Kreta poza sezonem – dlaczego warto pojechać i co ciekawego można robić?

Powiedzcie, ile razy zdecydowaliście się odwiedzić popularne wakacyjne miejsca w zupełnie niepopularnych terminach? Ja ostatnio coraz częściej odwiedzam, wydałoby się letnie, destynacje o innych porach roku.

Weźmy np. taką jesień. W tym roku jest dla Europy wyjątkowo łaskawa i ma się wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność, przedłużając tym samym możliwości słonecznych wyjazdów o co najmniej kilka tygodni. A już południe Europy jest do tego idealne.

W połowie października z pomocą Discover Greece wzięłam na celownik grecką Kretę – wyspę, która zdecydowanie kojarzy się z wakacjami, upałami i krystalicznie czystą błękitną wodą. Jednak to miejsce ma do zaoferowania o wiele więcej! Spędziłam na niej kilka dni i od razu zakochałam się w tym jesiennym klimacie bez upałów i tłumów, ale z przepysznymi sezonowymi potrawami, które zachwycają podniebinie.

Kiedy jechać, żeby trafić w off-season?

Generalnie na południu Europy szczyt sezony to okres od czerwca do września. Jeśli chodzi o Kretę, najlepiej zatem celować w czas przed i po, czyli wiosnę (marzec/kwiecień/maj) lub właśnie jesień (koniec września, październik, początek listopada).

Jesienią ceny bardzo spadają, począwszy od biletów lotniczych. Ja leciałam z Warszawy do Chani na Krecie z przesiadką w Atenach greckimi liniami Aegean. Lot w dwie strony kosztował ok. 600 zł. To na co warto się przygotować, to fakt, że z Polski nie ma bezpośrednich lotów na Kretę, więc niezależnie od wybranej linii będzie Was czekać przesiadka w Atenach. Na ogół trzeba też trochę poczekać na lot z Aten do Chani. Ja lecąc do Grecji, czekałam na lotnisku 2,5, a w drodze powrotnej 6 godz. Piszę o tym dlatego, że to wydłuża podróż do dwóch dni, więc warto mieć to na uwadze, planując liczbę dni, które będziecie chcieli spędzić na wyspie.

Dodatkowo ceny hoteli też są niższe. Bez problemu można znaleźć pokoje w przytulnych butikowych hotelach z widokiem na morze w bardzo przystępnych cenach. O tej porze jest też znacznie spokojniej, nie trzeba walczyć o wolne miejsca, rezerwować wszystkiego z wyprzedzeniem. Co wcale nie sprawia, że restauracje nie są codziennie zapchane biesiadującymi i roześmianymi Grekami, a to właśnie nadaje ten cudowny klimat.

Pogoda za to z dużym prawdopodobieństwem pozwala na długie spacery po plaży, kąpanie się w morzu (sprawdzone!) i na wszystkie outdoorowe aktywności. Podczas mojego pobytu niebo było zachmurzone, ale dodawało tak specyficznego i klimatycznego uroku, że ani trochę nie tęskniłam za błękitnym niebem. Przez cały czas było ponad 20 stopni, morze kotłowało się w swojej szarości, a chmury zdawały się dotykać ziemi. Mówię Wam, było tak malowniczo, że hej!

Co robić na miejscu?

Nie samym plażingiem człowiek żyje, prawda? Te błękity i plaże są kuszące, ale można też odpoczywać aktywnie, poznając inną kulturę, ucząc się nowych rzeczy i spędzając czas blisko natury, z którą żyją w zgodzie na co dzień mieszkańcy Krety.

Właśnie na doświadczaniu, regionalności i spędzaniu czasu w greckim stylu skupiłam się podczas tej podróży. Zebrałam dla Was listę moich ulubionych aktywności i doświadczeń, które bardzo Wam polecam spróbować jesienną porą w Grecji.

Popołudnie w winnicy Mavredakis

Uwielbiam odwiedzać winnice, bo każdy ich element zdaje się być tworzony w zgodzie z naturą, przy wykorzystaniu jej cykli i z tą niezwykłą dbałością o szczegóły. Byłam już w kilkunastu w różnych miejscach na świecie, ale zdecydowanie każda wygląda inaczej i zawsze jest to ciekawe doświadczenie. Tym razem udało mi się odwiedzić grecką winnicę jesienną porą. Wszystkie drzewka miały rdzawo-czerwony kolor, co wygląda naprawdę bajkowo.

