San Blas w Panamie – żeglowanie po Polinezji Francuskiej Ameryki Centralnej

Pozwólcie, że teraz opowiem Wam o moim doświadczeniu z rejsu po San Blas w Panamie. Panamę odwiedziłam z dobrym kumplem Filipem, którego na pewno znacie (@glodnyswiata). Wymyśliliśmy sobie ten trip bardzo spontanicznie. Filip był na Jamajce, ja w Portoryko i postanowiliśmy spotkać się w połowie drogi. Podróż miała być na luzie, ale oczywiście wyszło jak zwykle, czyli napakowaliśmy ją do granic możliwości, chcąc zobaczyć, jak najwięcej. San Blas zostawiliśmy sobie na koniec jako wisienkę na torcie. Na rejs mieliśmy 2–3 dni, czyli optimum, żeby poczuć klimat, ale jednocześnie nie spędzić na wodzie całego pobytu.

Stwierdziliśmy zgodnie, że chcemy spróbować opcji full wypas – czyli rejsu katamaranem, bo żadne z nas nigdy tego nie próbowało i skoro byliśmy na końcu świata, to chcieliśmy, żeby to było wyjątkowe doświadczenie. Firmę organizującą takie katamaranowe rejsy znaleźliśmy online po świetnych opiniach jakie miała. I potwierdzam – I travel by boat to był strzał w dziesiątkę.

Akurat dzień przed rejsem wróciliśmy do Panama City z trekkingu w Valle de Anton, więc idealnie na punkt startowy tej wycieczki. Firma zorganizowała nam przejazd jeepem 4×4 z kierowcą do portu w San Blas (i było to dodatkowo płatne). O 6.00 kierowca odebrał nas z naszego hotelu w stolicy i przez około 3 godziny wiózł po krętych drogach otoczonych dżunglą przy wtórze reggetonu (ja byłam zachwycona, Głodny trochę mniej). Około 9.00 wysadził nas na brzegu w środku niczego i zmył się, zanim zdążyliśmy się zorientować. Po prawej stronie mieliśmy drewnianą budę, która imitowała toaletę, po lewej jakąś wiatę, a wokół zero żywego ducha. I to by było na tyle. Żadnej łodzi, nic. W środku tego niczego stały jeszcze dwa absurdalne, plastikowe krzesła, jak w poczekalni w przychodni. No to grzecznie usiedliśmy, jak te dwie pierdoły co znalazły się w złym filmie. Jak się domyślacie – zasięgu w takim miejscu nie było. Teoretycznie, łódka, którą mieliśmy dopłynąć na katamaran, miała przypłynąć w ciągu 15 minut. Minęło 15 minut, 30, 45…, po 1,5 godziny i jakieś setce ugryzień sand flys (słowo nienawidzę to mało!) coś zaczęło się dziać, a mianowicie do brzegu nieśpiesznie zaczęły dopływać łódki motorowe z turystami wracającymi z rejsów. Nie to, żeby ktoś się śpieszył, ale pamiętajmy, że mówimy o Panamie i Latynosach.

Kolejne pół godziny zajęło dogadanie się, którą łodzią mamy płynąć oraz lekko zaniepokojone obserwowanie wysiadających z tych łodzi ludzi przemoczonych do suchej nitki, owiniętych workami na śmieci. I tu uwaga: zadbajcie o nieprzemakalny worek na swój plecak i sprzęt np. fotograficzny – jeśli taki bierzecie. To co się dzieje na tych motorówkach, to przechodzi ludzkie pojęcie…

My jeszcze wtedy o tym nie wiedzieliśmy, ale jak tylko zobaczyliśmy, że wszystkie plecaki są wrzucane jak worki po ziemniakach do schowka pod pokład, który bynajmniej szczelny nie jest, to zwątpiliśmy. Ja się zbuntowałam, wybłagałam od wysiadających worek na śmieci i postanowiłam swój plecak trzymać na kolanach. Inna sprawa, że miałam ze sobą drogi sprzęt fotograficzny i laptopa, ale z drugiej strony kto teraz podróżuje bez jakiejkolwiek elektroniki?

