Grand Hotel Kronenhof – XIX wieczny luksus i weekend jogowy z widokiem na Alpy

Moja ostatnia podróż do szwajcarskiej Gryzonii była bardzo aktywna i intensywna. W tydzień zaliczyłam kilka hików, przejażdżek rowerowych i wspinaczek, a na sam koniec czekała mnie wisienka na torcie tego wyjazdu, czyli trzydniowy yoga retreat w fenomenalnym Grand Hotelu Kronenhof w Potresinie.

Architektura hotelu czyni go jednym z najwspanialszych obiektów w Alpach. Zabytkowy budynek z 1848 roku, eleganckie, wypełnione światłem apartamenty i jedno z najlepszych spa w Szwajcarii, a to wszystko w świetnej lokalizacji, w samym sercu Alp Szwajcarskich. Taka mieszanka magii dawnych czasów, nowoczesnego komfortu i pięknego świata przyrody dookoła jest tym, co czyni Grand Hotel Kronenhof tak wyjątkowym i niepowtarzalnym. W 2007 roku, ten neobarokowy budynek, który jest alpejskim skarbem architektury, przeszedł gruntowną renowację, co uplasowało go w światowej czołówce luksusowych hoteli wellness.

Klimat alpejskiej miejscowości Potresina i styl belle époque

Grand Hotel Kronenhof, obiekt chroniony dziedzictwem kulturowym, znajduje się w samym sercu idyllicznej wioski Engadine w Pontresinie, zaledwie sześć kilometrów od St. Moritz. Jest to jedyny 5-gwiazdkowy hotel klasy superior w tej wiosce. Oferujący 112 przestronnych pokoi i apartamentów, a także duże i dobrze wyposażone Kronenhof Spa oraz kilka znakomitych restauracji.

Pontresina jest położona w osłoniętej od wiatru bocznej dolinie na wysokości 1805 m n.p.m. Wioska znajduje się bardzo blisko Masywu Bernina z dwoma najbardziej znanymi szczytami Engadine: Piz Palü i Piz Bernina. Szczyt Bernina (4049 m n.p.m.) i jest najwyższy we wschodnich Alpach. Region ma do zaoferowania mnóstwo różnorodnych aktywności, a jednocześnie jest ostoją spokoju i ciszy. Urok tradycyjnych domków Engadine i elegancja hoteli belle époque naprawdę przenoszą do bajkowej krainy.

Kiedy grasz w pięknym filmie jak w starym Hollywood

To co przede wszystkim hipnotyzuje w Grand Hotelu Kronenhof to niezwykle eleganckie, dopracowane w detalach, przestrzenie. Kiedy pokazywałam Wam je na Instagram stories, ktoś z Was słusznie zauważył, że kadry wyglądają jak wyjęte prosto ze starego Hollywoodzkiego filmu. I jakże trafnie to opisuje klimat panujący w hotelu! 

Gdziekolwiek się nie pójdzie, czy to do lobby, gdzie wieczorami można posłuchać koncertów na pianinie, czy na kolację w sali oświetlonej kryształowymi żyrandolami, czy po prostu na kieliszek wina przy kominku w jednym z eleganckich lobby, wszędzie człowiek czuje się jakby odgrywał pierwszoplanową rolę. Uwielbiam też to, że przebywanie w tych przestrzeniach inspiruje do bycia eleganckim, do założenia najpiękniejszej sukienki czy garnituru. Jak mało mamy okazji we współczesnym świecie, żeby trochę podrasować naszą codzienność, dodać jej szczyptę elegancji i klasy. Tutaj to tak bardzo pasuje, bo człowiek staje się częścią pięknej scenerii. I to jest absolutnie wspaniałe doświadczenie.

Moim ulubionym miejscem na wieczorną lampkę wina było zdecydowanie, niedawno wyremontowane, lobby, do którego wchodziło się przez przepiękne, przeszklone drzwi. Panowały tu cisza i spokój, jedynie muzyka w tle nadawała klimat, a do tego płonący w kominku ogień nadający przytulności. Nawet tu wszystko zostało pomyślane tak, aby goście czuli się zadbani, a jednocześnie nieosaczeni. W ścianie znajduje się przycisk, którym można niepostrzeżenie wezwać kelnera, żeby zamówić ulubiony drink. Wyobrażam sobie, że w zimowe, szwajcarskie wieczory, gdy za oknem prószy śnieg, jest to idealne miejsce, aby poczytać książkę po długim dniu spęczonym na stoku.