Winnicę Mavredakis prowadzi Grek z rodziną i swoją partnerką, która – co było super sympatyczną niespodzianką – jest z Polski (pozdrowienia dla Ciebie Jolanto! :)). Obowiązkowym punktem podczas odwiedzin jest degustacja win (my próbowaliśmy 12 różnych rodzajów) przy stole uginającym się od prawdziwego domowego jedzenia. Umówmy się – czy można lepiej spędzić popołudnie?:)

Przedpołudnie w fabryce oliwy z oliwek

Grecja w oczywisty sposób kojarzy się z oliwkami i oliwą z nich wyrabianą, ale dopiero odwiedziny na farmie oliwek (np. Melissakis Olive Mill) i zobaczenie linii produkcyjnej oliwy uświadamiają, jak ogromna jest to praca, ale też cała wiedza dotycząca tego płynnego złota, zresztą przekazywana z pokolenia na pokolenie. Podczas wizyty można dowiedzieć się o każdym etapie produkcji oliwy i obejrzeć specjalne kadzie, w których się ją przechowuje. Jest też czas na degustację różnych jej rodzajów. Wiecie, że w zależności od sposobu przygotowania oliwa może mieć w sobie nawet kilkanaście różnych aromatów (np. czekoladowy, ziołowy). Grecy zajmujący się jej produkcją potrafią po niewielkim łyku rozpoznać je wszystkie. Osobiście próbowałam to zrobić i nie umiałam rozróżnić nawet jednego.. Grecja jest trzecim największym producentem oliwy z oliwek na świecie (po Hiszpanii i Włoszech) i każdy Grek powie Wam, że grecka oliwa ma najlepszą jakość i najstarsze tradycje. Nie śmiałabym z tym dyskutować :) Swoją drogą – spróbujcie dodać do oliwy kilka kropli winegret lub gęstego syropu z winogron i zamoczyć w niej kawałek chleba – proste, ale jakże zaskakująco pyszne połączenie!

Dzień na greckiej farmie i nauka gotowania

Zdecydowanie mój ulubiony dzień podczas wyjazdu. Hand Picked Greece to przepiękna ekologiczna farma prowadzona przez Greków z miłością, zaangażowaniem i w rodzinnej atmosferze. Wszystkim, którzy kochają kulinarne klimaty, styl boho we wnętrzach i po prostu leniwie spędzony czas w ogrodzie, wspólne gotowanie z Grekami a potem biesiadowanie wypełnione historiami i śmiechem, polecam to miejsce z całego serca.

Regularnie organizowane są tu lekcje gotowania i zajęcia jogi w ogrodzie. My spędziliśmy kilka godzin zbierając zioła i warzywa z ogrodu, robiąc tradycyjny kreteński ser, gotując wspólnie tzatziki i grillowane mięso, i pijąc mnóstwo lokalnego wina.

Później siedzieliśmy razem w niesamowitej boho altanie, dzieląc się jedzeniem, pijąc raki i opowiadając historie. Wspaniałe, niedzielne popołudnie, które nie tylko zbliżyło nas do greckiej kultury, pozwoliło poczuć się jej częścią, ale przede wszystko dało szansę na zawarcie nowych znajomości. Dla mnie bezcenne doświadczenie, które będę długo pamiętać.

Dzień na jeep safari

Na to najbardziej czekałam (znajcie moją słabość do outdoorowego spędzania czasu, terenowych samochodów i przygody) i nie zawiodłam się ani trochę. Safari Adventures to świetny sposób na spędzenie dnia, poznanie rzadko odwiedzanych zakątków wyspy i miejsc, w których jest się sam na sam z przyrodą. I powiem Wam, że zrobienie tego jesienią to dopiero ma klimat. Wzgórza tonące w jesiennych kolorach, mnóstwo owoców od awokado po pomarańcze i cytryny, które mija się po drodze, mgły spowijające winnice.

Naszym przewodnikiem był Stelios – przeuroczy człowiek i pasjonat przyrody. To nie była tylko przejażdżka, ale cały dzień wypełniony kreteńską kulturą. Zaczęliśmy go od śniadania w lokalnej greckiej kawiarni prowadzonej przez przeuroczego wąsatego Greka (tato, bardzo mi Ciebie przypominał!), który odziedziczył ją po swoim ojcu, a on po swoim ojcu, a on po… Zostaliśmy ugoszczeni najlepszym świeżym sokiem pomarańczowym, grecką kawą i domowymi wypiekami (i otoczeni przez 10 kotów czekających na nasze śniadanie).