Żeby Was nie zanudzać dalej, napiszę krótko – podróż na katamaran trwała prawie 1,5 godziny w podskakującej na falach łódce, pędzącej tak, że myślałam, że zaraz się rozpadnie i z nami na pokładzie zalewanymi falami prosto w twarz co 30 sekund, przeklinającymi w duchu na czym świat stoi. Szkoda, że nas nie widzieliście, bo zwątpili byście w naszą uprzejmą, uśmiechniętą naturę. Piszę Wam to po to, żeby dać Wam fory na starcie i żebyście po pierwsze mogli się na to przygotować od strony technicznej, a po drugie od strony psychicznej, wtedy chyba łatwiej będzie to przetrwać. No cóż, zachciało się przygody, to jest survivalowa przygoda na pełnej wodzie. Do katamaranu dotarliśmy mokrzy, wymęczeni i wściekli, ale potem było już z górki. Powitał nas przesympatyczny kapitan i jego prawa ręka – oboje z Kolumbii – cudowni, uśmiechnięci i otwarci ludzie.

Wszystkie łodzie i katamarany w I travel by boat są obsługiwane przez ich właścicieli, dzięki czemu można stać się częścią prawdziwego życia żeglarskiego koczownika. Atmosfera na pokładzie jest zawsze luźna i zrelaksowana, a po drodze można nauczyć się mnóstwo umiejętności żeglarskich. Momentalnie od wejścia poczuliśmy się jak część rodziny lub grupa przyjaciół. Wbrew pozorom takie katamarany to najbardziej luksusowa opcja odbycia rejsu po San Blas. Na pokładzie są 4 podwójne kabiny, łazienka ze słodką wodą, kuchnia. Jest naprawdę komfortowo. Najlepszy oczywiście jest pokład – stół na świeżym powietrzu i mnóstwo miejsca na opalnie i czytanie książek. Nam się pofarciło, bo na katamaranie byliśmy sami – akurat nikt nie wykupił pobytu w tym samym czasie, więc mieliśmy jakby prywatny katamaran do dyspozycji.

W trakcie gdy my z Filipem sączyliśmy wino, gapiąc się na rajski krajobraz, nasz drogi kapitan przygotował nam niesamowitą ucztę składającą się z najświeższych owoców morza, jakie jadłam w życiu. Dosłownie – bo pół godziny wcześniej nie omieszkał nam pokazać gigantycznego żywego kraba i homara, którego mieliśmy jeść. Owoce morza są głównym składnikiem diety mieszkańców San Blas i to dzięki ich połowom i codziennej sprzedaży odwiedzającym ten teren łodziom – zasilają budżet społeczności. Jest to zatem transakcja wiązana – turyści mają co jeść, a tubylcy za co żyć. Co Wam będę dużo mówić – jedzenie było genialne i jeszcze pięknie podane. Czysta przyjemność.

Pogoda akurat trafiła nam się pochmurna (co podobno na San Blas prawie się nie zdarza, ale komuś czasami zdarzyć się musi), co nie zmienia faktu, że przebijające się promienie słoneczne były tak silne, że dosłownie paliły żywcem (co przez chmury nie było tak wyczuwalne). Przyznaję się, że straciłam czujność i poparzyłam sobie plecy jak nowicjusz. Głodny miał ze mnie bekę przez następne dwa dni.

Czego spodziewać się po rejsie na San Blas? Przede wszystkim pławienia się w przyjemnościach – pływania w krystalicznie czystej wodzie, nurkowania w poszukiwaniu rozgwiazd, sączenia drinków w trakcie opalania się na pokładzie, drzemania pod palmą, opychania się owocami morza i tym rzadkim współcześnie uczuciem, że nic nie trzeba i liczy się tylko „tu i teraz”. Nie ma wifi, nie ma zasięgu, nie ma Netflixa – jesteście tylko Wy na końcu świata, otoczeni tym co w życiu najpiękniejsze.

