O mnie

Witaj! Mam na imię Alex.

Dziękuję, że odwiedziłeś moja stronę. Cieszę się, że tu jesteś! Ten blog jest miejscem, w którym dzielę się swoją pasją do podróżowania, przygód i aktywnego stylu życia. Urodziłam się w Polsce, ale od 12 lat jestem w nieustającej podróży dookoła świata (więcej o tym posłuchasz tutaj).

Jak zaczęłam podróżować?

Podróżowanie stanowiło ważną cześć mojego życia odkąd byłam dzieckiem, a odwiedzanie nowych miejsc wydawało mi się czymś zupełnie naturalnym. Przez te wszystkie lata przybierało jednak różne formy. Był czas na rodzinne wakacje, obozy językowe za granicą, podróżowanie solo, a także studiowanie i pracowanie w różnych krajach. Do tej pory odwiedziłam 6 kontynentów i ponad 80 krajów, ale tak naprawdę dopiero się rozkręcam :) (zajrzyj do mojej zakładki odwiedzonych miejsc tutaj).

Z wykształcenia jestem psychologiem społecznym i obecnie piszę pracę doktorską z tej dziedziny. Od dziecka kochałam naukę i była to jedna z tych rzeczy, w których widziałam siebie w dorosłym życiu. Chciałam obserwować, rozumieć więcej i wiedzieć z czego wynika ludzkie zachowanie. Przez kilka lat prowadziłam badania międzykulturowe i był to jeden z powodów moich podróży.

W czasie studiów wzięłam udział w wymianie studenckiej w Korei Południowej (na Konkuk University w Seulu) oraz we Włoszech (na Universita degli Studi di Firenze we Florencji). Te wyjazdy były dla mnie niesamowitym wyzwaniem i przygodą, a także zainspirowały mnie do kolejnych podróży. Zrozumiałam, że studiowanie i pracowanie za granicą jest wspaniałym sposobem na poznawanie świata  (jeśli też zastanawiasz się nad studiowaniem za granicą, poczytaj o moich sposobach, aby to zorganizować tutaj). Dlatego zdecydowałam, że chcę więcej.

Szukałam kolejnych możliwości by rozwijać się naukowo i dalej podróżować. Udało mi się otrzymać stypendia naukowe na kontynuowanie moich badań w Japonii (Osaka University), Stanach Zjednoczonych (College William&Mary w Williamsburgu) i Australii (Macquarie University w Sydney). W międzyczasie wzięłam udział w wielu konferencjach i projektach naukowych m.in. w RPAKalifornii.

Przez ostatnie lata miałam szansę żyć, studiować i pracować przez dłuższy okres czasu m.in. w Stanach Zjednoczonych, Australii, Japonii, Korei Południowej, Tajlandii, Włoszech i Hiszpanii (jeśli zastanawiasz się, jak udało mi się zdobyć pieniądze na te wszystkie podróże, zajrzytutaj.)

Jak skończyłam jako FIT podróżnik?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie muszę cofnąć się w czasie o jakieś 25 lat :) Miałam 5 lat, kiedy mama na moje usilne prośby zapisała mnie za zajęcia tańca. Szybko okazało się, że nie była to chwilowa fanaberia dziecka, tylko miłość od pierwszego wejrzenia (a raczej od pierwszego kroku), bo w zespole zostałam na 12 lat.  Był to zespół polskich tańców ludowych “Varsovia”, zwany też mini Mazowszem. Wbrew pozorom polskie tańce ludowe są niezwykle trudne i oparte na technice baletowej, zatem nauczenie się kroków i ich poprawnego wykonania wymaga dużo czasu. Z mojego doświadczenia tanecznego mogę śmiało powiedzieć, że są to jedne z najtrudniejszych tańców, z jakimi miałam styczność.

