Moje najlepsze momenty 2018 roku

Końcówka 2018 roku jest dla mnie trochę kiepska. Wiecie jak to jest, że czasem złe rzeczy są w stanie przysłonić te dobre, bo mają silniejszy ładunek emocjonalny. W sumie łatwo jest zapomnieć o dobrych momentach, przejść nad nimi do porządku dziennego, uznać, że już minęło od nich tyle czasu, że nie są aż tak ważne, przełomowe, spektakularne. Mamy tendencje to umniejszania swoich osiągnięć, odkładania celebrowania na później lub stwierdzania, że coś nie jest warte pochwalenia się przed samym sobą. Chyba nie znam osoby, która co jakiś czas tego nie doświadcza. Grunt to jednak mieć świadomość, że coś takiego się dzieje, zatrzymać się, wziąć głęboki oddech i bez zbytniego analizowania przypomnieć sobie dobre momenty minionego czasu. I nie ma znaczenia, czy to były super wakacje, niespodziewane odwiedziny kogoś bliskiego, czy prezent, który wywołał uśmiech. Najlepsze momenty to dla mnie te, które pokazały mi coś nowego, czegoś nauczyły, dały kopa do działania lub przypomniały, że to co robię, ma sens.

Na takich chwilach skupiłam się, tworząc tą personalną listę moich najlepszych momentów 2018 roku.

I. Podróż luksusowym pociągiem po Indiach

Kiedy w lutym zostałam zaproszona przez rząd Indii i Incredible India do odbycia podróży „The Golden Chariot” – jednym z najbardziej luksusowych pociągów na świecie – miałam wrażenie że to jakiś sen. Dziesięciodniowa podróż po południowych terenach Indii – Karnatace okazała się jedną z najbardziej niezwykłych i wyjątkowych podróży, jakie odbyłam nie tylko w 2018 roku, ale w ciągu całego swojego życia. Dzięki niej miałam okazję poznać Indie z zupełnie innej strony, niż dotychczas, co było bardzo inspirujących doświadczeniem (więcej o tej podróży przeczytacie TUTAJ).

II. Wydanie pierwszej książki

Mam wrażenie, że dopiero co siedziałam z laptopem na kolanach i spisywałam swoje historie z Ameryki Południowej. Wciąż są takie żywe w mojej głowie i sercu! A potem uświadomiłam sobie, że od ukazania się mojej pierwszej podróżniczej książki pt. Ameryka Południowa – śladami cudów natury niedługo minie już rok! Jak ten czas leci! Jej samodzielne wydanie było związane z mnóstwem perturbacji, ale przetrwałam je wszystkie i finalnie spełniłam swoje marzenie. Dzięki Waszym recenzjom i wiadomościom, które spływają do mnie regularnie, wiem, że mi się udało i że książka jest dla Was inspiracją. To najcudowniejsza nagroda.

III. Wyprawa do Nepalu

Nepal był w tym roku jednym z niewielu krajów, które były dla mnie zupełnie nowe i jechałam do nich po raz pierwszy. I przyznam Wam, że uwielbiam te podróże do nieznanych mi miejsc, kiedy wszystko jest ekscytujące, nie wiesz czego się spodziewać i możesz się tyle nauczyć. Dla mnie podróż do Nepalu była lekcją pokory, dojrzałości i kolejnym dowodem na to, że jako ludzie potrafimy znieść więcej, niż nam się wydaje, a wola życia jest niespotykanie potężną siłą. Niektóre podróże są po to, żeby otworzyć nam oczy, zweryfikować nasze podejście do rzeczywistości i dać na powrót wiarę w ludzi. Taka była dla mnie wyprawa do Nepalu i za to jestem ogromnie wdzięczna (więcej o tej wyprawie TUTAJ i TUTAJ).

IV. Podróż sentymentalna do Florencji na 30 urodziny

W tym roku obchodziłam okrągłe 30 urodziny. Udało mi się celebrować je w miejscu bliskim mojemu sercu i pełnym wspomnień. Moja Florencja. To w niej siedem lat temu studiowałam i był to czas, który mocno ukształtował mój upór, wiarę w siebie i poczucie, że w życiu jestem w stanie wiele przetrwać. Całe siedem lat zajęło mi wrócenie do tego miasta, ale zadziałało to jak kapsuła czasu. Przeniosłam się w czasie, przypominałam sobie, jak długą drogę przeszłam i uświadomiłam sobie, że na sukces i spełnienie pracuję od wielu, wielu lat. I gdy patrzę wstecz z miejsca, do którego udało mi się dotrzeć, czuję dumę. Nie mogłam sobie wyobrazić lepszego miejsca, by świętować kolejny rok życia.