Gdybym miała podsumować pobyt na wyspach San Blas, to powiedziałabym, że wcale mnie nie dziwi, że mówi się o nich „Polinezja Francuska Ameryki Centralnej”. Jest pięknie, jest rajsko, jest leniwie do nieprzyzwoitości. Im dłużej tu będziecie, tym więcej różnorodnych zakątków zobaczycie i będziecie mieć większą szansę, żeby podpatrzeć fascynujących Kuna w ich codzienności. Ale uwaga: spróbowanie takie stylu życia może zaowocować decyzją o rzuceniu wszystkiego, kupieniu łodzi i życiu naprawdę wolnym, gdzie się chce i kiedy się chce. Wielu, których poznałam tak zrobiło i jestem w stanie zrozumieć, że pływanie po świecie i posiadanie łodzi, która jest domem to chyba największy rodzaj wolności, jaki można współcześnie mieć.

Przekonałam Was do odwiedzenia San Blas? To poniżej praktyczny informacje jak zorganizować taki rejs. Keep calm and sail the paradise! :)



Gdzie znajdują się wyspy San Blas?

San Blas to autonomiczne terytorium w Panamie, formalnie zwane Kuna Yala. Wyspy San Blas leżą w północno-zachodniej części Panamy nad Morzem Karaibskim. Archipelag obejmuje 378 wysp, które są rozproszone na obszarze około 100 mil kwadratowych. Większość z nich jest niezamieszkana, natomiast na większych wyspach: Aguja, Guanidup, Chichime, Yandup i El Porvenir mieszkają tubylcy z plemienia Kuna.

Rdzenna ludność San Blas Kuna Yala

Ten dziewiczy archipelag raf koralowych należy do rdzennego rezerwatu Kuna Yala. Jeśli do tej pory nie wiedzieliście, że ten raj istnieje, to dlatego, że Kuna trzymali wyspy poza zasięgiem przez większą część ubiegłego wieku, co przełożyło się na to, że są one bardzo dobrze zachowane i nieskażone obecnością masowej turystyki.

Kuna Yala składa się z ponad 350 wysp archipelagu San Blas oraz odcinka 200 km dziewiczych lasów deszczowych wzdłuż wybrzeża. Indianie Kuna zamieszkują autonomiczne terytorium od 1925 r. Są małą, ale dumną społecznością liczącą około 300 000 osób, które trzymają się ściśle swoich lokalnych zwyczajów i tradycj. Około 50 000 Kun mieszka na 49 głównych wyspach San Blas.

Turyści mogą przebywać tylko na kilku wyspach San Blas i na tych wyspach Kuna zapewniają wyżywienie i zakwaterowanie przez cały rok. Na jednej z głównych wysp, Chichime, Kuna prowadzi hostel dla turystów, w którym zapewnia nocleg w hamakach za opłatą około 10 USD (jedzenie jest wliczone w cenę, ale napoje nie). Indianie mieszkają na wyspach głównie w małych chatkach ze słomy i drewna.

Kunowie należą do nielicznych plemion, którym pomimo upływu czasu udało się zachować swoją kulturę zamkniętą dla osób postronnych i chociaż w ostatnich latach to zaczęło się szybko zmieniać, to życie na wyspach nadal toczy się tak, jakby czas się na nich zatrzymał. Mężczyźni spędzają całe dnie na wędkowaniu, nurkowaniu lub sprzątaniu; kobiety zajmują się domem i tkaniem moli – wielowarstwowej tkaniny przedstawiającej czasem abstrakcyjne, czasem prawdziwe wizje i marzenia kobiet z Kuny. Żywe kolory Kunas wtapiają się w kolory krajobrazu i nie można nie podziwiać doskonałej symbiozy, którą tworzą Ci piękni ludzie z tym rajskim miejscem.

Co niezwykle ciekawe, Kuna są matriarchalnym społeczeństwem, co oznacza, że wszystko jest własnością kobiet. Mają też demokrację uczestniczącą. Każdego wieczoru wszyscy na wyspie spotykają się, aby omówić wydarzenia dnia lub pojawiające się problemy. Co kilka miesięcy mieszkańcy czterech lub pięciu wysp spotykają się, żeby omówić większe problemy. Dwa razy w roku odbywają się spotkania „regionalne”. Omawiane są kwestie regionalne, przeprowadza się głosowanie nad wyborem działania. Raz w roku odbywa się „ogólno wyspiarskie” spotkanie, na którym omawiane są problemy czy wyzwania dotyczące całego regionu.