Bycie częścią tak dużej i profesjonalnej grupy tanecznej wymagało poświęceń. Treningi mieliśmy 2–3 razy w tygodniu (przed występami częściej), a  w weekendy często koncertowaliśmy na największych scenach w Polsce i równie wiele razy wyjeżdżaliśmy na kilkutygodniowe tournée po świecie. Od dziecka zatem musiałam nauczyć się dyscypliny, konsekwencji działania i tego, że jeśli chcesz być w czymś dobry lub być częścią czegoś ważnego na 100%, to musisz nauczyć się poświęcać inne rzeczy bez mrugnięcia okiem. Jako dziecko godziłam szkołę z tańczeniem i wielokrotnie nie brałam udziału np. w urodzinach kolegów, bo wtedy miałam koncerty. Dla dziecka w podstawówce to były duże poświęcenia i już wtedy pokazywały mi, że sukces wymaga konsekwentnego działania, nawet gdy się nie chciało, czy było przykro. Nikt mnie nie zmuszał do tego, żebym była w zespole, ani żebym musiała wybierać. Te życiowe lekcje przychodziły naturalnie i sama od najmłodszych lat uczyłam się dokonywania wyborów.

Gdy miałam 15 lat zobaczyłam film Dirty dancing: Havana Nights i kompletnie przepadłam! Zakochałam się w latynoskich rytmach i salsie i postanowiłam zmienić polskie tańce ludowe właśnie na latino. To był okres dużego bumu na salsę w Polsce i płynąc na tej fali, kompletnie wsiąkłam w ten klimat. Przez kolejne 7 lat należałam do kilku grup tanecznych, które występowały już na profesjonalnym poziomie. Tańczyłam salsę, potem doszła do tego samba brazylijska i inne wariacje. Jeśli wcześniej myślałam, że muszę dużo się spinać, żeby godzić taniec z nauką, to ogromnie się myliłam. Tak naprawdę od momentu rozpoczęcia tańczenia profesjonalnie, zaczęły się większe schody. Przez całe liceum i  część studiów musiałam godzić intensywne treningi, które trwały po kilkanaście godzin tygodniowo, wieczorne i weekendowe występy, wyjazdy z nauką najpierw w szkole, a później na studiach dziennych. Dochodziło jeszcze do tego dorabianie jako kelnerka na nocnych zmianach lub stażystka w redakcjach. Nie miałam wolnego czasu, skakałam między pracą, studiami i salą treningową. Nie chodziłam na imprezy, nie spędzałam godzin przed telewizorem czy komputerem. I nie żałowałam tego ani przez jedną chwilę. Kochałam taniec całym sercem i uwielbiałam moje intensywne życie, nawet obciążające do granic. Ten okres nauczył mnie kontroli nad własnym ciałem, przekraczania swoich granic, poczucia własnej wartości i przeświadczenia, że jeśli czegoś bardzo się chce, to zawsze znajdzie się sposób na realizację.

Bardzo dużo pracowałam, ale też nieźle zarabiałam, co pozwoliło mi odkładać na moją drugą największą pasję, czyli podróże.

Gdy miałam 22 lata, stanęłam przed wyborem – wyjechać na stypendia na studia za granicę do Korei Południowej, a potem do Włoch lub zostać w Polsce i móc dalej realizować moją pasję do tańca. Szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się ani przez chwilę i postawiłam wszystko na edukację, rozwój i karierę naukową. To była jedna najlepszych decyzji, jakie podjęłam w życiu, bo otworzyła mi możliwości samorozwoju, kształcenia i podróżowania po całym świecie, czyli tam, gdzie zawsze było moje miejsce.

Pomimo tego, że przestałam tańczyć na scenie, nigdy nie zrezygnowałam ze sportu. Znalazłam tylko inny sposób na jego kontynuację.  Zaczęłam biegać i intensywnie trenować na siłowni. To stało się moją pasją i częścią mojej codzienności.

Bycie w ciągłej drodze, studiowanie czy praca za granicą nie zamieniły tego, że od lat jestem aktywna sportowo w każdym miejscu na ziemi i nic nie jest w stanie wybić mnie z rytmu. Dla mnie podróże nie są przeszkodą w trenowaniu i trzymaniu formy, tylko raczej wartością dodaną, bo pozwalają mi na kreatywność i trenowanie w coraz to nowych miejscach. Z połączenia pasji do podróży i sportu powstał właśnie mój blog Travel and Keep Fit i doprowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem i mojej pracy marzeń – podróżowania, trenowania i inspirowania do tego ludzi na całym świecie.

