Motocyklem po Kathmandu i okolicach

Nepal odwiedziłam w czerwcu w związku z konferencją PATA (Pacific Travel Association), która miała na celu zgromadzenie w jednym miejscu dziennikarzy, korespondentów oraz blogerów podróżniczych i pokazanie im możliwości, jakie oferuje kraj, tak by mogli dalej te informacje przekazywać i inspirować do jego odwiedzenia. Konferencja miała też trochę głębszy wymiar. Po trzęsieniach ziemi w 2015 roku, kiedy stolica Neplau – Katmandu i okolice zostały praktycznie zrównane z ziemią, kraj do tej pory walczy nie tylko z odbudową , ale i z gwałtowną utratą turystów, którzy od czasu tamtej tragedii przestali postrzegać Nepal jako atrakcyjne miejsce odwiedzin, po prostu bojąc się przyjeżdżać w obawie o własne życie i zdrowie.

Szczęśliwie od 2015 r. nie było już wstrząsów o takiej sile, jednak prawda jest taka, że po trzech latach stolica wciąż wygląda jak pobojowisko. Wszędzie trwają prace rekonstrukcyjne, przebudowy, na ulicach leży nieposprzątany gruz, a przepiękna i bardzo cenna architektoniczna spuścizna świątyń i pałaców stała się tylko wspomnieniem.

Oczywiście Nepalczycy próbują się odbudować, jednak nie jest to efektywne ze względu na brak środków (po zastrzykach gotówki płynących z innych krajów niewiele zostało, bo korupcja niestety stanowi ogromny problem), mało zaawansowaną technologię (nieraz widziałam Nepalczyków na placu budowy ręcznie formujących cegły z gliny ugniatanej gołymi stopami) oraz złego zarządzania.

Nepal boryka się z wieloma problemami natury ekonomiczno-społecznej, ale nie zmienia to faktu, że jest to kraj pełny pomocnych i ciepłych ludzi o przepięknych uśmiechach. I jak to zwykle bywa, zwykli ludzie mają średni wpływ na swoich rządzących i po prostu starają się jak potrafią najlepiej odnaleźć w codzienności zrujnowanego miasta, utracie bliskich i dobytku życia. To co mnie najbardziej poruszyło podczas wizyty w Nepalu to ich podejście do życia i losu. W intymnych rozmowach z Nepalczykami ani razu nie usłyszałam żalu, poczucia niesprawiedliwości czy zgorzknienia (a przecież to takie ludzkie emocje, kiedy spotyka nas niewyobrażalna tragedia). Wiele osób, z którymi rozmawiałam, straciło podczas trzęsienia ziemi członków rodziny i przyjaciół, a jednak w ich oczach była nadzieja, wiara w lepsze jutro, pozytywne spojrzenie w przyszłość i ogromna determinacja, aby żyć pełną piersią z uśmiechem na ustach. Dla mnie to lekcja pokory, dojrzałości i kolejny dowód na to, że jako ludzie potrafimy znieść więcej, niż nam się wydaje, a wola życia jest niespotykanie potężną siłą.

Nie zawsze zatem miejsca, które odwiedzamy dają nam jednoznacznie korzyści z podziwiania architektury ,przyrody czy delektowania się jedzeniem. Niektóre podróże są po to, żeby otworzyć nam oczy, zweryfikować nasze podejście do rzeczywistości i dać na powrót wiarę w ludzi.

Dla mnie taka była podróż do Nepalu.

Choć niewiele zostało z przepięknej architektury, Nepal dostał wiele od matki natury (o ironio, bo jednocześnie wiele mu zabrała). Położony pomiędzy Indiami a Butanem, przyczółek Himalajów, jest przyrodniczą perełką i zachwyca swoimi terenami.

Przez pierwszy tydzień pobytu miałam w planach rafting i wyjechanie poza tłoczną stolicę, natomiast po zakończeniu konferencji postanowiłam eksplorować Nepal na własną ręką i trochę lepiej przyjrzeć się codzienności jego mieszkańców.

Katmandu i Nepal w ogóle nie są najłatwiejszym miejscem do podróżowania. Jest wiele aspektów kulturowo-społecznych, na które warto przygotować się zawczasu, żeby później nie doznać lekkiego szoku (przeczytajcie o tym, co warto wiedzieć przed wyjazdem do Nepalu). Jednym z nich są potworne, wręcz niewyobrażalne korki. Wynikają one głównie z braku organizacji ruchu drogowego, chaosu i tego o czym pisałam powyżej – ciągłych rekonstrukcji, przebudow. Słowo the “road is under consctrution” powtarza się jak mantra na każdym kroku.

