Milion Stars Hotels – spanie w gondoli Tiny House Gondel na 3000 m n.p.m. w Szwajcarii

Kiedy usłyszałam o projekcie Milion Stars Hotels, który powstał w Szwajcarii, czyli wyjątkowych miejscówkach na łonie natury, pod gołym niebem – wiedziałam, że to coś dla mnie. Wyobraźcie sobie tylko tę koncepcję – najpiękniejsza przyroda, otoczenie Alp i rozgwieżdżone niebo, która ogląda się, zasypiając. To brzmi jak luksus. Ale ten prawdziwy, niewymuszony, a jednak najcenniejszy we współczesnym świecie. Możliwość bycia poza utartym szlakiem, z dala od tłumów, w samotności (ale nie samotnie), w otoczeniu nieskażonej niczym przyrody. To moje spełnienie podróżniczych marzeń.

W Milion Stars Hotels można wybierać do woli – od górskich chatek stojących gdzieś na alpejskich łąkach, łóżek pod gołym niebem po luksusowe bańki ze szkła. Kusi dosłownie wszystko i trudno było mi się zdecydować na któryś nocleg. Aż do momentu, gdy trafiłam na to jedno miejsce – czerwoną gondolę kolejki linowej Tiny House Gondel, która została umieszczona na szczycie Piz Nair na wysokości 3000 m. n.p.m. w południowej Szwajcarii w regionie St. Moritz. Gdy tylko zobaczyłam na zdjęciach, jak może wyglądać wschód słońca w tym miejscu, wiedziałam, że to nocleg, o który warto zawalczyć.

Photo by LittleCITY.ch

Noc na szczycie góry – moje doświadczenie 

Mój wyjazd do Szwajcarii zaczynałam z grubej rury, czyli właśnie od noclegu w gondoli. Dzień wcześniej miałam lot z Warszawy do Zurichu, zaplanowany szybki nocleg w mieście i z samego rana łapałam pociąg do St. Moritz (jedzie ok. 3,5 godziny). Przyznam się Wam, że od samego początku los mi nie sprzyjał. Najpierw kilkugodzinne opóźnienie lotu, które mogło zaowocować tym, że do gondoli nie dotarłabym na czas. Następnego dnia, ledwo zdążyłam na ostatnią kolejkę o godz. 15.00, bo utknęłam w Swiss mobile, starając się kupić doładowanie telefonu (długa kolejka i wyjątkowo nienerwowy pan z obsługi nie pomagały). No i ta pogoda … akurat na mój przyjazd postanowiła się zepsuć i z temperatury 20 stopni i pełnej przejrzystości spadła do 0 i pełnej mgły. Słowem, gdy dotarłam na szczyt, nie było widać nic, a panoramę otaczających góry mogłam sobie tylko wyobrazić.

Obsługa pracująca w restauracji była bardzo miła, wytłumaczyła mi, jak wszystko działa w gondoli i oprócz tego udostępniła na całą noc jeden z ogrzewanych pokoi w restauracji, gdzie mogłam zostawić swoje rzeczy i nie zawalać nimi wnętrza gondoli. Po godzinie już ich nie było i zostaliśmy we dwójkę na szczycie, zupełnie sami. Zapanowała cisza totalna i słychać było tylko szum wiatru i śniegu uderzającego w szyby. Wokół szybko zrobiło się biało i dzięki temu jeszcze przez kilka godzin było bardzo jasno. Dawno nie widziałam tyle śniegu, co było raczej miłym dodatkiem do tego doświadczenia.

Sama gondola jest urządzona w każdym najdrobniejszym szczególe. Wszystkie elementy do siebie pasują, nawet kolorystycznie i ma szereg nowoczesnych, wygodnych rozwiązań. Trochę wygląda to jak wnętrze vana. I na pewno w kontekście wyposażenia nie jest to survival, tylko połączenie luksusu z outdoorem. Słowem, bycie w niej było przyjemnością.

W środku znajduje się naprawdę spore podwójne łóżko z ciepła pierzyną, nocne lampki do czytania, nawet tablet, na którym można odtwarzać muzykę. Wszystko idealne na chillowy wieczór.

Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie przemyślana w szczegółach kuchnia. Pomimo tego, że gondola nie jest dużych rozmiarów, to dzięki sprytnemu planowaniu znalazło się miejsce na zlew, szafki z pełnym wyposażeniem (talerze, sztućce, szklanki), garnki i patelnie, ekspres do kawy, śmietnik i mini lodówkę. Hitem jest dla mnie wysuwana kuchenka gazowa, która jest wyspą na kółkach i pozwala na ugotowanie pełnego, ciepłego posiłku wewnątrz gondoli. Są nawet oliwy i zestaw przypraw. Potrzebujecie zabrać ze sobą tylko kilka składników, żeby np. zrobić sobie spaghetti czy podgrzać zupę.

