Podróż marzeń – Toskania w 10 dni – praktyczny poradnik

Toskania to kierunek marzeń

Ja to wiem, Wy to wiecie, myślę, że mamy tu jasność JNie znam nikogo, kto obojętnie przyjmie możliwość pojechania do Włoch, a szczególnie do Toskanii, która ma niesamowitą siłę przebicia. Kojarzy się ze wszystkim co najlepsze – z klimatycznymi miasteczkami na wzgórzach; z widokami pól i winnic jak z obrazów; z historią i architekturą, która fascynuje; z aromatycznym jedzeniem i lodami sprzedawanymi na każdym kroku. I wiecie co? TO WSZYSTKO PRAWDA! Toskania jest wymarzonym miejscem na podróż – bez okazji albo na specjalną okazję, i taki wyjazd po prostu nie może się nie udać.

Właśnie stamtąd wracam, i te wszystkie piękne miejsca i zakątki, które zapamiętałam z czasów, kiedy 7 lat temu studiowałam we Florencji i zwiedzałam Toskanię, nic się nie zmieniły. To była moja cudowna, sentymentalna podróż i teraz podpowiem Wam, jak według mnie wycisnąć z Toskanii maksimum jej cudowności, nawet jeśli ma to być tylko niewiele ponad tydzień.

Kiedy jest najlepszy czas na Toskanię?

Odwieczne pytanie – kiedy najlepiej? Według mnie, jeśli ma się wybór, to zawsze lepiej jest lecieć gdziekolwiek poza sezonem turystycznym. Jednak z Włochami jest trochę tak, że tam zawsze jest sezon i tłumy turystów. Z pewnością szczyt szczytów to lipiec – sierpień (wtedy też jest najbardziej gorąco, co wcale nie jest przyjemne np. przy zwiedzaniu miast, bo słońce pali żywcem i człowiek myśli tylko o sjeście). Świetnymi miesiącami na odwiedzenie Toskanii są maj – czerwiec i wrzesień – październik. Pogoda jest już lub wciąż piękna, jest ciepło i słonecznie, a dodatkowo trochę omijamy również wakacyjny sezon Włochów. Choć mówiąc szczerze, nie spodziewajcie się w tym miesiącach cen drastycznie niższych od letnich. Ceny we Włoszech nie należą do najniższych. Włosi są świadomi potencjału turystycznego swojego kraju i niechętnie żonglują cenami, bo wiedzą, że chętni i tak przyjadą i zapłacą.

Pojechałam w lipcu (tak wiem, szczyt sezonu), ale był to mój urodzinowy wyjazd i właśnie wtedy miał się odbyć :) Mam natomiast konkluzję z tego pobytu: oprócz Florencji, nazwałabym Toskanię pustawą, cichą i spokojną. Pomimo szczytu sezonu, miasteczka które odwiedzałam były spokojne i nie widziałam tłumów, restauracje zamykano o 22.00 i na uliczkach nie było żywej duszy, a w czasie jazdy po toskańskich wzgórzach czasami przez dwie godziny nie spotykałam innego samochodu. Słowem – przymknijmy trochę oko na sezon, bo w Toskanii zdecydowanie nie jest on odczuwalny.

Jak dotrzeć do Toskanii?

Dwie klasyczne możliwości, które dla Toskanii sprawdzają się najlepiej to: jazda samochodem z Polski i poruszanie się nim na miejscu lub lot samolotem i wypożyczenie samochodu na miejscu. Obie przetestowałam i obie są dobre. Wiele zależy od Waszego czasu, słowem, czy możecie pozwolić sobie na dłuższą podróż, czy nie.

Podróż samochodem

W Toskanii byłam kilka razy samochodem (np. kiedy jechałam na studia do Florencji i miałam masę bagażu, odwieźli mnie rodzice). Plusem takiej podróży jest niewątpliwie większa swoboda i możliwość odwiedzenia kilku miejsc na trasie, np. Wiednia czy Wenecji, co według mnie jest tylko wartością dodaną takiej podróży.