W codziennym kontakcie Kuna są niezwykle mili i pomocni. Jeśli nie zatrzymacie się na jednej z wysp, bo będziecie żeglować, to na pewno spotkacie ich sprzedających codziennie świeże owoce morza i kokosy ze swoich łodzi.



Kiedy najlepiej odwiedzić San Blas?

Pomimo tego, że na San Blas wyróżnia się porę suchą i deszczową, to pogoda jest dość spójna przez cały rok. Od maja do grudnia jest nieco bardziej mokro, ale nawet wtedy opady deszczu nie kolidują z podróżowaniem i nadal jest dużo słońca. Od grudnia do marca wieje dość silny wiatr, co może mieć wpływ na pływanie łodzią motorową między wyspami. Ta wietrzna pora roku jest trudniejsza dla podróży, ponieważ wiatr podnosi fale i może sprawić, że pływanie staje się dość dzikie. Ale mimo tego, ta pora roku jest uważana za lato na San Blas.

Wyspy San Blas mają tropikalny klimat, więc temperatury są niezmiennie wysokie przez cały rok. Nie spadają poniżej 20° C, a średnia dzienna temperatura wynosi około 27° C. Poziom wilgotności jest zwykle wysoki, ale dzięki bryzie jest i tak nieco chłodniej niż w kontynentalnej części Panamy.

W wyspiarskim klimacie trudno kontrolować pogodę. Na przykład ja byłam w porze suchej, w styczniu, a niebo było w dużej mierze zachmurzone. Co nie zmieniło faktu, że słońce przebijało tak mocno, że dosłownie paliło żywcem. Filtr +50 nie dawał rady. Nie miało to jednak wpływu na doświadczenie żeglowania po San Blas, które każdego dnia zachwycało.

Jak dostać się do San Blas ?

Wbrew pozorom, dotarcie na wyspy San Blas nie należy do trudnych i można to zrobić na kilka sposobów. Wyspy znajdują się w północno-zachodniej części Panamy, granicząc z Kolumbią na wschodzie i Kostaryką na zachodzie. Istnieją trzy sposoby, żeby do nich dotrzeć: drogą lądową jeepem 4×4 i wodną taksówką, samolotem lub wyczarterowaną łodzią. Najtańszą opcją podróży jest jeep, najszybszą samolot, ale największą przygodą jest czarter żaglówki.

Drogą lądową z Panama City

Jeśli do San Blas chcecie dostać się od strony Panamy kontynentalnej, to najczęstszym sposobem podróży jest wynajęcie jeepa 4×4 z Panama City do Carti Suitipo lub Garti Tupile. Taki przejazd z kierowcą można zarezerwować online lub na miejscu w stolicy w hotelach, hostelach czy biurach podróży. Jesteście wtedy odbierani o świcie z Waszego hotelu i zabierani na przystań w Garti (Carti). Podróż trwa około 3 godzin i prowadzi krętymi drogami przez dżunglę. Po przybyciu do Garti (Carti) będziecie potrzebować taksówki wodnej (lancha – speed boat), która zabierze Was do miejsca docelowego na San Blas (na konkretną wyspę lub prosto na Waszą łódź). Jeśli zarezerwujecie nocleg u Kuna na wyspie, to zapytajcie ich, którą taksówkę wodną powinniście wybrać. W przypadku zarezerwowania pobytu na łodzi, najlepiej zapytać wcześniej kapitana, przy której wyspie dokuje, tak by wiedzieć, gdzie macie dopłynąć. Poniżej podrzucam też średnie ceny przejazdów, żebyście mieli orientację, na mniej więcej jakie kwoty musicie się przygotować.

