aktywna i intensywna. W tydzień zaliczyłam kilka hików, przejażdżek rowerowych i wspinaczek, a na sam koniec czekała mnie wisienka na torcie tego wyjazdu, czyli trzydniowy yoga retreat w fenomenalnym Grand Hotelu Kronenhof w Potresinie. To był wyjazd bardzo w moim stylu: aktywny, intensywny, pełen wyzwań, ale i z odrobiną luksusu. Z tej podróży powstało mnóstwo materiałów na bloga. Dopięcie go w pandemii było wyzwaniem logistycznym i wspięłam się przy nim na wyżyny moich umiejętności organizacyjnych, lecz było niesamowicie warto! Polecam Wam przewodnik po tym regionie, który stworzyłam: Lato w południowej Gryzonii – Dolina Engadyna, St. Moritz i Pontresina – praktyczny przewodnik

8. Spanie w gondoli na 3000 m. n.p.m. w Szwajcarii

Kiedy usłyszałam o projekcie Milion Stars Hotel, który powstał w Szwajcarii, czyli o wyjątkowych miejscówkach na łonie natury, pod gołym niebem – wiedziałam, że to coś dla mnie. Wyobraźcie sobie tylko tę koncepcję – najpiękniejsza przyroda, otoczenie Alp i rozgwieżdżone niebo, która ogląda się, zasypiając.

Spośród wielu miejscówek, moim marzeniem była czerwona gondola kolejki linowej Tiny House Gondel, która została umieszczona na szczycie Piz Nair na wysokości 3000 m. n.p.m. w południowej Szwajcarii w regionie St. Moritz czułam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Gdy tylko zobaczyłam na zdjęciach, jak może wyglądać wschód słońca w tym miejscu, wiedziałam, że to nocleg, o który warto zawalczyć. Było to jedno z najbardziej niezwykłych podróżniczych doświadczeń w tym roku. Całą relację przeczytacie tutaj: Milion Stars Hotels – spanie w gondoli Tiny House Gondel na 3000 m n.p.m. w Szwajcarii

9. Spędzenie 4 rocznicy bloga w niezwykłym miejscu

Piękne białe obrusy, blask świec i pianista grający najpiękniejszą klasykę. Ta kolacja była zwieńczeniem mojego pobytu w Grand Hotel Kronenhof w Szwajcarii i szczęśliwie dla mnie wypadła w dniu czwartych urodzin bloga. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego miejsca i chwili, by wznieść toast za minione lata pracy, które przywiodły mnie do miejsca tak wyjątkowego, jak to. Przeuroczy pianista zagrał też specjalnie dla mnie Killing me softly Franka Sinatry. Najpiękniejsze blogowe urodziny!

10. Lot helikopterem nad lodowcem

Kolejne marzenie z listy zrealizowane! Lot helikopterem w Szwajcarii nad lodowcami uważam, za jedno z piękniejszych doświadczeń w tym roku.

Nie wiem jak długo na to czekałam, ale czasami tak musi być, że trzeba trafić na odpowiedni moment i miejsce. Mam już na koncie skok ze spadochronem na Florydzie, latanie z paralotnią w Austriilekcję latania awionetką w Miami, lecz aż do teraz nigdy nie leciałam helikopterem! Chyba czekałam na jakieś spektakularne miejsce i Szwajcaria jest do tego idealna. Kiedy planowałam swoją podróż do St. Moritz, które jest niewątpliwie zimową krainą, wiedziałam, że lot nad lodowcami musi się w końcu udać. Więcej o tym doświadczeniu przeczytacie tutaj: Lot helikopterem nad lodowcami i górami Engadine w Szwajcarii

11. Nadrobienie mnóstwa wpisów na blogu i jego wspaniały wzrost w 2020 roku

Bycie w ciągłej podróży, w moim przypadku prawie 9 miesięcy w roku, wbrew pozorom wcale nie sprzyja tworzeniu contentu podróżniczego na blog. Przez ostatnie 2 lata było tak intensywnie, że nie nadążałam z publikowaniem treści, które chciałam, aby znalazły się na blogu. Rok 2020 okazał się moją szansą, żeby rozbudować blog, zoptymalizować go, rozwinąć. Powstało kilkadziesiąt nowych wpisów. Efekt? Teoretycznie w pandemii podróże nie powinny być obszarem zainteresowań czytelników. Nic bardziej mylnego! W minionym roku dzięki regularnemu publikowaniu treści mój blog urósł jeszcze bardziej, a oglądalność nigdy nie była lepsza! Jestem z tego niezwykle dumna :)

