Skąd stać mnie na podróżowanie?

Ostatnio rozmawiałam ze znajomym, który zapytał mnie skąd właściwie biorę pieniądze na podróżowanie? Zanim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam, że na pewno od rodziców lub też odziedziczyłam duży spadek.

Kiedy próbowałam mu wytłumaczyć jak jest, miałam wrażenie, że odpowiedź średnio go już interesuje. Wygodniej jest wierzyć, że ci którzy podróżują mają po prostu fart, dostali tą możliwość za nic lub ktoś im ją dał. Człowiek szuka przyczyn w zewnętrznych czynnikach, bo to zdejmuje z niego odpowiedzialność za to, że sam czegoś nie stworzył (przecież nie mógł/los tak chciał/zabrakło szczęścia/ życie nie jest takie proste itd.).

Dlaczego o tym piszę? Takich rozmów miałam w życiu kilkadziesiąt, a pytanie skąd bierzesz pieniądze, jest najczęstszym, jakie dostaję. I pytają mnie ludzie z różnych krajów i kręgów kulturowych. Zatem mit o tym, że trzeba być multimilionerem by podróżować jest uniwersalny. Postanowiłam zatem pokazać Wam na swoim przykładzie, jak to jest z tymi podróżami i przy okazji obalić kilka mitów.

Po pierwsze, muszę Was rozczarować: Nie, nie urodziłam się w rodzinie multimilionerów.

Pochodzę z polskiej klasy średniej, a zatem moje życie wyglądało tak, jak życie moich przeciętnych rodaków. Mieszkałam w zwykłym bloku, moi rodzice jeździli zwykłym samochodem, a na wakacje oszczędzali cały rok. Nawet gdybym chciała, to nie byliby w stanie fundować mi podróży dookoła świata. A zatem pieniądze nigdy nie pochodziły od moich „bogatych rodziców”, jak wielokrotnie się podejrzewa :)

Skoro nie rodzice, to kto? Bo przecież musi być ktoś, kto mi to umożliwił. I znowu błąd :) Nie mam sponsora (tak, tak, z taką teorią też się spotkałam :)), bogatego chłopaka czy dalekiego krewnego, który lubi sypnąć groszem :)

Krótko mówiąc, jestem w tej historii sama :) Skąd więc biorę pieniądze?

A zatem po drugie: pieniędzy znikąd nie biorę, tylko je zarabiam :)

Mam 28 lat, a pracuje od 16 roku życia. To kawał czasu. Zaczęłam wcześnie, bo bardzo chciałam mieć własne oszczędności i zbierać je na swoje marzenia. A marzeniami były głównie podróże. Od zawsze miałam w sobie pasję odkrywania nowych miejsc, poznawania ludzi i poszukiwania idealnego sposobu na życie. Podróże dawały mi to wszystko. Miałam zatem konkretny cel i to mobilizowało mnie do wszystkiego, co robiłam przez kolejne lata. Co więcej, wierzę w przyciąganie energii i w to, że jeśli czegoś bardzo chcemy, to na naszej drodze pojawią się możliwości, które zbliżą nas do celu. Tak było w moim przypadku.

Od dziecka tańczyłam; jako nastolatka dołączyłam do grup pokazowych, które często występowały, a za występy otrzymywałam pieniądze. Uwielbiałam to, ale była to ciężka praca. Po pierwsze dlatego, że wielogodzinne treningi miałam 5-6 razy w tygodniu, a praktycznie w każdy weekend występy, często wyjazdowe, co oznaczało, że wolny czas spędzałam w samochodzie. Musiałam to wszystko godzić ze szkołą, lekcjami i zwykłymi obowiązkami. Nie raz było tak, że wracałam z występu w poniedziałek nad ranem, przebierałam się i szłam prosto do szkoły.

suzuki

Taki tryb trwał przez parę lat, również gdy byłam już na studiach. Miałam z czego odkładać, ale miało to też swoją cenę. Kiedy moi koledzy imprezowali, korzystali z młodości i po prostu dobrze się bawili, ja spędzałam długie godziny na sali treningowej czy w garderobie.

dance-pl

Na początku studiów zaczęłam również dorabiać jako kelnerka. Pracowałam pomiędzy zajęciami lub na nocne zmiany. Przez pewien czas godziłam zatem studia, treningi taneczne i pracę kelnerki. Nie będę kłamać, że było lekko.

Gdy miałam 19 lat postanowiłam w wakacje wyjechać do pracy za granicę. Chciałam połączyć zwiedzanie, odpoczynek i pracę. Wybór padł na Benalmadenę na południu Hiszpanii. Przez 4 miesiące pracowałam w restauracji wieczorami, a w ciągu dnia zwiedzałam okolicę. Po tym czasie udało mi się zaoszczędzić tyle, aby przez 3 tygodnie objechać południe Hiszpanii. Wycieczka, na którą pracowałam przez całe wakacje, smakowała jak nigdy.

angus-pl

Podczas studiów pracowałam też w innych miejscach, a charakter mojej pracy powoli zmieniał się z fizycznej na umysłową. Dorabiałam w Harvard Business Review spisując i edytując wywiady, jako asystentka w projektach UE, w końcu też jako trener, prowadząc szkolenia psychologiczne.