Następnie ruszyliśmy w stronę White Mountains (Lefka Ori), w których znajduje się jeden z najdłuższych w Europie wąwozów – Samaria. To rzeczywiście było górskie safari i miałam wrażenie, że nasz jeep nie da rady podjechać pod strome zbocze, ale tak się nie stało ;)

Zatrzymywaliśmy się zwiedzając winnice, szukając najlepszych widoków i podziwiając jesienną przyrodę. Na zakończenie zjedliśmy lunch w tradycyjnej tawernie, która wyglądała trochę jak szkolna stołówka, ale serwowała doskonałe, proste greckie potrawy.

Wieczór na speed boating i nurkowanie

O dziwo jesień to wcale nie jest zły czas na pływanie otwartą łódką. Po pierwsze dlatego, ze na speed boacie i tak będzie się mokrym po 10 minutach, bo woda chlapie na prawo i lewo, więc w sumie co za różnica czy woda pada z góry, czy leci z boku ;)

Ja przez cały pobyt miałam ponad 20 stopni i to była wystarczające temperatura, żeby zrobić sobie taki wypad wzdłuż wybrzeża z widokiem na stary port w Chani. A zachody słońca jesienią są jeszcze bardziej spektakularne i odurzające, wiec polecam Wam zrobić to po południu, tak by zachód spędzić na łodzi lub skacząc z niej do wody w zatoce – temperatura naprawdę dawała radę. My płynęliśmy z Notosmare, która jest rodzinną firmą (a jakże!:) prowadzoną przez braci. Atmosferę tworzą rewelacyjną i są w stanie dotrzeć w nawet najbardziej odległe i mało turystyczne zakątki, nie tylko na Krecie, ale i w całej Grecji.

Popołudnie na walking tour Old Town Chania

Dla wszystkich, chcących się dowiedzieć nieco więcej o fascynującym kitlu kulturowym, który doprowadził Kretę do miejsca, w którym jest obecnie. Stara część portu? w Chani, zbudowanego w XIV wieku w celach komercyjnych i ochronnych przed najazdami piratów, jest naprawdę magicznym i niesamowicie fotogenicznym miejscem.

Pełno w nim kawiarni, restauracji, tawern serwujących lokalne przysmaki, barów, cukierni i sklepów z dziełami sztuki, a także zabytków nawiązujących do różnych okresów historycznych. Można tu dostrzec wpływy kultury kreteńskiej, osmańskiej i weneckiej. Zachwycają piękne wąskie uliczki i wspaniała architektura kamienic. To trochę taka podróż w czasie, ale w jak najlepszym tego słowa znaczeniu.

Moje ulubione restauracje i super kawiarnie z najlepszą grecką kawą

Codziennie jadłam w innej, tak żeby wypróbować jak najwięcej miejsc i stworzyć dla Was listę „must eat” w okolicach Chani. Ujmę to tak, nie znam nikogo kto nie lubi greckiego jedzenia i nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek podczas pobytu w tym kraju jadła coś niedobrego. Ale wiadomo wśród tylu knajp są i takie, które nawet dla Greków są absolutnie wyjątkowe. Dzięki rekomendacjom znajomych mieszkających w Chani, udało mi się trafić do kilku ich (a teraz już i moich) ulubionych restauracji:

Salis Restaurant – dla wszystkich miłośników mięsa. Dawno nie jadłam tak doskonałych steków i żeberek. Pięknie podane, świetna obsługa, a na deser najlepszy blok czekoladowy.

village coffee shop
 – przecudowna, typowo grecka kawiarnia, którą odwiedziliśmy w drodze na safari. Można napić się w niej prawdziwej mocnej greckiej kawy, doskonałego soku ze świeżych pomarańczy i zjeść domowe wypieki takich jak rogaliki ze słonym serem czy słodkie ciasto podobne do babki, które tradycyjnie podaje się na weselach. My wpadliśmy tam na śniadanie w drodze na safari w White Mountains i to był idealny początek dnia.

Apostolis seafood restaurant – Jeśli lubicie owoce morza, to jest to jedna z najlepszy restauracji w starym porcie. Prowadzona przez kolejne pokolenie (udało mi się poznać samego Apostolisa, od którego imienia wywodzi się nazwa tej tawerny) oraz jego syna :) Miejsce słynie z wszelkiego rodzaju najświeższych owoców morza bo wyławianych tego samego dnia. Próbowałam krewetek, kalmarów, małży, kilku rodzajów ryb. Wszystko było rewelacyjne i rozpływało się w ustach.

