Szczęście to stan permanentny?

Muszę Wam się do czegoś przyznać – nie lubię tzw. small talków. Rozmów o niczym, o codziennościach, o rzeczach trywialnych. Zawsze wtedy mam poczucie, że coś i ktoś mi umyka, że tracę czas i człowieka przede mną.

Mam duży szacunek do czasu, jest dla mnie wartością samą w sobie i chcę go wykorzystywać w każdym spotkaniu z drugim człowiekiem i mieć poczucie, że po każdej rozmowie coś ze mną zostaje, czegoś się uczę, coś składnia mnie do refleksji. Wiecie co sprawia, że najlepiej można poznać drugiego człowieka? Pytanie o szczęście – wydaje się ono trywialne, wręcz żartobliwe. Bo kto tak po prostu wyskakuje w rozmowie z pytaniem: „Czy jesteś szczęśliwy?”.

Ale właśnie to pytanie najbardziej porusza, zatrzymuje czas wokół, sprawia, że ludzie zrzucają maskę i nagle stają się sobą bardziej niż kiedykolwiek, dzieląc się swoimi przemyśleniami i podejściem.

Mam wrażenie, że ostatnio coraz więcej ludzi wokół chodzi przygaszonych, przytłoczonych i zagubionych. Coraz więcej osób zdaje się trwać w zawieszeniu i w przeczekaniu, by w końcu poczuć, że jest lepiej.

Dlatego pytam. Pytam ich o szczęście.

I w odpowiedzi najczęściej słyszę  „I’m getting there” – już prawie.

Tak jakby szczęście wymagało wypracowania, dążenia, długiej drogi, na końcu której tli się światełko. Tak jakby to było coś, czego trzeba się nauczyć i na co sobie zasłużyć instrumentalnym działaniem. Trudne, wręcz nieosiągalne jak odnalezienie Świętego Graala.

Przyglądam się ludziom wokół – znakomita większość twierdzi, że ma bardzo dobre życia. Mają mieszkania, prace, pasje, związki. Wydawałoby się, że wszystko działa. Skąd zatem ciągłe poczucie, że nie jest się szczęśliwym, że to jeszcze nie jest to? Czasami wydaje mi się, że tak przywykliśmy do zwykłego, dobrego życia, że zapominamy, jak ono dużo znaczy we współczesnym świecie i jak bardzo ta zwykłość codzienności jest w nim wyjątkowa.

Czujemy, że jesteśmy niewystarczający, za mało osiągnęliśmy, za mało w życiu nam przełomowych momentów. Ludzie myślą, że nie są szczęśliwi, bo jeszcze nie są w miejscu, w którym powinni. Za czymś gonimy, ale sami nie wiemy dokładnie za czym. Tak jakby nie wypadało szczęściem nazywać banałów, czy po prostu stabilności i stanu constans. Gdzieś, ciągle za rogiem, czai się ta myśl, że trzeba więcej, bardziej, bardziej niesamowicie, by w końcu móc powiedzieć: „jestem szczęśliwy”.

W naszej części świata naprawdę nietrudno o dobre życie. Takie po prostu. I niezwykle łatwo stracić z oczu punkt odniesienia i nie mieć skali porównawczej. A może szczęście to nie wielkie przełomy, coraz większe sukcesy czy wynalezienie lekarstwa na raka. Może nie trzeba na nie zasłużyć, by je poczuć i nazwać. Może nie trzeba odhaczać kolejnych poziomów osiągania, posiadania i bycia wystarczającym.

A może jest odwrotnie niż nam się wydaje, a szczęście to stan permanentny, dopóki nie dzieje się nic złego?

Mam wrażenie, że zapętliliśmy się w poszukiwaniu jakiegoś dziwnego konstruktu, którego nikt nie umie zmaterializować i opisać. Ludzie mający dobre życie wciąż gonią za szczęściem, choć nie wiedzą w sumie, po co. Myślą, że szczęściem nie może być po prostu miły czas, śmiech ze znajomymi, smaczne śniadanie czy relaksujący spacer w parku.

A potem dzieje się coś złego i nagle zmienia się punkt odniesienia – to co było banałem, okazuje się największym szczęściem i dużo by się dało, by znów być w tym miejscu. Nagle dokładnie wiemy, czym to szczęście jest, potrafimy je nazwać. I to zawsze są te „banały” – zdrowie, dobre relacje, spokój, bezpieczeństwo, codzienna rutyna.

A może zatem szczęście to stan permanentny, który tracimy dopiero, gdy dzieje się coś niedobrego, a nie wtedy, kiedy dzieje się za mało dobrego?

Felieton jest częścią mojej kolumny w Journal ANSWEAR, do której mam przyjemność pisać felietony ze świata i o świecie. Zapraszam Was serdecznie na refleksje do kawy.

 Jeśli moje wpisy i rekomendacje inspirują Was i pomagają planować wymarzone podróże, będzie mi ogromnie miło, jeśli postawicie mi kawę, która da mi jeszcze więcej energii do działania i dalszego tworzenia. Nad każdym wpisem spędzam wiele dni, tak by był on jak najbardziej pomocny. Kawa zawsze się przyda! :)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Newsletter ze świata

Zapisz się na newsletter, w którym znajdziesz mnóstwo podróżniczych inspiracji z całego świata, informacje o moich najbliższych wystąpieniach czy porady jak zarabiać na podróżach i twórczości online w sieci.

Bądź na bieżąco!