Czas przejazdu z centralnej Polski do np. Bolonii to ok. 17 godzin (z wliczonymi kilkoma krótkimi postojami). Odległość z Warszawy to ok. 1500 km. Najbardziej polecam Wam trasę wiodącą przez Czechy i Austrię.

W przypadku podróży samochodem na tej trasie musicie uwzględnić opłaty autostrad. W Czechach i Austrii obowiązują winiety, które z łatwością można kupić na stacjach benzynowych. Pamiętajcie też, aby przed wjazdem na autostradę przykleić je na przedniej szybie w widocznym miejscu.

Ceny winiet dla samochodu osobowego na okres 10 dni to koszt 10 euro (Austria) i 350 koron (Czechy).

Aktualny cennik winiet dla Europy możecie sprawdzić TUTAJ

Przydatna rada: CENY PALIWA

Warto zaplanować tankowanie z wyprzedzeniem, bo ceny na autostradach są wyższe. Najlepiej zatankować przed wyjazdem z Polski, następnie w Austrii, a potem już we Włoszech.

Jeśli chodzi o Austrię, to TUTAJ znajdziecie aktualne ceny paliwa na poszczególnych stacjach.

Wystarczy, że na stronie głównej na dole wybierzecie w wyszukiwarce „Spritpreise” region → Karntenrodzaj paliwa → i pojawi Wam się mapa z poszczególnymi stacjami i cenami paliwa.

Na austriackie tankowanie polecam Wam wybrać stację przy samej granicy w Villach (adres:9500 Villach, St.-Johanner-Straße 20). Ma najlepsze ceny paliwa. Ważne: na tej stacji można płacić TYLKO GOTÓWKĄ.

Szacunkowo na dojazd z Warszawy do granicy Włoch i z powrotem (przy zużyciu 5,5 litrów Diesel) cena benzyny to ok. 1000 zł. Jeśli podzielicie koszty pomiędzy kilku pasażerów, to jest to opcja opłacalna finansowo.Co do dokumentów: na terenie UE polskie prawo jazdy i OC są respektowane na tej samej zasadzie co w Polsce.

Podróż samolotem

To był mój wybór podczas ostatniej wizyty. Obecne połączenia lotnicze są nadzwyczaj dogodne i można je upolować w cenach wartych grzechu. Jeśli myślimy o Toskanii, to za główny punkt obierzmy Pizę lub Bolonię (tam właśnie latają tanie linie Wizzair czy Ryanair), a połączenia są obsługiwane przez większość dużych portów lotniczych w Polsce.

Ja tym razem leciałam z Warszawy do Bolonii. Lot trwał tylko 2 godziny, więc był praktycznie niezauważalny. W lipcu bilet w obie strony kosztował mnie 500 zł (weźcie pod uwagę, że mimo wszystko jest to popularny kierunek i to w szczycie sezonu).

A tutaj przykładowa cena lotu Ryanair na wrzesień (za ok. 475 zł w dwie strony):

W podstawowej cenie biletu zawiera się jeden bagaż podręczny do 10 kg (tzw. kabinówka). Przy większym bagażu, 20kg, trzeba kupić droższy bilet (ale nie tak drogi!). Jeżeli lecę z osobą towarzyszącą, to często stosuję nastepujące rozwiązanie: jedno z nas kupuje bilet z bagażem podręcznym, a drugie z bagażem rejestrowanym i dzięki temu razem zyskujemy ekstra 20 kg, w które pakujemy się razem :)

Wypożyczenie samochodu na miejscu

Dolecieć to jedno, ale na miejscu potrzebujemy środka transportu. Jestem za tą opcją zwłaszcza wtedy, kiedy mamy ograniczony czas na wyjazd i nie chcemy go tracić na dojazdy komunikacją miejską i pociągami. Dodatkowo Toskania jest o tyle specyficzna, że do wielu miejsc trudno dotrzeć bez samochodu, a to co najprzyjemniejsze, czyli objechanie okolicy, bez własnego środka lokomocji jest trudne (okej, można rowerem, ale to już zupełnie inna historia, nie na teraz).

