Korekcja laserowa wzroku – game changer mojego życia i najlepsza decyzja w 2020 roku

Znacie uczucie niemocy? Kiedy ciało nie nadąża za głową, nie może sprostać waszym wymaganiom i marzeniom? Niemoc, która nie pozwala robić tego, co się chce i kiedy się chce. Ja znam bardzo dobrze i to moja największa zmora. Nie znoszę, kiedy ktoś mi mówi, że się nie da, że nie mogę, nie powinnam. Walczę z takimi opiniami całe życie. A to nie: bo kobieta sama w podróży nie powinna…; bo motocykle nie dla dziewczyny…; bo zagraniczne granty naukowe nie dla Polaków…;  stypendium badawcze w Australii – nie, bo psychologowie ich przecież nie dostają. I tak cały czas. Aż do momentu, kiedy wypracowuję wszystkie powyższe i wtedy moim komentatorom rzednie mina. Ale tylko na chwilę, bo zaraz zapominają i zaczyna się od początku.

Nie przyzwyczaiłam się do tego, ale za to wiem, jak sobie z tym radzić i wiem, że zawsze prędzej czy później dopnę swego. Jednak ze zdrowiem jest inaczej. Tu mój wpływ jest mniejszy i o ile bardzo wierzę w siłę woli, umysł i przekraczanie granic wytrzymałości ciała, to są takie obszary, których nie poprawi nawet pozytywne nastawienie i determinacja. U mnie jednym z nich był od zawsze wzrok. Jestem wcześniakiem, który pchał się na świat o dwa miesiące za wcześnie (jak to mówią moi bliscy: „tak bardzo chciałaś zarządzać światem, że nie byłaś w stanie usiedzieć”:)) Wcześniaki mają niestety mniej czasu na prawidłowe wykształcenie się wszystkich narządów i często właśnie wzrok cierpi na tym.

Mały zezol

Nie zepsuło się od razu. Kilka pierwszych lat życia było w porządku. Wzrok zaczął się pogorszać na początku szkoły podstawowej. A do wady wzroku doszedł jeszcze pogłębiający się zez. Możecie sobie wyobrazić, co to znaczy być dzieckiem, które nie dość, że źle widzi, to jeszcze jedno oko zezuje do środka. Nie da się  tak funkcjonować. Dla małej dziewczynki, którą wtedy byłam, to był ogromny stres i wiązał się z niewyobrażalnym poziomem okrucieństwa i wyśmiewania ze strony rówieśników. Wiecie, jak okrutne i bezpośrednie w tym potrafią być dzieci. Do tej pory pamiętam, jak wyzywano mnie w szkole od zezoli, kosmitów i potworków. Zaczynałam wtedy swoją przygodę z tańcem i nie raz podczas występów zespołu, w którym byłam, dzieciaki naśmiewały mnie spod sceny. Doprowadziło to do tego, że zostałam przestawiona do tylnego rzędu, żeby nie zwracać uwagi. Jak się domyślacie, dla dziecka jest to ogromne przeżycie.

Na szczęście, wtedy udało się przeprowadzić operację zlikwidowania zeza, która pozwoliła mi normalnie funkcjonować. To była poważna operacja przy pełnej narkozie, a po niej długa rekonwalescencja. Wada wzroku jednak została i z wiekiem tylko się pogłębiała. Okulary i soczewki były zatem stałą częścią mojej rzeczywistości. Przez 20 lat ich użytkowania przetestowałam wszystkie rodzaje – miękkie, twarde, miesięczne, tygodniowe i jednodniowe. Mogłabym spokojnie zostać soczewko-okularowym doradcą. Wydawałoby się, że jeśli kiepsko widzisz całe życie, to w końcu się do tego przyzwyczajasz. Nic bardziej mylnego. Im byłam starsza i robiłam więcej rzeczy, tym wada wzroku doskwierała mi coraz bardziej.