Oinopoiio restaurant– ta restauracja to jest sztos! Po pierwsze rewelacyjny wystrój oddający piwniczny klimat – ściany z cegieł, półki z butelkami wina, wszędzie wiszą suszone zioła, jesienne dynie i orzechy. Dopracowane w każdym szczególe. Serwowane dania to miks tradycyjnej kuchni greckiej z nowoczesny sznytem, co finalnie daje niesamowite połączenia smakowe. Koniecznie spróbujcie zapiekanki a la pizza z bakłażanem i gulaszu z pieczonych kasztanów. Rewelacja!

Cactus coffee shop & goodies – zupełnie przypadkowo odkryta kawiarnia na brzegiem morza. Nazwa pochodzi od otaczających ją naturalnie rosnących kaktusów i to one są motywem przewodnim tego miejsca. Nie jest to tradycyjna grecka kawiarnia, ale nowoczesne klimatyczne miejsce w stylu boho. Serwują genialne frappe, zdrowe słodycze, a to wszystko z widokiem na wzburzone morze. Dla mnie absolutna bomba!

Czego koniecznie spróbować?

Kreta ma jedną z najstarszych i najsmaczniejszych kuchni na świecie. Oczywiście jest podobna do reszty Grecji, ale jest coś wyjątkowego w kreteńskim sposobie gotowania. Jest zdrowy, świeży. Prosty, a jednocześnie niezwykle aromatyczny i oczywiście przepyszny. Nie znam nikogo, komu nie smakowałyby potrawy przygotowywane na Krecie, a jest ich naprawdę wiele i niektóre zasługują na szczególną uwagę:

Dakos

Podobna do włoskiej brushetty. Posiekany pomidor, świeży ser, zioła i oliwa z oliwek podawana na chrupiącej grzance. Przed jedzeniem polewa się ją oliwą z oliwek, aby zmiękła. Najczęściej jedzone jako przystawka, ale może zastąpić też lekki posiłek.

Kalitsounia (Cheese Pie)

Ciasto Kalitsounia jest najczęściej spożywane w Wielkanoc, jednak nie ma problemu, aby kupić je w ciągu całego roku. Formuje się z niego małe poduszeczki i wypełnia się je słodkim serem, którego rodzaj może różnić się w zależności od regionu Krety. Ciastka smaży się lub piecze i podaje posypane cynamonem lub sezamem.

Cretan Cheese

Na Krecie z pewnością nie brakuje sera i jest on składnikiem wielu potraw. Natomiast równie często jak powszechnie znaną fetę, używa się lokalnego, miękkiego sera, który bardzo przypomina mozarellę. Nie zdziwcie się zatem, jeśli wyląduje w Waszej sałatce greckiej.

Po raz pierwszy zauważyłem różnicę, gdy zamówiłem sałatkę grecką z lokalnym miękkim serem w przeciwieństwie do klasycznego sera feta.

Gamopilafo

Gamopilafo w wolnym tłumaczeniu oznacza „weselny ryż”. To danie serwowane jest głównie na weselach lub tradycyjnych imprezach w całej Grecji, ale obecnie często można je znaleźć w restauracjach. Składa się z mięsa gotowanego przez wiele godzin z ryżem, masłem i cytryną. Na Krecie uwielbiają używać lokalnych produktów, takich jak mięso kozie czy jagnięcina.

Stamnankáthi

Stamnankáthi to zioła, które mają nieco gorzki, ale przyjemny smak. Roślina rośnie tylko na Krecie. Zwykle podawane są gotowane, z oliwą z oliwek i cytryną i serwowane jako przystawka lub dodatek do mięs.

Chaniotiko Bouréki

Chaniotiko bouréki to rodzaj zapiekanki przygotowywanej w Chani i jej okolicach. Podstawowymi składnikami są: cukinia, ziemniaki i ser myzíthra (rodzaj sera kreteńskiego). Składniki przekłada się cienką warstwą ciasta i zapieka.

Kaltsoúnia

Kaltsoúnia jest jednym z tradycyjnych kreteńskich deserów, podawanych pod koniec posiłku. Składa się z sera „myzíthra” i ziół zawiniętych w ciasto. Zwykle podawany jest z dużą ilością miodu tymiankowego i cynamonu.