V. Wschód słońca na delcie Dunaju w Rumunii

W Rumunii byłam jako dziecko, natomiast nigdy nie dotarłam do okolic Delty Dunaju. I dopóki nie zobaczyłam tego na własne oczy, nie miałam świadomości, jakie cuda natury mamy w Europie. Bo czasami w pogoni za miejscami, które wszyscy wokół polecają, które mają świetny marketing i są często pokazywane w mediach, tracimy z oczu równie piękne miejsca znajdujące się praktycznie na wyciągnięcie ręki i wcale niewymagające lotu na koniec świata, żeby odkryć siłę przyrody i jej dziewiczość. Delta Dunaju była moim największym podróżniczym odkryciem tego lata, a wschód słońca na rzece w otoczeniu setek tysięcy ptaków – jednym z najbardziej pamiętnych i magicznych momentów 2018 roku (więcej o tym niezwykłym miejscu przeczytacie TUTAJ).

VI. Artykuł o mojej pracy w największym piśmie fotograficznym w Polsce

Kiedy w mojej skrzynce mailowej znalazła się propozycja artykułu-wywiadu o mojej pracy, podróżach i fotografii pochodząca z największego fotograficznego magazynu w Polsce – Digital Camera, poczułam się naprawdę wyróżniona. W fotografii jestem całkowitym samoukiem , więc tym bardziej cieszę się, że moje prace są zauważane i doceniane. Mam nadzieję, że na moim przykładzie zobaczycie, iż jednym ograniczeniem w życiu jesteśmy my sami i że nie trzeba być wybitną jednostką, aby spełniać swoje marzenia i robić to, co się kocha.

VII. Wejście na lodowiec Plain Morte w Szwajcarii

Pod koniec sierpnia zostałam zaproszona przez My Switzerland, żeby reprezentować Polskę na pierwszym tego typu spotkaniu dla blogerów z całego świata. Każdy z nas był przydzielony do innej grupy, skoncentrowanej na konkretnych aktywnościach i miejscach. Mnie szczęśliwie trafił się górski region Crans-Montana. Byłam jedyną dziewczyną w tej grupie (co mnie zupełnie nie martwiło, a wręcz przeciwnie ;)). W planach mieliśmy górskie trekkingi, fotografię w terenie i największy w kraju lodowiec Plaine Morte. Odwiedzanie lodowców w różnych zakątkach świata stanie się  chyba moim hobby. To był mój drugi lodowiec po Perito Moreno w Argentynie.

Zawsze myślałam o sobie jako o tej, którą pociągają słoneczne klimaty i szum oceanu. Tu rzeczywiście niewiele się zmieniło i jednym z  moich marzeń jest mieć kiedyś domek nad burzliwym oceanem. Jednak z biegiem czasu zafascynowała mnie surowość górskich szczytów, ich niedostępność i to że nic nie jest w nich podane na tacy, a na każdy widok trzeba sobie zasłużyć. Plaine Morte tylko podsycił we mnie tą miłość (o trekkingu na Plaine Morte przeczytacie TUTAJ).

VIII. Reunion z przyjaciółmi ze studiów w Korei Południowej

Od momentu moich studiów w Seulu minęło już prawie osiem lat. Jednak pomimo tego wciąż przyjaźnię się (i to przyjaźń przez duże P) z grupą ludzi, którzy ze mną studiowali. Od czasu studiów regularnie urządzamy sobie reunion w różnych krajach (raz była to Holandia, raz Francja, a ostatnio Belgia). Pomimo tego, że każde z nas ma swoje życia, karierę, rodzinę, robimy wysiłek, żeby znaleźć te kilka dni tylko dla siebie. Zjeżdżamy się z różnych krajów do jednego miejsca i po prostu jesteśmy razem– rozmawiamy, śmiejemy się, wspólne gotujemy i tańczymy. Zwykłe rzeczy, ale dla nas wyjątkowe. To jedna z najcenniejszych więzi, jakie mam. Międzynarodowa przyjaźń, która trwa od tylu lat na przekór różnym kulturom, odległościom i zobowiązaniom. Trwa, bo każde z nas bardzo o nią dba i ją pielęgnuje. Jeśli ktoś mnie pyta, czy warto odważyć się studiować za granicą, to podaję ten przykład. Warto, bo to co zyskujesz po – jest już na całe życie i jest wspaniałe.

IX. Nowa miłość – motocykl i kurs jazdy

To musiało się tak skończyć. Do motocykli ciągnęło mnie zawsze, ale brakowało mi kontekstu. Wystarczył jednak jeden raz i jeden bodziec, czyli podróż motocyklem po Nepalu, żebym kompletnie przepadła. Motocykl daje mi niezwykłe poczucie wolności, niezależności i pozwala podróżować w zupełnie inny sposób, niż robiłam to dotychczas. I jestem w to kompletnie wkręcona. Jesienią zrobiłam kurs na motocykl do 125 ccm (zgodnie z nowym prawem w Polsce, żeby jeździć takim motocyklem, nie trzeba mieć prawa jazdy kategorii A). Natomiast na wiosnę zamierzam wziąć się za pełny kurs na prawo jazdy kategorii A, który da mi zdecydowanie większą swobodę.