Gdy wada wzroku utrudnia spełnianie marzeń

Byłam absolutnie najgorszym użytkownikiem okularów na świecie. Ciągle mi parowały, odkładałam je, gdzie nie należy, odciskałam na szkłach palce i tusz do rzęs, a do tego ciągle zjeżdżały mi z nosa. Kompletna okularowa ciamajda, dlatego podziwiam wszystkich, którzy okulary potrafią nosić, jak gdyby nigdy nic.

Najpierw 18 lat zawodowego tańca, a potem dedykacja innym sportom w dorosłym życiu uniemożliwiało mi noszenie okularów. Nie mogłam nich w robić akrobacji, biegać, występować. Zostawały tylko soczewki. A ten, kto je nosi, wie, że nie są rozwiązaniem idealnym. Po pierwsze, jest godzinowy limit ich noszenia. Regularnie go przekraczałam, najczęściej dwukrotnie. Po drugie, kosztują i to niemało. Za ich miesięczny zapas płaciłam średnio 300, co w skali roku dawało 3600, a 10. lat – 36 000 złotych. Kiedyś to podliczyłam i złapałam się za głowę. Wiecie, ile niesamowitych podróży można odbyć za te pieniądze? Co za marnotrawstwo! Do tego miałam ciągle nawracające stany zapalne oczu od noszenia soczewek i faktu, że nie zawsze da się je idealnie wyczyścić, szczególnie w podróży.

Żeby być jednak całkowicie uczciwą, prawdziwe problemy pojawiły się w momencie, gdy zaczęłam intensywnie podróżować, tj. prawie 12 lat temu. Nie były to już tygodniowe wypady, tylko długie wyjazdy: rok studiowania za granicą, kolejne dwa lata na zagranicznych stypendiach, wyprawy, które trwały po kilka miesięcy. Nigdy nie zapomnę swojej pięciomiesięcznej backpakerskiej podróży po Azji Południowo-Wschodniej. Spakowałam się w 12 kg plecak, z czego całą dolną kieszeń zajął zapas soczewek na cały pobyt. To było beznadziejne rozwiązanie. Owszem możliwe, ale uciążliwe i nieefektywne.

Z czasem zaczęły dochodzić nowe wyzwania. Podróże stały się intensywniejsze, w drodze spędzałam ponad 9 miesięcy w roku. Podróżowałam do coraz bardziej ekstremalnych miejsc, np. Ladakh w Himalajach, gdzie trudniej jest o higienę rąk i zadbanie o zmianę soczewek w odpowiednich warunkach. Zmienił się też charakter moich wyjazdów. To były bardziej wyprawy, pełne outdooru, sportów ekstremalnych typu skakanie ze spadochronem, rafting, jazda motocyklem. Często zdejmowałam soczewki o 2.00 nad ranem, spałam dwie godziny i zakładałam je znowu, bo musiałam jechać dalej. Oczy były tym wykończone.

Zaczęło mi to przeszkadzać, czułam się ograniczona, uwiązana i zależna od swojej ułomności. A bardzo nie lubię być  zależna od czegokolwiek.

Miałam dość. Dość myślenia o tym, wyliczania soczewek co do dnia i martwienia się, co będzie, kiedy ich zabraknie, bo wyjazd się przedłuży. Dość ciągania po całym świecie opakowań, które zajmowały mi cenne miejsce w bagażu. Ale czasami nawet, kiedy człowiek jest świadomy możliwości, to z nich nie korzysta.

Do wszystkiego trzeba dojrzeć. W moim przypadku znaleźć odpowiedni moment i czas. Przez ostatnich kilka lat nie miałam przerwy, żeby spokojnie zadbać w wzrok i zmienić swoją sytuację. Rok 2020 i wszystko, co się z nim wiąże, potraktowałam jako znak od losu, czyli czas na dawno odkładane decyzje.