I teraz powstaje kwestia – jak sobie w tych warunkach najlepiej poradzić i wyciągnąć jak najwięcej tych pozytywnych aspektów z podróży do Nepalu. Wszystko jest kwestią doboru odpowiedniego środka transportu. Za dużo ich nie ma. Są autobusy kursujące pomiędzy miastami, co zajmuje wieczność, bo jest to najwolniejszy środek transportu, który utyka na górskich zakrętach i często się psuje. Można spróbować samochodem z wynajętym kierowcą albo w ramach wykupionej wycieczki. Plus tego jest taki, że macie klimatyzację i nie musicie się o nic martwić, bo kierowca przewiezie Was z punktu A do punktu B. Na pewno jest to wygodne.

I ostatni sposób – motocykl. Zapewne nie dla wszystkich, bo nie każdy lubi, jednak według mnie w przypadku Nepalu ten sposób przemieszczania się i tak wygrywa z pozostałymi.

Jak jeździ się motocyklem po Nepalu?

Nie będę ukrywać. Cholernie trudno – korki, zanieczyszczenie, brak dróg i totalnie szalony ruch drogowy bez żadnych zasad. Natomiast według mnie jest to wciąż najlepszy sposób, bo samochodem i tak się stoi w nieskończoność, a autobusami to już w ogóle masakra. Tylko motor jest w stanie przecisnąć się między pojazdami, wyprzedzić i przyspieszyć.I zawsze gdzieś się go postawi.

W takich warunkach, jest to moim zdaniem jedyny pojazd dający poczucie wolności, pozwalający poczuć niezwykłe nepalskie przestrzenie i umożliwiający podziwianie krajobrazów (oczywiście jak już zostawi się w tyle korki).

Mój przyjaciel Alex Chacón, z którym jeździłam po Nepalu i który jest super doświadczonym kierowcą, skonkludował to tak: Nepal to nie jest najlepsze miejsce do uczenia się jazdy na motocyklu, żeby nie rzec, że jest jednym z najgorszych.Cóż, trudno się z tym nie zgodzić, bo rzeczywiście trzeba być dobrym kierowcą, żeby poradzić sobie na nepalskich drogach i w nepalskiej ulicznej walce o przetrwanie.

Jazda jest wyznaniowa, wyboista i pełna kurzu. Czasem na drogę wparuje krowa (jak wiadomo w krajach buddyjskich święta, więc z wielu powodów lepiej, żeby nie spadł jej włos z pyszczka) lub inny motocykl nie wiadomo skąd (czemu one zawsze pojawiają się znikąd?!). Ale to jedocześnie mega ubaw i jeśli lubcie przygody, ta zdecydowanie jest jedną z najlepszych, jaką możecie sobie zafundować.

Strona techniczna

Koszt wynajmu

W zależności od motocykla i wielkości silnika, ceny różnią się od Rs. 600–2500 (8–35 USD) dziennie. Najczęściej spotykane motocykle to Pulsary (180/220 cc) i Royal Enfields (350 cc). Przy wynajęciu motocykla na dłużej niż tydzień zdecydowanie możecie liczyć na zniżkę. Średnie ceny wynajmu są następujące: 110-125 cm3 (skuter) = Rs. 600 150 cc (Pulsar) = Rs. 700 180 cc (Pulsar) = Rs. 800 220 cc (Pulsar) = Rs. 1000 350 cc (Enfield) = Rs. 2500

Gdzie wypożyczyć

Wypożyczalnie z zewnątrz wydają się być trochę zaniedbane, więc warto rozejrzeć się za różnymi punktami. Szukajcie motocykli, które są dobrze utrzymane i zadbane i koniecznie weźcie motocykl na jazdę próbną, zanim go wypożyczycie na dłużej. Ja wypożyczałam motocykl od firmy Royal Brothers i nie było z nim żadnych problemów na trasie.

Ubezpieczenie

Firmy wynajmujące motocykle nie zapewniają żadnego ubezpieczenia. Jeśli ulegniecie wypadkowi, sami jesteście odpowiedzialni za pokrycie kosztów. Dlatego koniecznie powinniście zadbać o dobre ubezpieczenie!

O czym koniecznie pamiętać

To o czym koniecznie trzeba pamiętać to kask i maseczka ochronna (ilość pyłu i spalin w powietrzu jest tak ogromna, że bez niej trudno jest oddychać). Do tego jeszcze okulary przeciwsłoneczne, bo one też ochronią Wasze oczy przed pyłem.

Jednodniowe wypady w okolicach Kathmandu

Katmandu i okoliczne atrakcje są idealne na krótkie, jednodniowe wypady. Rzućcie okiem na moją listę miejsce, które warto odwiedzić będąc w stolicy Nepalu.

Tybetański klasztor Kopan znajduje się w pobliżu Boudhanath na przedmieściach Katmandu.Dość trudno się do niego dostać, bo droga wiedzie pod górę, jest kamienista i wyboista, więc przygotujcie się, że będzie mocno trzęsło. Natomiast warto jest to wytrzymać, bo miejsce jest naprawdę wyjątkowe.

Nazwa klasztoru pochodzi od nazwy wzgórza, na którym został zbudowany. Kopan składa się z dwóchodrębnych budynków: klasztor na szczycie Kopan Hill oraz pobliski klasztor Nunnery w Khachoe Ghakyil Ling (zwany klasztorem Kopan). Został założonyw 1979 r. Przez Lamę Yeshe, aby zapewnić duchową i praktyczną edukację wzorowaną na życiu tybetańskich mnichów.