X. Nowe mieszkanie urządzone w stylu boho <3

To był przełomowy moment ostatniego roku. Wprowadziłam się do własnego mieszkania i pierwszy raz mogłam urządzić wnętrze od A do Z, tak jak chciałam. Oczywiście, że w podróżniczo-boho stylu ;)

Decyzję tę odwlekałam kilka lat, inwestując wszystkie zarobione pieniądze w podróże. Nie żałuję, że tak długo zwlekałam. Drugim powodem było to, że przez ostatnie kilka lat prawie nie mieszkałam w Polsce. Najpierw studiowałam za granicą, potem pracowałam i prowadziłam badania do mojego doktoratu w różnych zakątkach świata, a następnie intensywnie podróżowałam w związku z prowadzeniem bloga. Docelowo chciałabym dzielić swoje życie pomiędzy Polskę, która jest moim domem, mam tu rodzinę i przyjaciół – a inny kraj (który? jeszcze nad tym rozmyślam).

XI. Spontaniczny Road Trip po Meksyku na motocyklu

Meksyk od bardzo dawna była na mojej liście podróżniczych marzeń. Kilka razy jednak coś stawało mi na drodze i jakoś nie udawało mi się go odwiedzić. Na początku grudnia podjęłam jednak spontaniczną decyzję: jadę i koniec, i nic mnie już nie powstrzyma, i kupiłam bilet dosłownie z dnia na dzień. Potem w kompletnym szale, w ciągu zaledwie kilku dni, dogrywałam szczegóły i plan podróży , ale wyszło mi to na dobre. Wraz z przyjacielem objechaliśmy Jukatan na motocyklu. Dużo było w tym spontaniczności, kombinowania po drodze i zmiany planów, ale udało nam się zobaczyć wiele zachwycających miejsc. Już szykuję dla Was obszerną relację z tej podróży, więc spodziewajcie się jej w styczniu :)

Dla mnie ten wyjazd był zdecydowanie za krótki i tylko sprawił, że jeszcze bardziej jestem zafascynowana tamtym rejonem świata i już planuję powrót.

XII. Pływanie w cenote w Meksyku

Nigdy nie byłam wielką fanką jaskiń, dopóki nie objechałam kilkunastu cenot w Meksyku, uświadamiając sobie, że nie byłam ich fanką, bo tak naprawdę nie miałam pojęcia, jak potrafią być piękne i tajemnicze. Samo spacerowanie po ich zakamarkach było przeżyciem, ale moment, w którym nurkowałam w jaskini 25 m pod ziemią w całkowitej ciemności i w najczystszej wodzie, jaką w życiu widziałam, zrozumiałam, że to dopiero początek mojej przygody z tymi cudami natury.

XIII. Rekomendacja mojej książki w National Geographic Traveler Polska

Ten moment, kiedy wracając z kolejnej podróży, na lotnisku w kiosku znajdujesz magazyn National Geographic Traveler, który poleca twoją książkę Ameryka Południowa – śladami cudów naturyjako pozycję wartą przeczytania, jest absolutnie bezcenny. Tamta chwila sprawiła, że na samą myśl o niej uśmiech nie schodzi mi z twarzy.

XIV. Dotarcie do ponad 120 tys. czytelników z całego świata w każdym miesiącu. Motywacja milion!

W tym roku była dopiero druga rocznica mojego bloga, więc  jest jeszcze bardzo młody J(choć mam wrażenie, że tworzę go od zawsze). Po tych dwóch latach poświęcenia mu każdej chwili (w podróży czy nie), uczenia się wszystkiego od zera, bezustannego ulepszania i dopracowywania czuję, że niesamowicie się rozwinął i gromadzi wokół coraz więcej wspaniałych, zakochanych w świecie ludzi. Miesięcznie odwiedza go ponad 120 tys. osób z całego świata, co jest jeszcze bardziej niesamowite i motywujące, bo pokazuje, że pasja nie ma granic!

XV. Zachód słońca w Tulum na zakończenie 2018

Wydawałoby się, że to tylko zachód słońca, ale właśnie takie drobne momenty i towarzyszące im uczucia kolekcjonuję podczas swoich podróży. Robię sobie wtedy „stop klatkę”, chłonę daną chwilę i robię jej zdjęcie w głowie. Potem, gdy jest mi smutno przypominam sobie te piękne momenty i przypominam sobie, że jestem szczęściarą, bo mogłam ich doświadczyć. Podróż do Meksyku była moją ostatnią w tym roku i moim ostatnim zachodem słońca nad oceanem było właśnie Tulum. Cisza, spokój, szum fal i tysiące odcieni nieba. Dla mnie idealne zakończenie i podsumowanie tego roku.

Teraz sobie myślę, że jednak nie był taki zły i dobrze, że zmobilizowałam się do zrobienia tej listy.

Podzielicie się swoimi ulubionymi momentami? Bardzo chciałabym usłyszeć, co Was uszczęśliwiło, napędziło i zainspirowało :*

Close Menu