Zaczęłam szukać odpowiedniej kliniki, czytać o metodach, pytać wśród znajomych, czy ktoś robił korekcję wzroku. Okazało się, że było ich wielu. Wszyscy rekomendowali, zachwalali, mówili o zmianie życia. Powtarzało się też jedno zdanie: tylko i wyłącznie klinika Optegra, bo ma najnowocześniejsze i najmniej inwazyjne metody, a widzi się dobrze praktycznie od razu po zabiegu. Mam cię! – pomyślałam.

Od zwierząt do Bogów – wpływamy na ewolucję 

Pochylmy się na chwilę nad tym, że dożyliśmy czasów, gdy medycyna nie tylko naprawia chorych, ale i ulepsza zdrowych. Umówmy się – z wadą wzroku można żyć, ale pojawia się proste pytanie: po co, skoro można żyć lepiej bez niej?

To, w jak niesamowity sposób rozwija się okulistka i jakie daje obecnie możliwości jest dla mnie przykładem tego, że pomimo wielu „ale” żyjemy w najlepszych możliwych czasach i jesteśmy przez to szczęściarzami. Mam kilku znajomych, którzy podobne korekcje przechodzili ok. 10 lat temu – innymi metodami, przy użyciu mniej zaawansowanego sprzętu. Też widzą, ale rekonwalescencja trwała bardzo długo, a ból był oczywistym następstwem. Teraz nie ma o tym mowy.

Laserowe operacje oczu pozwalają skorygować wadę krótkowzroczności (potocznie zwaną „minusami”), nadwzroczności (zwaną „plusami”), a także astygmatyzm, czyli nieostre i rozmyte widzenie kształtów.

Wady wzroku wynikają z nieprawidłowych proporcji w budowie oka. W oku miarowym, czyli nieobarczonym wadą refrakcji obraz skupia się na siatkówce, co pozwala widzieć ostro i wyraźnie. U osób krótkowzrocznych światło skupiane jest przed siatkówką, a u osób dalekowzrocznych za nią, w związku z tym widziany obraz jest niewyraźny, mogą też występować inne niepożądane efekty jak bóle głowy i oczu. Laserowe usuwanie wady wzroku to szybki i skuteczny zabieg, który wykonuje się wyłącznie na zewnętrznej części oka, czyli na rogówce. Nie jest to zatem inwazyjna metod, która sięga głęboko w struktury oka, ale działa tylko na jego powierzchni.

Jej celem jest skorygowanie kształtu rogówki, aby światło wpadające do oka było skupiane na siatkówce. W przypadku nadwzroczności, tzw. plusów, rogówkę uwypukla się, w przypadku krótkowzroczności, tzw. minusów – spłaszcza, a w korekcji astygmatyzmu – wyrównuje.

Nowe życie w 60 sekund

Zaczyna się od wizyty kwalifikacyjnej. Ja miałam swoją w połowie października i był to najważniejszy etap całego procesu. Od niej zależy bowiem, czy nasze oczy kwalifikują się do korekcji, a jeśli tak – to do jakiej.

Przed tymi badaniami przez 7 dni nie można nosić miękkich soczewek (przez 14 dni nie można nosić soczewek miękkich korygujących astygmatyzm a przez miesiąc soczewek twardych). Kwalifikacja opiera się na 24 specjalistycznych badaniach diagnostycznych. Cały proces trwa około 2 godzin, podczas których wykonuje się szereg specjalistycznych badań takich jak m.in. badanie ostrości wzroku, badania diagnostyczne rogówki, badanie oczu w lampie szczelinowej. Jest to nieinwazyjne, bezbolesne i neutralne doświadczenie. Zaraz po badaniach odbywa się rozmowa z lekarzem, który proponuje metodę najlepszą dla pacjenta oraz wszystko dokładnie tłumaczy na temat zabiegu. Ku mojej radości zostałam zakwalifikowana do najnowocześniejszej metody – Lentivu, która gwarantuje minimalny czas rekonwalescencji po zabiegu i możliwość powrotu do normalnego funkcjonowania już następnego dnia. Zabieg wyznaczono mi za kilka dni, więc wszystko poszło bardzo sprawnie.