Nowoczesność w luksusowym wydaniu i przemyślana przestrzeń

Mój pokój był idealny, jasny i nowocześnie urządzony. Jednak jego najbardziej spektakularną częścią był widok a Alpy. Duże okna z szerokimi parapetami,  jakby stworzone do tego, żeby zaczynać na nich dzień, sącząc kawę, wdychając krystalicznie czyste szwajcarskie powietrze i bez końca wpatrywać się w górski krajobraz. Jako dziecko zawsze marzyłam o takim parapecie, na którym mogłabym czytać książki i właśnie tu przypomniałam sobie, dlaczego to było moje wielkie marzenie. Kto by pomyślał, że wróci do mnie tutaj w szwajcarskiej idylli?

Jak wiecie życie blogera podróżniczego to praktycznie ciągła praca. Nawet w czasie podróży życie wokół nie chce się jakoś zatrzymać i wciąż trzeba pracować nad blogiem, pisać nowe artykuły, obrabiać zdjęcia i odpowiadać na dziesiątki maili. Zatem, to na co zawsze zwracam uwagę w podróży i w hotelach, które odwiedzam, to miejsce do pracy. Wierzcie mi, to nie jest oczywiste, żeby w pokoju znajdował się stół czy biurko, przy który można usiąść na kilka godzin. I tu Grand Hotel Kronenhof mnie pozytywnie zaskoczył, bo w moim pokoju znajdowała się wydzielona strefa do pracy i to jeszcze zaprojektowana tak, aby w trakcie można było podziwiać widok za oknem! To są właśnie te małe wielkie rzeczy, które sprawiają, że hotel jest wyjątkowy i myśli się w nim o potrzebach gości. To było zdecydowanie moje ulubione miejsce w pokoju.

Uczta dla zmysłów i jeden z najlepszych serwisów, jaki można sobie wyobrazić

Hotel ma trzy restauracje. Goście mogą delektować się wystrojem wspaniałej Grand Restauracji, skosztować wyśmienitego posiłku w Kronenstübli, w której miałam okazję zjeść pierwszą, wyjątkową kolację oraz Le Pavillon, gdzie zjadłam lunch na świeżym powietrzu, z panoramicznym widokiem na hotel i góry w tle

Moją ulubioną była zachwycająca Grand Restaurant z neobarokowym sklepieniem pochodzącym z 1872 roku, której elegancja, kryształowe żyrandole i przepiękne zdobione lustra dawały poczucie, jakby jadło się posiłek w teatrze lub pałacu. W takim miejscu nawet owsianka na śniadanie smakuje wyśmienicie. Zresztą nie trzeba sobie tego wyobrażać, bo śniadania są iście królewskie – chrupiące, ciepłe pieczywo, świeżo wyciskane soki i fakt, że szef kuchni przygotuje każde danie, jakie tylko sobie zamarzysz. Przyznaję, że wstawałam wcześniej tylko po to, by móc celebrować te pięknie serwowane śniadanie i przepyszną kawę podawaną w srebrnym imbryczku. Tak można zaczynać każdy dzień! Dodam jeszcze, że serwis jest tu niezwykły – profesjonalny, dyskretny i z doskonałym wyczuciem. Wszystko gra tu jak w najlepiej dostrojonej orkiestrze, robiąc niesamowite wrażenie.

Restauracja wygląda też obłędnie wieczorami, gdy serwowane jest pięciodaniowe menu z wyborem genialnych regionalnych win. Tatar z pstrąga, stek z rozmarynem, czy karmelizowane śliwki na deser to tylko kilka smaków, których można spodziewać się w tym miejscu.