A zatem, najłatwiej wypożyczyć samochód na miejscu. Zawsze rezerwuję samochód online przed przyjazdem. Możecie szukać w Google po hasłach „Car rental Bolonia”, „Car hire Piza” itp. i na pewno wyskoczy wam cała lista wypożyczalni, ale z własnego doświadczenia polecam Wam wyszukiwarkę Rental Cars. Wpisujecie preferowany okres wyjazdu, typ samochodu itp. i wyskakują Wam opcje najlepsze w danym terminie. Rezerwujecie przez portal i tam dokonujecie bezpiecznej płatności kartą kredytową. Wyszukiwarka jest łatwa i intuicyjna.

My rezerwowaliśmy samochód na miesiąc przed, w firmie Alamo i była to hybrydowa Toyota. Za cały pobyt (10 dni) zapłaciliśmy 750 zł. 200 zł kosztowała nas benzyna na cały pobyt.

Toskania – gdzie spać?

Zdecydowanie polecam Wam rezerwować noclegi w gospodarstwach agroturystycznych. Są klimatyczne, urządzone we włoskim stylu i nie ma nic przyjemniejszego niż nocleg w murowanym domu z ogrodem i winnicą, gdzieś pośród wzgórz Toskanii. Jeśli macie samochód, to nie ma problemu z mieszkaniem poza miastami i dojeżdżaniem do nich w ciągu dnia. A wieczory można spędzać właśnie z dala od zgiełku z malowniczymi widokami za oknem, śpiewem ptaków i cykadami. Żadne mieszkanie w mieście nie zastąpi tego klimatu, a przecież do Toskanii jedzie się po to, żeby poczuć się jak we włoskim filmie.

Jak szukać tych miejscówek?

Z łatwością znajdziecie je przez Booking.com lub Airbnb. Wybór jest naprawdę ogromny, ale te najbardziej wyjątkowe i najbardziej luksusowe wyprzedają się na pniu długo przed sezonem, więc jeśli Toskania nie jest Waszym spontanicznym wyborem z dnia na dzień, to warto zarezerwować noclegi wcześniej (na Booking.com większość z rezerwacji można odwołać bez utraty pieniędzy nawet na dzień przed przyjazdem). 

Podczas swojego wyjazdu miałam dwie główne bazy wypadowe. Pierwsze trzy noclegi spędziłam w San Gimigiano w willi Fattorie Santo Piettro. Wybrałam ją z polecenia znajomych i również dlatego, że miała dość niską cenę w stosunku do jakości, którą oferowała. Położona jest pięknie i widoki wokół niej były niesamowite plus znajdowała się w niedaleko od miejsc, które planowałam odwiedzić. To były jej plus. Resztę – czyli standard, jedzenie, basen (przez cały pobyt był popsuty i nie było w nim wody) i obsługę klienta – oceniam średnio. Myślę zatem, że możecie trafić lepiej.

Mój drugi wybór na kolejne 3 noce to Villa di Capovento – absolutnie niezwykła pod każdym względem. Pobyt w niej to był cudownym prezentem urodzinowym. Jeśli więc szukacie naprawdę wyjątkowego miejsca lub chcecie coś uczcić, to polecam Wam ją z czystym sercem – jest bajkowa!

Poświeciłam temu miejscu cały oddzielny wpis, jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać (kliknijcie w link lub zdjęcie poniżej):

>>Najpiękniejsza willa w Toskanii<<

Miałam też świetny nocleg we Florencji. W samym centrum miasta, w pięknej kamienicy, 10 minut piechotą od Katedry Duomo, a przy tym w bocznej uliczce zapewniającej ciszę i kameralność. Idealne miejsce do zwiedzania miasta. Znalazłam je na Airbnb (zobaczcie TUTAJ).

Toskania – co zrobić na miejscu?