Studia były moją pasją i bardzo się w nie angażowałam. Uczyłam się dużo i od początku brałam udział w dodatkowych projektach naukowych. To zaowocowało tym, że przez cały okres studiów otrzymywałam stypendia naukowe za dobre wyniki. Byłam głodna podróży i nowych wyzwań, więc gdy tylko pojawiła się okazja wyjechania na studia za granicę, musiałam skorzystać. Przez pół roku studiowałam w Korei Południowej. Był to unijny program wymiany studentów i jego uczestnicy otrzymywali stypendium na życie. Czasami rezygnowałam z codziennych przyjemności, żeby jak najwięcej odłożyć. Zaczęłam też dorabiać ucząc Koreańczyków języka polskiego (zdziwilibyście się, ilu było zainteresowanych!). Starałam się optymalnie zarządzać pieniędzmi i opłaciło się, bo po zakończeniu semestru wybrałam się na 3 tygodniową wycieczkę na Filipiny, która była moją pierwszą egzotyczną wyprawą.

Kolejny semestr studiów spędziłam we Włoszech, studiując we Florencji. W międzyczasie pisałam artykuły do gazet, więc miałam ekstra dochód. Wykorzystałam go na objechanie Toskanii i wypad na Maltę.

Kiedy postanowiłam, że chcę zostać w nauce, pojawiły się kolejne możliwości, takie jak staże badawcze, stypendia wyjazdowe, zagraniczne konferencje. Zawsze fascynowała mnie psychologia międzykulturowa i bardzo chciałam realizować swoje badania w różnych miejscach na ziemi. Ciężko pracowałam, ale udawało mi się zdobywać granty na swoje badania. Pierwszym, jaki otrzymałam, był Diamentowy Grant MNiSW, który umożliwił mi zbieranie danych za granicą (m.in. w Stanach Zjednoczonych) i zaprezentowanie swoich wyników na konferencjach międzynarodowych (m.in. w RPA). Byłam też na stażu badawczym w Japonii oraz przez pół roku pracowałam nad swoimi badaniami w Australii (było to stypendium Australijskiego Rządu).

1japan-pl

Kiedy znikałam z Polski na długie miesiące, moi znajomi pytali mnie: „Jak tam wycieczka? Wypoczywasz?”. Zawsze mnie to bawiło, bo moje wyjazdy nie miały nic wspólnego z wypoczywaniem. Praca naukowa za granicą to było ogromne wyzwanie, nie tylko językowe, ale i kulturowe, nieraz bardzo stresujące. To, że byłam w innym kraju raczej potęgowało ilość pracy i długie godziny spędzone przed komputerem i w laboratorium.

conference-pl

Czas na podróże znajdowałam dopiero kiedy kończyłam dany projekt, a ponieważ pracuję głównie online, mogłam pojechać gdziekolwiek chciałam (byle z dostępem do Internetu), nie rezygnując ze swoich zobowiązań.

To jest jeden z modeli i sposobów na podróżowanie. Mój, to od zawsze było łączenie pracy z eksploracją danego kraju i kultury. Ale jest to mój ulubiony i nigdy bym go nie zamieniła, bo daje mi możliwość wniknięcia w daną rzeczywistość i bycia jej częścią. Bycie zwykłym turystą nigdy nie pozwala na takie doświadczenia.

Tym tekstem chciałabym zwrócić Waszą uwagę na jedną bardzo ważna rzecz. Na świecie są ludzie, którzy nie muszą pracować na swoje marzenia, bo życie ułożyło im się tak, że dużo dostali. I to jest ok. Każdy z nas chciałby być na ich miejscu :) Koncentrowanie się na tym i narzekanie, że inni mają lepiej nie sprawi jednak, że coś zmieni się w naszym życiu. Na świecie zawsze ktoś będzie miał lepiej i więcej. Jednak żyjemy obecnie w czasach, w których nie tylko miejsce urodzenia czy zasoby weryfikują całe nasze życie. To czas, w którym pierwszy raz w historii liczą się determinacja, zaangażowanie, praca i poświęcony czas. Jeśli ma się odwagę, aby zebrać te wszystkie czynniki do kupy, to można mieć życie, o jakim się marzy.

Ja takie mam, choć pracowałam na to przez wiele lat i wciąż pracuję. Często wiąże się to z rezygnacją z wielu rzeczy, stresem czy przemęczeniem. Ale nie poddaję się, bo wierzę w to, że wiele zależy ode mnie i mam wybór – albo daję dużo i dużo dostaję, albo do końca świata tylko biernie obserwuję i zazdroszczę. Ale wiecie co? To drugie nie pozwoli Wam pogłaskać słonia, zobaczyć największego wodospadu na świecie czy poznać jakąś niesamowitą i inspirującą osobę na końcu globu :)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Pod koniec dnia takie widoki są nagrodą za wszystkie trudy, Australia, 2015

Rozejrzyjcie się wokół i zobaczcie, ile jest sposobów na to, by zacząć podróżować (odpowiednie zarządzanie budżetem, praca za granicą, wyjazdy studenckie, wolontariat itp. – przeczytajcie o tym tutaj). Jestem pewna, że każdy z Was, jeśli tylko zechce, znajdzie ich całą masę. Podróżowanie nie musi wiązać się z rezygnacją z pasji, wyjechaniem na stałe, albo sprzedaniem wszystkiego co się ma i ruszeniem przed siebie bez planu. Może być częścią naszego życia, jego uzupełnieniem, stymulacją do rozwijanie tego, co i tak już robimy. Taki jest mój sposób i nie żałuję go ani trochę.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, POLAJKUJ i PODZIEL się nim dalej. Twoja rekomendacja sprawi mi radość :)

Close Menu