Kulinarne ciekawostki prosto z Krety

  • Średnie spożycie oliwy z oliwek w Niemczech i Stanach Zjednoczonych wynosi około 0,5 litra na osobę rocznie. Na Krecie jest to 25 litrów na osobę rocznie.
  • Kreteńczycy jedzą najwięcej owoców i warzyw w świecie zachodnim.
  • Kreteńskie pomidory zawierają duże ilości substancji przeciwutleniających. Czemu? Wszystkie dojrzewają w naturalny sposób, bez użycia jakichkolwiek hormonów.
  • Na Krecie raczej rzadkością są krowy, bo nie radzą sobie one na skalistym terenie. Częściej spotyka się owce i kozy (które wspinają się po drzewach!), a tradycyjne sery wytwarzane są właśnie z ich mleka.
  • Na Krecie jest ponad 1,5 miliona drzew oliwnych!

  • Odnotowano, że w kreteńskiej kuchni używa się ponad 500 rodzajów różnych zielenin i ziół (wiele z nich występuje tylko na Krecie).
  • W większości restauracji w ramach zamawianego posiłku oferowane są winogrona lub inne owoce i mały deser. Nie ma zatem potrzeby zamawiania osobno.
  • Raki (słynny 40% lokalny napój alkoholowy) jest dla Krety tym, czym ouzo jest dla reszty Grecji.

Dlaczego Grecja?

„W Grecji wszystko jest najlepsze na świecie”

Grecja jest wyjątkowym krajem ze względu na atmosferę, jaką tworzą jej mieszkańcy. Ludzie są bardzo otwarci, życzliwi i mają cudowne podejście do odwiedzających ich kraj. Większość Greków mówi po angielsku, co znacznie ułatwia komunikację (dla przykładu – we Włoszech czy Hiszpanii to już nie jest takie oczywiste). A jeśli nawet nie znają tego języka, to możecie być pewni, że zrobią wszystko, żeby spróbować się porozumieć, pomóc, doradzić, a przed wszystkim ugościć.

Byłam na Krecie kolejny raz i jak zwasze miałam poczucie, że wchodząc do sklepiku, restauracji czy przydrożnej kawiarni zawsze jestem mile widziana i automatycznie staję się gościem, o którego chce się zadbać. Nie wszystkie kultury mają zakorzenioną taką gościnność. To jest również ta nić porozumienia, która łączy Greków i Polaków – gość to prawie świętość, częstuje się go ogromem jedzenia, sadza przy wspólnym stole i zasypuje rodzinnymi historiami (nieważne w jakim języku i nieważne czy dana osoba je zrozumie).

W Grecji tak łatwo poznaje się ludzi i nawiązuje nowe znajomości. Wystarczy chwila, żeby zakumplować się z panią w sklepie, uśmiechniętą kelnerką, przewodnikiem. Doceniam ich za to, że nie stawiają granic i każdego obdarzają ciekawością drugiego człowieka.

Jest jeszcze coś wyjątkowego. To greckie poczucie humoru, tak bardzo zbliżone do polskiego. Uwielbiam to, jak swobodnie można sobie pożartować. Grecy są świetni w ironicznych żartach i inteligentnym humorze. Nie obrażają się i w lot łapią wszystkie podteksty, co tworzy naprawdę luźną atmosferę.

Ich podejście do życia, płynący z nich spokój, uśmiech, ciepło, domowe posiłki, którymi z przyjemnością się dzielą i wznoszenie toastów z nieznajomymi. To wszystko sprawia, że można poczuć się częścią wielkiej greckiej rodziny. I nie ma w tym przesady.

Pobyt na Krecie po raz kolejny był dla mnie lekcją i przypomniał mi, jak ważne jest dbanie o regionalność, kultywowanie tradycji, szacunek to kulturowej spuścizny i czerpanie z niej garściami. A to wszystko wypełnione miłością do życia, bycia, jedzenia i celebrowania chwil.

W Grecji naprawdę czuje się dumę jej mieszkańców z tego, co robią, ze swojej pracy, z kraju, kultury i jej wytworów. Dlatego któregokolwiek Greka nie zapytasz, każdy Ci powie, że „w Grecji wszystko jest najlepsze na świcie”.

A ja z podziwem chłonę to podejście i myślę, że jest to jedna z najważniejszych lekcji jaką można wyciągnąć z pobytu w tym kraju – poczucie dumy i przynależności.

Close Menu