Wiadomo, że 10 dni to niedużo , ale wystarczająco, żeby poczuć klimat Toskanii, doświadczyć jej piękna i zakochać się w tym regionie, co staje się powodem do częstych powrotów :)

Mój plan wyjazdu zakładał trochę zwiedzania, trochę włóczenia się po włoskich miasteczkach i trochę wypoczywania wśród pięknej przyrody. Był więc idealnie zbalansowany. Poniżej przedstawiam Wam moją subiektywną listę miejsc wartych odwiedzenia podczas pobytu w Toskanii (kolejność jest dowolna, te miejsca leżą na tyle blisko siebie, że można każdego dnia decydować, gdzie pojechać. Oczywiście wiele zależy od miejsca, w którym zdecydujecie się zatrzymać na noc).

SAN GIMIGIANO

Bardzo podoba mi się porównanie San Gimigiano do „średniowiecznego Manhattanu”. Nazwa pochodzi od 70 wież, które kiedyś miało miasto. Uwielbiam to miasto za jego kameralność i naprawdę niezwykłą architekturę począwszy od wejścia do miasteczka przez Porta S. Giovani – XIII-wieczną bramę miejską opatrzoną łukiem sieneńskich, po jedną z pozostałych wież, z których rozpościera się iście toskański krajobraz. Warto też poświęcić czas na ruiny cytadeli Rocca oraz Piazza della Cisterna z XIII-wieczną cysterną. Na Piazza delle Erbe znajduje się wspaniały kościół i ratusz z bliźniaczymi wieżami Salvuccich.

Uwaga praktyczna: jeśli chcecie zjeść kolację w miasteczku, to pamiętajcie, że restauracje zamykane są tu około godz. 21:30–22.00. Po tym czasie miasto zamiera i wygląda jak opustoszałe. Co mimo wszystko ma swój urok – polecam Wam nocny spacer!

MONTEPULCIANO

Nazywane perłą XVI wieku ze względu na swoją niezwykłą renesansową architekturę. Do zobaczenia jest mnóstwo! Gotycki ratusz z XIII wieku, Palazzo Nobili, przepiękna studnia miejska ozdobiona lwami i gryfami.

Na południowym zachodzie miasta znajduje się piękny kościół San Biaggio. Ja uwielbiam je przede wszystkim za widoki. Prawie każda restauracja ma taras z widokiem na okolice, co dodaje 100% jakości każdemu posiłkowi :)

Koniecznie wpadnijcie do genialnej wprost restauracji i cukierni Caffe Poliziano, która oprócz tarasu i balkonów jest urządzona jak ze starych filmów. Spróbujcie tiramisu, bo jest obłędne!

Montepulciano słynie również ze swoich winnic i produkowanego tutaj czerwonego wina (o tej samej nazwie). Na każdym kroku można znaleźć sklepiki z winami i jest to bardzo dobre miejsce do zakupów lokalnych produktów.

Z ciekawostek – w mieście była kręcona jedna z serii filmu „Zmierzch – Księżyc w nowiu”, co przyniosło mu całkiem dużą, turystyczną sławę.

Wy natomiast o zmierzchu wybierzcie się na kolację do jednej z moich ulubionych restauracji Osteria Porta do Bacco – risotto z czarnymi truflami jest genialne! Restauracja jest połączona ze sklepem, który prowadzi przemiły Włoch – ser i salami truflowe, które nam polecił przyjechały z nami do Polski i czekają na swój włoski wieczór :)

SIENA

Bywa zatłoczona, ale ja absolutnie uwielbiam to miasto. Za architekturę, jedno z najpiękniejszych duomo we Włoszech (czarno-biała katedra gotycka ze słynną marmurową posadzką wewnątrz – dzieło!) i niezwykły plac Piazza del Campo w kształcie muszli. To też jedno z tych miast, w których mocno kultywuje się tradycję i jeśli pojawicie się w nim 2 lipca lub 16 sierpnia, to możecie liczyć na niezwykłe wydarzenie – słynny toskański festyn na cześć Matki Boskiej, który sięga swoją tradycją czasów średniowiecza.