  • 4×4 jeep z Panama City do Garti (Carti), w jedną stronę – 25-35 USD
  • Wodna taksówka (lancha) z Garti (Carti) do miejsca docelowego, w jedną stronę – 15–25 USD
  • Kuna tourism Taxes – 15–25 USD
  • Niektóre wyspy mają entrée fee – nie więcej niż 20 USD

Wyczarterowaną łodzią

Innym sposobem dotarcia do San Blas jest łódka. Do Golfo de San Blas można dotrzeć z Morza Karaibskiego. Jeśli rejs nie rozpoczyna się od strony Panamy, trzeba przejść przez odprawę celną, zanim wpłynie się łodzią do San Blas. Panamska odprawa znajduje się na wyspie El Porvenir. Wpłynięcie do Panamy statkiem kosztuje około 100 USD.

Przekraczając granicę z Kolumbią

Większość ludzi woli przekroczyć granicę panamską z Kolumbią drogą morską na wyspy San Blas, ponieważ ta podróż jest o wiele bezpieczniejsza niż podróż przez dżunglę graniczną zwaną również jako Darien gap. Rejs z Kolumbii do San Blas zajmuje około 48 godzin bez przerwy. Rejsy wypływają z Cartageny. Najczęstszym sposobem jest wykupienie miejsca na łodzi wraz z innymi podróżującymi. Koszt to wtedy ok. 500–700 USD (w tym podatek graniczny 100 USD). Podróż do Panamy trwa około 5 dni. Można też popłynąć promem z Panamy do Kolumbii, ale on nie zatrzymuje się na San Blas.

Samolotem

Jeśli nie chcecie przedzierać się przez dżunglę lub otwarte wody Morza Karaibskiego, najwygodniejszym i najszybszym sposobem będzie lot samolotem. Loty Air Panama do El Porvenir lub Playan Chico startują z mniejszego lotniska Albrook (nie Tocumen International) w Panama City. Są to 20-osobowe samoloty, więc pamiętajcie, żeby zarezerwować miejsce wcześniej, bo nie ma ich tak wiele. Lot w jedną stronę kosztuje ok. 100 USD. Z lotniska do portu można dostać się taksówką, a do miejsca docelowego (wybranej wyspy lub na wynajętą łódź) za pomocą wodnej taksówki.

Jest jeszcze jedna opcja zakładająca prywatne loty z  lotniska Albrook, bezpośrednio na wyspy, które mają małe pasy startowe. Wtedy zostaje już tylko dostać się na wybraną łódź, którą będziecie żeglować. Cena to wtedy ok. 3000 $ za 8-osobowy lot.


Opcje żeglowania po San Blas

Całe doświadczenie bycia na San Blas jest skoncentrowane wokół pływania po tym archipelagu. Oczywiście możecie zdecydować się na odwiedzenie tylko jednej wyspy, ale one są naprawdę małe i bycie w jednym miejscy wydaje mi się mijać z celem i być po prostu nudne. Na San Blas przyjeżdża się po to, by właśnie pływać lub żeglować wokół jak największej liczby rajskich wysepek i doświadczyć życia na wodzie, i tej niezwykłej wolności jaką daje żegluga, i to że dom codziennie może być w innym miejscu.

San Blas to naprawdę niezwykłe, dziewicze miejsce i żeby do niego dotrzeć trzeba poświęcić sporo czasu i energii, więc kiedy w końcu się to udaje, to szkoda z niego szybko wyjeżdżać i nie móc go poznać. Jest To wręcz nieopłacalne ani pod względem czasowym, ani finansowym. Jest kilka modeli żeglowania po San Blas:

Jednodniowy wypad z Panama City

To najbardziej okrojona wersja, która właściwie jest bardziej „odhaczeniem” San Blas na podróżniczej liście, natomiast mimo wszystko jest dość popularna. Można ją wykupić w biurach podróży czy hotelach w Panama City lub online. W praktyce wygląda to tak, że o świcie jesteście zabierani z hotelu jeepem do portu w San Blas, tam wsiadacie do łodzi motorowej, która pływa po okolicy i finalnie ląduje na jednej z bliższych wysp, gdzie jecie lunch i tą samą drogą wracacie wieczorem do miasta. Według mnie nie jest to warte zachodu, bo większość dnia spędza się na dojazdach i dopłynięciach i właściwie wogóle nie macie czasu na cieszenie się byciem na archipelagu.