Co jednak najciekawsze, miejsce słynie z buddyjskich kursów, na które może się zapisać każdy. Są one rodzajem duchowej odnowy. Podczas ich trwania mieszka się w klasztorze, bierze udział w zajęciach dotyczących buddyzmu, medytuje. Wiele osób składa też śluby milczenia podczas pobytu, więc w klasztorze panuje zazwyczaj absolutna cisza przerywana tylko śpiewem ptaków i szumem wiatru. Miejsce jest magiczne i wydaje się być idealnym, jeśli ktoś potrzebuje spokoju, przemyślenia swoich spraw i odcięcia się od świata.

Nagarkot

To leżąca 32 km na wschód od Katmandu wioska znajdująca się na wysokości 2195 m n.p.m. Uważana jest za jedno z najbardziej malowniczych miejsc w okolicy. Wszystko za sprawą pięknego widoku na Himalaje o wschodzie słońca, w tym na Mount Everest i inne ośnieżone szczyty wschodniego Nepalu. To dobre miejsce, żeby podziwiać masyw Langtang. Od zachodu widok obejmuje Dhaulagiri aż do Kanchenjunga na wschodzie. W przejrzysty dzień widać Mount Everest (Sagarmatha, 8848m), Manaslu (8463m), Ganesh Himal (7111m) i Langtang (7246m). Większość odwiedzających przyjeżdża do Nagarkot po południu, zatrzymuje się w hotelu i wstaje o świcie, aby zobaczyć słynny wschód słońca nad Himalajami.

Podróż do Nagarkot między październikiem a marcem gwarantuje wspaniałe widoki, jednak okres od lipca do września to czas monsunowy, co zdecydowanie wpływa na widoczność. Podczas mojego pobytu, na początku czerwca zaczynała się już pora monsunowa (tak wiem – wcześniej) i niebo było mocno zasnute chmurami plus raz dziennie intensywnie padało. Słowem widoku na Himalaje nie zobaczyłam. Natomiast sama podróż po zielonych wzgórzach, mijanie niewielkich wiosek, piękne panoramiczne przestrzenie sprawiły, że to był jeden z najprzyjemniejszych dni w Nepalu.

Patan

Patan jest średniej wielkości miastem, położonym w bezpośrednim sąsiedztwie Kathmandu, oddzielonym od niego rzeką. Ze względu na wyjątkową tradycyjną architekturę, Durbar Square (główny plac miasta) oraz blisko 800 stup i świątyń ukrytych w wąskich uliczkach najstarszej części miasta jest to zdecydowanie obowiązkowy punkt do zobaczenia i według mnie naprawdę magiczne miejsce o zachwycających budowlach.

Bhaktapur

Kolejny obowiązkowy punkt na liście „must see“. Bhaktapur jest niedużym, XII-wiecznym miastem, dawną stolicą Nepalu. Leży w Dolinie Katmandu, w odległości 12 km od stolicy. Miasto jest oblegane przez turystów ze względu na niezwykły klimat, wspaniałą tradycyjną architekturę i niezliczone świątynie, Pałac Królewski, Durbar Square, oraz warsztaty rzemieślnicze, w których można podpatrywać pracę Nepalczyków (przez godzinę siedziałam w jednej pracowni i patrzyłam w jak niezwykły sposób maluje się obrazy zgodnie z niezwykle szczegółową techniką tybetańską – niesamowite!).

Natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że po trzęsieniu ziemi wiele zabudowań zostało zniszczonych i obecnie wszędzie trwają prace rekonstrukcyjne, budynki są podparte palami, a na ulicach pełno jest gruzu. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to bardzo ciekawe miejsce, w który wrze jak w ulu, handluje się rękodziełem i można poczuć klimat nepalskich ulic.

Monkey Temple Swyambhu

Świątynia Swyambhu nazywana potocznie przez turystów „Moneky Temple” (ze względu na małpy, które ją zamieszkują – żeby być uczciwą – widziałam jedną) znajduje sięw północno-zachodniej części doliny Katmandu. Usytuowana na szczycie wzgórza, gwarantuje piękny widok na dolinę. Imponująca złota stupa jest jedną z najstarszych tego typu w Nepalu, a „Swayambhu”oznacza dosłownie „samoistniejący”. Według transkryptu, została zbudowana przez króla Manadevę, a do XIII wieku stała się ważnym ośrodkiem buddyzmu.

Do świątyni można dojechać motocyklem, u jej podnóża znajduje się niewielki parking, natomiast żeby dostać się na szczyt, trzeba wdrapać się po kamiennych schodach.

Dajcie znać, czy byliście lub planujecie jechać do Nepalu i jakie są Wasze ulubione miejsca, które warto dorzucić do listy :)

Do następnego Podróżnicy!

Close Menu