12. Cudowny wypad do Grecji i odrobina luksusu

Od trzech lat, raz do roku, próbuję trzymać się zasady, żeby wyjechać gdzieś na prawdziwe wakacje offline – bez telefonu, komputera i internetu. Tak żeby się odciąć, oczyścić głowę i zrobić detoks. Kocham moją pracę i pisanie o podróżach, lecz mimo że większą część roku „gdzieś jestem” i prawie zawsze wszyscy życzą mi „miłych wakacji”, to nigdy nie są to wakacje, a ja działam na pełny obrotach i nie wypuszczam aparatu i telefonu z ręki. Tak już jest i na tym polega bycie blogerem podróżniczym. Za to raz w roku muszę sobie zrobić choć kilka dni odpoczynku z takim prawdziwym lenistwem – wygrzewaniem się na słońcu, toną dobrego jedzenia i schłodzonym prosecco. Tym razem padło na koniec września, a że sytuacja na świecie jest, jaka jest, musiała to być Europa. Zależało mi na tym, żeby dostać się tam jak najszybciej i na miejscu nie tracić dużo czasu na dojazdy, bo miałam wolnych tylko kilka dni. Musiało być też ciepło. Kolejny raz padło zatem na Grecję. Było cudownie i przy okazji odkryłam tam niesamowitą willę z basenem, którą bardzo Wam polecam: Villa Marathon w Grecji – pomysł na weekendowy wypad do luksusowej willi z basenem

13. Świetne blogowe zagraniczne projekty w Puerto Rico, Panamie, Austrii, Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych 

Pomimo pandemii nie poddałam się z moimi podróżniczymi planami i zrealizowałam genialne zagraniczne współprace z toursim boards, agencjami turystycznymi i hotelami w Puerto Rico, Panamie, Austrii, Szwajcarii. To wyniosło mój blog na kolejny poziom, zaowocowało nowymi kontaktami i umocniło moją pozycję w świecie podróżniczych twórców. Po raz kolejny potwierdziło też to, co często Wam powtarzam. Żeby móc żyć z podróżowania, nie wystarczy tylko być dobrym fotografem czy pisarzem. Potrzebny jest jeszcze ten czynnik X, który jest mieszaniną determinacji, kompetencji miękkich i twardego stąpania po ziemi. Jakkolwiek mało romantycznie to brzmi, bez tego nie ma szans na traktowanie podróży jak pracy. Dobra wiadomość jest taka, że da się tego nauczyć. Ale o tym niedługo…

14. Game changer mojego życia – korekcja laserowa wzroku

Do wszystkiego trzeba dojrzeć. W moim przypadku znaleźć odpowiedni moment i czas. Przez ostatnich kilka lat nie miałam przerwy, żeby spokojnie zadbać o wzrok i zmienić swoją sytuację. Ubiegły rok i wszystko, co się z nim wiąże, potraktowałam jako znak od losu, czyli czas na dawno odkładane decyzje. Zdecydowałam się, że czas uwolnić się od okularów i soczewek i zrobić coś dla siebie.

Zaczęłam szukać odpowiedniej kliniki, czytać o metodach, pytać wśród znajomych, czy ktoś robił korekcję wzroku. W październiku podjęłam decyzję o zrobieniu korekcji laserowej wzroku Moje życie odwróciło się o 180 stopni w stronę lepszego jakościowo i lżejszego funkcjonowania. Nie przesadzę pisząc, że to najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie w 2020 roku. I jeden z największych game changer w życiu. Całą historię przeczytacie tutaj: Korekcja laserowa wzroku – game changer mojego życia i najlepsza decyzja w 2020 roku

15. Zakończenie roku z nowymi projektami, zaplanowanymi podróżami i siłą do działania

To jedna z najważniejszych rzeczy w tym roku. Początki są tak samo ważne jak zakończenia. Rok zaczął się z przytupem, dał czadu, potem przeczołgał i przewartościował mnóstwo rzeczy, żeby na koniec zatoczyć krąg i zacząć od nowa. To był ciężki czas, pełen niepewności i zwątpienia, lecz pomimo tego, dałam z siebie wszystko, żeby dalej robić to, co kocham i tworzyć. Gdy wszyscy wokół mówili, że się nie da, jest ciężko, nic już nie będzie takie samo, ja nie odpuszczałam ani razu podczas ostatnich miesięcy. To zaowocowało nowymi projektami na nadchodzący rok. Niedługo możecie się spodziewać kompletnie nowej rzeczy, której w Polsce jeszcze nie było. A już za chwilę ruszam w podróż na drugi koniec świata do miejsca, w którym jeszcze nie byłam.

I mieli rację ci, którzy mówili, że nic już nie będzie tak samo: bo będzie lepiej! Z tego punktu jestem najbardziej dumna w tym roku.

 Jeśli moje wpisy i rekomendacje inspirują Was i pomagają planować wymarzone podróże, będzie mi ogromnie miło, jeśli postawicie mi kawę, która da mi jeszcze więcej energii do działania i dalszego tworzenia. Nad każdym wpisem spędzam wiele dni, tak by był on jak najbardziej pomocny. Kawa zawsze się przyda! :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to