Obowiązuje tu dress code – wieczorowe stroje, a mężczyźni obowiązkowo marynarka. I jest to jak najbardziej uzasadnione! Piękne białe obrusy, blask świec i pianista grający najpiękniejszą klasykę. Ta kolacja była zwieńczeniem mojego pobytu w Grand Hotel Kronenhof i szczęśliwie dla mnie wypadła w dniu czwartych urodzin bloga. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego miejsca i chwili, by wznieść toast za minione lata pracy, które przywiodły mnie do miejsca tak wyjątkowego, jak to. Przeuroczy pianista zagrał też specjalnie dla mnie „Killing me softly” Franka Sinatry. Za tu i teraz chciałoby się rzec!

Bajkowe spa z niezwykłym widokiem

Jednak najbardziej flagowym miejsce w Grand Hotelu Kronenhof jest zdecydowanie ich fantastyczne spa. I trudno się dziwić, bo jego przestrzeń, zajmująca powierzchnię ponad 2000 metrów kwadratowych jest mistrzostwem połączenia architektury z otaczającą przyrodą.

Kryty basen zbudowany na zboczu wzgórza otaczają wysokie okna. Dzięki temu można pływać delektując się widokami na przepiękne szczyty Engadine, niezależnie od pory roku i pogody.

A połączenie wody i gór to jedno z najbardziej malowniczych jakie można sobie wyobrazić. Korzystałam z basenu kilka razy i zawsze byłam sama, co tylko potęgowało wrażenia. Zresztą, spójrzcie tylko na te zdjęcia – one mówią więcej, niż tysiąc słów, prawda?

Oprócz basenu, jest tu także całe zaplecze spa: sauny, salon masażu i kosmetyczka. I oczywiście dobrze wyposażona siłownia. Na miejscu można też wynająć trenera personalnego i zrobić profesjonalny trening. Słowem, to idealne miejsce na to, żeby potrzymać aktywny styl życia.

Najpiękniejsza miejsce na jogę z widokiem na Alpy

To co mnie przyciągnęło jak magnes do tego miejsca, to była niezwykła koncepcja weekendu z jogą na świeżym powietrzu. Dawno już nie miałam okazji brać udziału w profesjonalnych zajęciach jogi, więc kilka dni z intensywnymi zajęciami w Alpach wydawało się być marzeniem. Moja intuicja mnie nie zawiodła i to było jedno z najpiękniejszych doświadczeń w tym roku.

Wyobraźcie sobie tylko: piękno górskiej scenerii Engadine, dziewiczy lodowiec Roseg w tle, a gdzieś poniżej w dolinie, szumiąca, górska rzeka. Na zboczu zbudowane specjalnie do tego celu drewniane platformy, które zdają się pływać wśród mgły. Wszystko otoczone soczytą zieloną trawą i dzikimi kwiatami. I w samym środku tej idylli – Wy. Słońce ogrzewa Waszą twarz, wdychacie krystalicznie czyste powietrze, a w tle prowadzi Was spokojny głos instruktora. To było po prostu piękne i transcendentne.

Zajęcia na platformach odbywały się dwa razy dziennie – rano i wieczorem i łączyły w sobie różne style jogi, takie jak Vinyasa Flow, Hatha Yoga, Yin Yoga oraz medytację. Był to też open level, więc udział mógł wziąć każdy, niezależnie od stopnia zaawansowania.

Zakochałam się w tym miejscu i kilka razy przychodziłam tu poćwiczyć i pomedytować w samotności. Dla mnie takie podróże, które łączą w sobie bliskość przyrody i aktywność, są najbardziej satysfakcjonujące, najwięcej z nich wyciągam dla siebie, regenerują mnie i dają siłę do działania. Dlatego obsesyjnie szukam coraz piękniejszych miejsc, które oferują przede wszystkich holistyczne doświadczenia i wpisują się w moją koncepcję życia i podróżowania: Travel and Keep Fit.

Grand Hotel Kronenhof właśnie trafił na moją listę najpiękniejszych hoteli na świecie, bo oferuje nie tylko piękne wnętrza, ale też jest całościowym doświadczeniem, upiększającym życie. Takim, o którym potem bardzo długo się pamięta.