I teraz to, co chyba wszystkich najbardziej interesuje. Jak to wygląda w praktyce? Operacja laserowa oczu jest bezbolesna, trwa ok. 20 minut, chociaż sam laser działa około 30 sekund (30 sekund na jedno oko), tzn. że w mniej niż minutę Wasze oczy są naprawione. Do znieczulenia używa się tylko kropli do oczu. Waszym zadaniem jest tylko i wyłącznie patrzeć w światełko przez 30 sekund i nie odwracać w tym czasie wzroku. Większość pacjentów widzi wyraźnie od razu po wstaniu spod lasera. Po kilku dniach możliwy jest powrót do pracy i codziennej aktywności. Jak bardzo jest to niesamowite?

Z perspektywy miesiąca po operacji

Zacznę od tego, że jestem żywym potwierdzeniem cudu współczesnej medycyny. Moje życie odwróciło się o 180 stopni w stronę lepszego jakościowo i lżejszego funkcjonowania.

Dwie godziny po zabiegu byłam w stanie przeczytać godzinę na budziku piekarnika w moim mieszkaniu, stojąc od niego w odległości 7 metrów (mówimy o bardzo małych cyfrach i bardzo dużej odległości. Jeszcze raz podkreślę – po 2 godzinach od operacji, gdy wcześniej nie widziałam tych cyfr nawet z pół metra. To był pierwszy szok i pierwsze ogromne wzruszenie.

W ciągu kilku następnych dni, stopniowo wracała mi ostrość widzenia z bliska (w przypadku krótkowzroczności, potrzeba chwili, aby oko nauczyło się od nowa wyostrzać). Samochód mogłam swobodnie prowadzić dzień po operacji, telefon obsługiwać po 2 dniach (czyli widzieć na nim wyraźnie i nie czuć zmęczenia oczu), przy komputerze pracować przez długie godziny po ok. 5 dniach. Od momentu zabiegu, aż do teraz, ani razu nie odczułam bólu, światłowstrętu, ani żadnych skutków ubocznych.

Właściwie, choć brzmi to dziwnie, nie pamiętam, że miałam jakąś operację. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Aż trudno mi uwierzyć, że nie było tak zawsze. Mogę robić absolutnie wszystko, tyle tylko że mojemu życiu nie towarzyszą soczewki i okulary. W minutę wyparowało 25 lat udręki związanej z oczami.

Nie przesadzę pisząc, że to najlepsza rzecz, jaka spotkała mnie w 2020 roku. I jeden z największych game changer w życiu.

Wasze pytania i odpowiedzi lekarza

Zebrałam najczęściej pojawiające się pytania, które zadawaliście mi przez ostatnie tygodnie i zapytałam o nie lekarza, tak aby jeszcze bardziej przybliżyć Wam ten proces i rozwiać ewentualne wątpliwości.

Jakie rzeczy dyskwalifikują do zabiegu?

Do zabiegu dyskwalifikują ciężkie choroby oczy, niektóre choroby ogólnorozwojowe z kręgu autoimmunologicznych, stany ogólne np. ciąża i okres karmienia piersią.

Czy zabieg wykonuje się najpierw na jednym oku, żeby było bezpiecznie, a po jakimś czasie na drugim, czy od razu na obu?

Zabieg wykonuje się od razu na obu oczach, bo inaczej wywołałoby się różnowzorowość. Przy małej wadzie wzroku to nie ma aż takiego znaczenia, natomiast przy większej, np. takiej jaką miałam ja – na jednym oku –4 a na drugim –3. Gdyby skorygowano mi tylko jedno oko – na jednym miałabym wadę 0 a na drugim –4, co sprawiłoby, że nie mogłabym funkcjonować, miałabym zaburzenia widzenia, bóle głowy itp. Nie ma też żadnych przesłanek ani niebezpieczeństwa, które spowodowałoby, że warto taką korekcję rozbijać na dwa etapy.