Oczywiście jeśli nie chce Wam się gotować, to możecie zjeść ciepły posiłek do godziny 16.00 w restauracji obok, albo zamówić zestaw zimnych przekąsek, który zostanie Wam wcześniej dostarczony do gondoli. My kupiliśmy sobie po prostu kilka prostych przekąsek na małe aperitivo: prosciutto, ser, bagietkę, pomidorki i to nam w zupełności wystarczyło, żeby urządzić piknikową kolację.

Czasu na cieszenie się gondolą jest naprawdę sporo, bo pracownicy restauracji kończą pracę i zjeżdżają na dół po 16.00, a wracają około 8.00 rano następnego dnia. Można zatem cieszyć się tym miejsce w ciszy i spokoju, choć jeśli ktoś z Was lubi horrory, to nocne wypady do toalety w całkowitej ciemności (polecam jednak zabrać ze sobą czołówkę) i błąkanie się po opuszczonej stacji kolei jest odrobinę piorunujące i łatwo się wkręcić w różne wizje ;)

Przyznam Wam, że najbardziej w tym doświadczeniu zależało mi na możliwości oglądania rozgwieżdżonego nieba i sfotografowania drogi mlecznej, bo miejsce jest do tego idealne. 3000 m. n.p.m., zero światła wokół. To musiałby być nieziemski widok. Tym razem niestety się nie udało, przez zadymkę śnieżną, ale cóż, takie są uroki podróżowania. Dla kontrastu – kolejne cztery noce były perfekcyjne, więc ktoś, kto nocował po nas, miał używanie :)

Wielu z Was najbardziej interesowało ogrzewanie w środku i to, czy jest ciepło. W gondoli znajdują się dwa elektryczne grzejniki, które nagrzewają się do 30 stopni. W środku jest zatem ciepło. Oczywiście, jeśli temperatury spadną mocno poniżej zera lub zawieje silny wiatr, to ciepło będzie ulatywało. My mieliśmy burzę śnieżną, więc na zewnątrz wiało bardzo mocno i trudno było utrzymać w środku wysoką temperaturę. Skończyliśmy śpiąc w bluzach i czapkach, co mimo wszystko było ok. Nad ranem, gdy wiatr ucichł, zrobiło się już naprawdę ciepło. W porywaniu do mojego doświadczenia spania w Ladakh przy temperaturze -10oC, to tu było wręcz gorąco ;)

Noc przebiegła nam spokojnie i spało się bardzo komfortowo. Powietrze było krystalicznie czyste, co właśnie jest tym luksusem, o którym pisałam Wam wcześniej. Poranek okazał się też o wiele łaskawszy, bo o wschodzie słońca mgła zaczęła opadać, odsłaniając ten niezwykły krajobraz, dla którego tu przyjechałam. I powiem Wam tak: warto było czekać na ten widok kilka godzin i zacząć dzień od panoramy otaczających Alp. To był jeden z najbardziej magicznych poranków, jaki miałam od dawna i gdy sącząc kawę w łóżku, patrzyłam na góry, przepełniało mnie uczucie zachwytu i wdzięczności. Dla takich widoków się podróżuje i dla nich warto być cierpliwym. To doświadczenie było zachwycające i zdecydowanie jest to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc, w jakich nocowałam i które będę pamiętać przez całe życie. Jeśli zatem zapytacie mnie – czy warto? To pokażę Wam poniższe zdjęcia…

Tiny House Gondel – informacje praktyczne

Dojazd samochodem: miejsca parkingowe znajdują się na wielopoziomowym parkingu Quadrellas, bezpośrednio pod dolną stacją St. Moritz Dorf lub na parkingu Serletta. Uwaga: miejsca parkingowe są płatne. Bezpłatne są dostępne przy dolnej stacji Signalbahn w St. Moritz Bad, skąd można łatwo dojechać autobusem do St. Moritz Dorf.

Dojazd transportem publicznym: Podróż koleją Retycka (RhB) z Chur do St. Moritz, z licznymi spiralnymi tunelami i imponującymi wiaduktami, jest jedną z najbardziej malowniczych i najbardziej interesujących pod względem technologii kolejowej w całej Europie. Alternatywnie możesz wziąć RhB z Landquart do Engadyny przez tunel Vereina. Rozkład jazdy online znajdziecie TUTAJ

Są dwie możliwości dotarcia do gondoli Tiny House: Aby dotrzeć na szczyt Piz Nair, musicie wsiąść do kolejki linowej z St.Moritz Dorf przez Chantarella do Corviglia najpóźniej do 15.00 (o tej godzinie odjeżdża ostatnia kolejka i potem już nie ma przebacz). Możecie też pokusić się o pokonanie całej drogi o własnych siłach. Informacje o szlaku turystycznym znajdziecie TUTAJ. Bez względu na wybraną opcję, pamiętajcie, że ostatnia możliwość zameldowania się jest o godzinie 16.15 w restauracji Piz Nair. Wymeldowanie następnego dnia nie później niż o 10.00 rano. Pierwsza kolejka powrotna zjeżdża o 9.00 rano, zatem pomiędzy 16.00 a 8.00 rano będziecie na szycie zupełnie sami, bez możliwości powrotu (chyba że po nocy na własnych nogach – nie polecam).