Co zmieniło się w moich podróżach z biegiem czasu?

Zawsze byłam osobą która na wszystko miała plan. Aż do momentu, gdy w Tajlandii zachorowałam na dengę (cała historia tutaj: Jak prawie umarłam na dengę w Tajlandii). Ta choroba przewartościowała moje podejście do życia i zdrowia. Już mi się nie wydaje, że jestem nietykalna. Za to bardzo boleśnie dotarło do mnie, że życie jest kruche i nie jest nieskończone. Cliche powiecie. Może i tak, ale rzeczywiście trzeba być na jego granicy, aby to zrozumieć. Zaczęłam jeszcze bardziej doceniać to, co mam, cieszyć się małymi rzeczami i korzystać ze wszystkich szans. A zdrowie stało się dla mnie najważniejsze. Dbam o siebie i o swój organizm. Często pytacie mnie skąd czerpię motywacje do trenowania i zdrowego odżywiania, czemu mi się chce. To jest właśnie powód. Wiem co to znaczy, jak organizm jest słaby, jak sobie nie radzi i jak jedyne o czym się marzy, to móc pobiegać z uśmiechem na ustach.

Nadal mam plan w przód i mnóstwo celów do zrealizowania, ale już nie odkładam rzeczy na później i na lepszy moment. Jeśli czuję, ze chce coś zrobić lub czegoś spróbować, to po prostu to robię. Staram się żyć jak najbardziej „tu i teraz”, wierząc że najlepszy moment to ten, który jest w danej chwili. Dlatego uwielbiam wyzwania, przygody i kolekcjonuję doświadczenia, które są wyjątkowe. Nie zdziwcie się zatem, że skaczę ze spadochronem na Florydzie (tutaj), uczę się latać (tutaj), czy jeżdżę motocyklem po Nepalu (tutaj).  Nie mam czasu do stracenia, a chce wycisnąć życie jak tylko mogę najlepiej. Podczas swoich podróży zawsze szukam wyzwań np. Muay Thai w Tajlandiijazda konna po górach w Nowej Zelandii czy trekking na lodowiec Perito Moreno w Argentynie. Wszystkiego co jest ekscytujące i pozwala mi poznać daną kulturę i być bliżej natury (więcej inspiracji możecie szukać w zakładce Przygoda).

Czego możecie spodziewać się po blogu Travel and Keep Fit?

Na blogu dzielę się moimi obserwacjami i wrażeniami na temat miejsc w których byłam, inspiracjami dotyczącymi niesamowitych doświadczeń, które pamięta się potem przez całe życie, miłością do przyrody i cudów natury, a także refleksjami o kulturze i ludziach z całego świata.

Zakładając Travel and Keep Fit wierzyłam całym sercem, że mogę stworzyć coś, co pomoże i zainspiruje innych. Chociażby tych, którzy wciąż się wahają, boją lub myślą, że są niewystarczający, żeby mieć życie, o jakim marzą – czy to pod kątem podróżowania, wyjazdu na wymarzone studia za granicę, czy spróbowania czegoś szalonego, co wszyscy wokół odradzają.

Ja całe życie słyszałam, ze czegoś się nie da, nie powinno, nikt tak robi, więc to niemożliwe. Nigdy nie słuchałam i dzięki temu jestem w miejscu w którym niczego nie żałuję i nie wierzę w słowa „nie da się”. Dlatego teraz moją misją jest pokazać Wam, że w życiu nie musimy z niczego rezygnować, a podróżowanie nie jest przeszkodą w realizacji innych pasji. Nie trzeba też rzucać wszystkiego i podróżami uciekać od życia, tylko można znaleźć sposób, by były one częścią codzienności. Że można żyć pełną piersią, holistycznie i że wszystko w życiu jest do zrealizowania, choć czasem niektóre rzeczy zajmują po prostu więcej czasu i pracy.

Uściski,

Close Menu