Dwa dni i jedna noc

To według mnie absolutne minimum. Plan jest podobny do powyższego, z tą różnicą, że załapujecie się na jeden zachód i jeden wschód słońca, a na wodzie spędzacie zamiast kilku godzin – cały dzień. Plus jest taki, że macie chociaż namiastkę tego, jak to jest mieszkać na łodzi i możecie być przez chwilę częścią tego świata. Jednocześnie to rozbudza apetyt na więcej, więc trudno się wyjeżdża, mając już wyobrażenie, jakby to mogło być na dłużej.

Cztery dni i trzy noce

To jedna z najpopularniejszych opcji i według mnie optimum. Prawie 4 dni (bo czwartego dnia po śniadaniu opuszcza się już łódź) daje możliwość zasmakowania życia na wodzie i zobaczenia różnorodności archipelagu San Blas. W cztery dni spokojnie znajdziecie czas na te najfajniejsze rzeczy, które robi się podczas rejsu – nurkowanie w poszukiwaniu rozgwiazd, pływanie w krystalicznie czystej lazurowej wodzie, opalanie na pokładzie ze schłodzonym drinkiem w dłoni i pochłanianie najświeższych owoców morza, jakie można by sobie wyobrazić. Dodatkowo ten czas daje możliwość odwiedzenia kilku różnych wysp i poznanie ich różnorodności, a także spotkania wyjątkowego plemienia Kuna.

Dalsze możliwości, które wiele firm ma w swojej ofercie to 4, 6 lub więcej nocy, choć przyznam Wam, że powyżej tygodnia dla mnie byłoby już za długo i brakowałoby mi jakieś akcji, nowości. Ale oczywiście – co kto lubi!

Totalna przygoda dla odważnych – 5-dniowy rejs z Panamy do Kolumbii

Jest jeszcze opcja dla spragnionych przygody, którzy nie boją długich godzin spęczonych na wodzie i cenią sobie backpakerski klimat. Popularny 5-dniowy rejs z Panamy do Kolumbii (lub odwrotnie) jest okupowany raczej przez młodych ludzi, którzy lubią imprezować.

Trasa prowadzi przez najpiękniejsze części wybrzeża Panamy i Kolumbii na Karaibach. Zaczyna się w historycznym mieście fort Portobelo i płynie się na wyspy San Blas, gdzie spędza się 3 dni. Kolejne dwa to bezustanny rejs na otwartych wodach do Cartageny lub do miasta Sapzurro i okolic dżungli Darien. Na ten rejs można wybrać różne rodzaje łodzi – od żaglówek pasażerskich, katamaranów pasażerskich po łodzie motorowe! Mniejsze łodzie są spokojniejsze, większe raczej słyną z imprez. We wszystkich przypadkach, z wyjątkiem łodzi motorowej, śpi się w jedno- lub dwuosobowych kojach. Przy podróży łodzią motorową – w hamakach lub łóżkach w chatkach na wyspach. Wszystkie posiłki są wliczone w cenę całej podróży (śniadanie, obiad i kolacja). Można też zabrać na pokład własny alkohol i dowolne przekąski.

Uwzględnijcie tylko jeden aspekt: 2-dniowy rejs na otwartych wodach to nie są przelewki, pogoda jest zmienna i mogą być bardzo duże fale, co sprawia, że rejs dla amatorów jest – delikatnie mówiąc – wyzwaniem. Rozmawiałam z zaprzyjaźnionym kapitanem tych rejsów, który szczerze powiedział mi, że wiele osób źle znosi tą podróż i ma hardcorową chorobę morską. A z takiego rejsu nie ma już jak zrezygnować w trakcie, więc cokolwiek się będzie działo – trzeba to przetrwać. Just sayin…


Czy na San Blas można zabrać swój bagaż?