Pogoda: Jeśli ze względu na pogodę nie ma możliwości noclegu w gondoli Tiny House, organizatorzy proponują alternatywną opcję. Są to łóżka polowe, które znajdują się w budynku obok. To na wypadek naprawdę dużego spadku temperatury, silnego wiatru lub zamieci śnieżnej. Polecam jednak omijać to miejsce w taką pogodę, bo co to za atrakcja spać na łóżku polowym w budynku restauracji i nie widzieć nic przez słabą widoczność.

Bilet na kolejkę na szczyt Piz Nair można kupić w kasie na dolnej stacji St. Moritz Dorf.

Toalety i prysznic: najczęściej poruszany temat po mojej relacji na Insta Stories :) Toalety są, owszem, w budynku restauracyjnym, na tarasie którego stoi gondola. Są otwarte całą noc, więc można korzystać bez problemu. Jedyną uciążliwością jest konieczność ubierania się za każdym razem, kiedy chce się do nich dojść (przypominam, że w nocy mogą być nawet minusowe temperatury). Jeśli chodzi o prysznice – niestety ich nie ma, więc można od razu się do tej myśli przyzwyczaić.

Ogrzewanie: Drugi najczęściej pojawiający się temat. Tak jak wspomniałam powyżej, w gondoli znajdują się dwa elektryczne grzejniki, które nagrzewają się do 30 stopni. W środku jest zatem ciepło. Pod warunkiem jednak, że temperatury nie spadną mocno poniżej zera lub nie będzie silnego wiatru, bo  wtedy trudno utrzymać ciepło. Zdecydowanie warto mieć ze sobą kilka ciepłych warstw.

Jedzenie i picie: W gondoli czekają na Was 2 litrowe butelki z wodą pitną. Ciepły posiłek można zjeść do godz. 16.00 w restauracji Piz Nair lub zamówić zimne dania (zostaną dostarczone do gondoli). Napoje bezalkoholowe i alkoholowe można uzyskać, dzwoniąc pod numer +41 81833 08 75 w restauracji Piz do południa w dniu przyjazdu. Śniadania są wliczone w cenę i serwowane od 8.15 do 10.30 w restauracji Piz Nair. Są pyszne i pięknie podane i w dodatku je się z widokiem na góry.

Ubranie: Piz Nair to wysoka góra, więc ubierzcie się tak, jak ubieracie się w góry. Niezależnie od tego, czy jest to lato, czy nie, weźcie ze sobą rękawiczki, czapkę, bieliznę termiczną. Na moim przykładzie – dzień przed przyjazdem w nocy było 12 stopni, ale mnie trafił się spadek temperatury do -5. Lepiej zatem być przygotowanym na każdą ewentualność – pogoda w górach to loteria.

Choroba wysokościowa: Objawy choroby wysokościowej mogą pojawiać się od 2500 m. n.p.m. Piz Nair ma ponad 3000 metrów, więc trzeba się liczyć z tym, że można ich doświadczyć. Jeśli macie taką możliwość, zaplanujcie sobie czas na aklimatyzację, np. 1–2 dni w St. Moritz, który znajduje się na wysokości 1800 m. n.p.m. i dopiero po tym nocleg na szczycie. Pamiętajcie też aby pić dużo wody, bo nawodnienie jest kluczowe w wypadku przebywania na wysokościach.

Cena: Nocleg dla dwóch osób to koszt 450 CHF. Nie jest to zatem tania zabawa, a raczej zaliczyłabym ją do tych luksusowych przeżyć. Według mnie spanie w gondoli jest jednym z tych wyjątkowych, niezapomnianych i wartych inwestycji. Za nocleg można zapłacić bezpośrednio na miejscu (możliwa płatność kartą). Opłata klimatyczna w wysokości 3,05 CHF za osobę za noc nie jest wliczona w cenę gondoli i jest naliczana oddzielnie.

Rezerwacje: W ostatnim sezonie gondola była dosłownie oblegana i trudno było znaleźć wolny termin, co nie znaczy, że nie ma ich w ogóle. Natomiast trzeba polować, bo trafiają się pojedyncze wolne noclegi i można się w nie wstrzelić. Terminarz możecie sprawdzić TUTAJ lub bezpośrednio napisać do obiektu i zapytać o dostępność (doświadczenie mi podpowiada – jeśli na czymś Wam bardzo zależy, to kontaktujcie się bezpośrednio, zawsze wtedy macie możliwość otrzymania informacji z pierwszej ręki).

PS Koniecznie wpadnijcie na mój Instagram, w wyróżnionych relacjach, pod nazwą „Gondola night” zapisałam całą relację z gondoli. Obiecuję, że jest zabawna ;)

Photo by LittleCITY.ch

*** do Szwajcarii pojechałam w ramach współpracy ze Switzerland Tourism Board, które wsparło mnie we wszystkich moich szalonych, podróżniczych pomysłach.