Czy zabieg można wykonać również na bardzo wysokich wadach np. –9?

Minusy koryguje się do –10, czasami do –12 dioptrii (przy bardzo dobrej rogówce). Plusy do +6, astygmatyzm do 6 dioptrii.

Czy to prawda, że wada musi być ustabilizowana, żeby w ogóle myśleć o zabiegu?

Tak, wada musi być ustabilizowana. Nie może zmienić się więcej niż o 0,5 dioptrii na przestrzeni roku.

Czy osoby, które mają zespół suchego oka, mogą poddać się zabiegowi?

Suchość oka często może wynikać z noszenia soczewek, więc nie stanowi to bezpośredniej dyskwalifikacji do zabiegu. Rzadko kto ma tak ciężką suchość oka, a jeśli już, to takiego pacjenta najpierw się leczy i doprowadza do stanu umożliwiającego zrobienie zabiegu.

Jakie są aktualne rekomendacje dla kobiet w ciąży?

W czasie ciąży i karmienia nie wykonuje się zabiegów korekcji laserowej wzroku, co wynika ze zmian hormonalnych w organizmie kobiety, które mogą wpływać na rogówkę i jakość widzenia. Trzeba zatem poczekać, aż wzrok ponownie się ustabilizuje. Rekomenduje się również, aby kobiety przez okres minimum 3 miesięcy po zabiegu nie zachodziły w ciążę.

Czy istnieją jakieś ograniczenia wieku do przeprowadzenia zabiegu laserowej korekcji wzroku?

Laserową korekcję wzroku wykonuje się u osób powyżej 21 roku życia ze stabilną wadą wzroku.

Czy zabieg jest bolesny?

Zabieg laserowej korekcji wzroku jest bezbolesny. Odpowiem na to z własnego doświadczenia – na żadnym etapie – od badań kwalifikacyjnych, przez sam zabieg, aż po rekonwalescencję ani razu nie odczułam żadnego bólu. Nie musicie się tym zupełnie przejmować. Podczas zabiegu oczy znieczula się kroplami, które mają natychmiastowe działanie. Jedyne co może wystąpić po zabiegu to rodzaj dyskomfortu, np. pieczenie, łzawienie oczu, czy poczucie jakbyście mieli w nim jakiś paproch. To mija po kilku godzinach. Ja nie miałam tych objawów wcale, tak jakbym nigdy nie miała żadnego zabiegu na oczach.

Czy po zabiegu można latać samolotem?

Można latać 3 dni po zabiegu. Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich podróżników, którzy tym martwią się najbardziej ;)

Czy po zabiegu można uprawiać sport, a jeśli tak to kiedy?

Nie ma żadnych przeciwwskazań, aby uprawiać sport zaraz po zabiegu. Wysiłek fizyczny nie wpływa na wzrok, ani na proces leczenia. To co jest natomiast ważne, to aby do oka nie dostał się pot, paprochy i aby nie trzeć go brudnymi rękami. Jedyne z czym trzeba się wstrzymać przez miesiąc po zabiegu, to basen, sauna i kąpiele w morzu (ze względu na dużą ilość zarazków w wodzie).

Jakiego polecasz lekarza?

To pytanie do mnie i na podstawie moich doświadczeń, z czystym sercem polecam dr Katrzynę Skonieczną – bardzo kompetentną i rzeczową. Pani doktor została mi polecona przez znajomych, którym wykonywała ten zabieg i teraz ja Ją Wam polecam :)

Jaki jest koszt zabiegu?

W tej chwili koszt korekcji laserowej wzorku najnowocześniejszą metodą Lentivu to ok. 8500 zł (za oba oczy). Najlepiej jednak monitorować aktualną cenę na stronie kliniki Optegra. Obecnie są też promocje na badania kwalifikacyjne oraz zabiegi. Link do cennika TUTAJ.

„I see you now”  
Wasza Alex