Niezależnie od tego, czy wybieracie się na 1, 3 czy tygodniowy rejs, nie możecie zabrać ze sobą walizki ani dużego plecaka. W małych samolotach, jeepach, łodziach czy wodnych taksówkach nie ma na nie miejsca. Jedyne co można mieć ze sobą to niewielki plecak. Jeśli podróżujecie z większą liczbą rzeczy to jest na to proste rozwiązanie. Na San Blas pakujecie się w mały plecak (i tak nie potrzebujecie tam dużo rzeczy), a główny bagaż możecie zostawić w hotelu lub hostelu w Panama City przy wymeldowaniu. Większość osób tak robi i hotele są do tego przyzwyczajone, więc nie ma problemu z przechowaniem rzeczy (przetestowałam ten model). Możecie odebrać je po powrocie z rejsu.

Co trzeba zabrać ze sobą na San Blas ?

Jeśli planujecie zatrzymać się na jednej z wysp, to musicie przywieźć ze sobą własną wodę. Zaleca się jeden galon na osobę dziennie. Na niektórych wyspach można kupić wodę, ale kosztuje ona 5 USD za małą butelkę, więc jest to niepotrzebne mnożenie kosztów. Warto mieć też własne przekąski na wypadek, gdybyście odczuwali głód pomiędzy serwowanymi posiłkami. Na San Blas nie ma sklepów. Polecam coś, co nie zepsuje się w wysokich temperaturach np. batoniki musli czy orzechy. To tyczy się też wszystkich przedmiotów osobistego użytku np. leków czy środków czystości – zadbajcie o to we własnym zakresie.  

To moja mini lista rzeczy must have na rejs, które na pewno Wam się przydadzą:

–       pareo, które posłuży za okrycie i chustę na plażę

–       szybkoschnący ręcznik

–       jeśli planujecie spać w hamaku na wyspie to cienka poszewka lub prześcieradło

–       spray na komary i sand flys z DETT (na wyspach gryzą jak zło)

–       krem do opalania z filtrem min. 50 SPF. Dawno nie doświadczyłam tak silnego i parzącego słońca jak na San Blas

–       nakrycie głowy – must have przy takim silnym nasłonecznieniu

–       kostium kąpielowy (lub dwa, bo właściwie w niczym innym nie będziecie chodzić)

–       2–3 lekkie koszulki, sukienki czy szorty

–       klapki (a po łodziach i tak chodzi się boso)

–        przekąski

–       środek na chorobę morską (nawet jeśli teraz Wam się wydaje, że go nie potrzebujecie)

–       leki (podstawowy zestaw: rzućcie okiem, co zawsze pakuję do swojej apteczki podróżnej TUTAJ)

–       podstawowe kosmetyki (najlepiej miniaturki bo wielkość bagażu jest ograniczona)

–       czytnik lub książka – będziecie mieć dużo czasu na czytanie

–       gotówka – na San Blas nie ma bankomatów


Koszty rejsu po San Blas

Wyspy San Blas są drogim miejscem docelowym, ale są tego warte. Podróż tutaj ma wysoką cenę, ale wszystkie pieniądze trafiają bezpośrednio do rdzennych mieszkańców Kuna (którzy teraz polegają głównie na turystyce).

Przygotujcie się na wydatek około 150–250 USD na osobę za noc, niezależnie od tego czy macie zamiar żeglować, czy zatrzymać  się na wyspach. Dotarcie na miejsce z Panama City drogą lądową (a zatem najpopularniejszy sposób) to koszt około 140 USD za osobę w obie strony.

Jednodniowy wypad z Panama City to koszt ok. 100 USD.

Firma I travel by boat  z którą odwiedziłam San Blas ma następujące ceny: 

  • San Blas 3 nights, od 750 USD za osobę
  • San Blas 4 nights, od 950  USD za osobę
  • San Blas 6 nights, od 1290 USD za osobę za miejsce na łodzi / 1650 USD za katamaran
  • 5 day Backpacker Trip –z Panamy do Kolumbii lub z Kolumbii do Panamy – 399 USD za osobę za speedboat/550 USD za łódź 

Panama wykorzystuje zarówno dolary amerykańskie, jak i panamską Balboę, które mają tą samą wartość. Na wyspach nie ma bankomatów, więc upewnijcie się, że macie przy sobie wystarczającą ilość gotówki. Jeśli planujecie zarezerwować rejs online, to zwykle płaci się 10% depozytu podczas rezerwacji, a resztę w gotówce po przyjeździe.