Kulminacyjnym punktem tego święta, którym żyje całe miasto i przyciąga tysiące turystów z całego świata, jest otwarta dla widzów, niezwykle emocjonująca, choć trwająca jedynie trzy okrążenia wokół placu, gonitwa konna (start o godz. 19.00).

Miasto jest położone na trzech wzgórzach, co zapewnia mu niesamowite widoki z każdej strony, dlatego koniecznie wdrapcie się na się ponad 100-metrową Torre del Mangiana Palazzo Pubblico, z której można podziwiać panoramę.

W Sienie lubię to, że jest całkowicie zamknięta dla ruchu samochodowego, więc w spokoju można po niej spacerować.

PIENZA

Małe miasteczko, ale za to dużo w nim wartościowych rzeczy do zrobienia. Historyczne centrum jest wpisane na listę UNESCO. Koniecznie wpiszcie sobie na listę Porta al Prato – charakterystyczną bramę miejską zdobioną freskami. Po prawej stronie znajduje się wejście na mury na zboczu wzgórza, które są doskonałym punktem widokowym na malowniczą Vall d’Orcia i wulkaniczny szczyt Monte Amiate w tle.

Oprócz tego obowiązkowo gotyckie wnętrze Duomo di Pienza (Concattedrale di Santa Maria Assunta) z XV wieku. Kolejne niesamowite biało-czarne dzieło. Budynek wzniesiono z ciemnego tufu, a jego fasadę z białego trawertynu.

Nie zapomnijcie o głównej rezydencji miasta – Palazzo Piccolomini oraz imponujących pałacach Palazzo Pubblico z charakterystycznymi arkadami i ceglaną wieżą (od północy), pałacem biskupim Palazzo Vescovile od wschodu oraz Palazzo Piccolomini po zachodniej stronie.

Sam spacer po Pienzy jest przyjemnością – murowane domy, ogrom kwiatów, które hodują mieszkańcy oraz sklepiki z największym specjałem – serem Pecorino robionym z mleka owczego. Jego rodzajów jest mnóstwo, np. uzupełnione truflami. Im starszy ser, tym ostrzejszy w smaku, bardziej wyrazisty i słony. Zdecydowanie polecam Wam kupić go na włoskie wieczory w domu.

 

AREZZO

Znane z filmu Antonio Benigniego „Życie jest piękne”. Trudno się dziwić, życie we włoskich miasteczkach naprawdę wygląda na piękne. Miasto, malowniczo położone na wzgórzu, założyli Etruskowie około VII w. p.n.e. Niegdyś słynęło z produkcji ceramiki. Urodził się w nim Francesco Petrarka i Vasari, a w jego okolicy Michał Anioł.

Koniecznie trzeba w nim odwiedzić malowniczy Piazza Grande, na którym dawniej odbywał się słynny turniej Saracena. Tradycja jest do dziś kultywowana dwa razy w roku (w przedostatnią niedzielę czerwca i w pierwszą niedziele września). Podczas Turnieju Rycerskiego mieszkańcy przebierają się w stroje średniowieczne. Odbywają się też wojskowe pokazy na Piazza Grande, w trakcie których wybrani walczą z kukłą saraceńskiego wojownika. Całość kończy się kolorowym pochodem.

Warto też odwiedzić kościół Santa Maria della Pieve, z charakterystyczną czterokondygnacyjną fasadą, uznawany jest za jeden z najpiękniejszych w regionie. Warto również zawitać do Basilica di San Francesco, w której zgromadzono wybitne dzieła wczesnego renesansu.

 

FLORENCJA

To jest moje wyjątkowe miejsce. Studiowałam we Florencji siedem lat temu i to był magiczny czas. Zwiedzanie tego miasta to jedno, ale bycie jego mieszkańcem, codzienne picie cappuccino w ulubionej kawiarni za rogiem, jeżdżenie na zajęcia rozklekotanym rowerem, mijanie po drodze pereł architektury, to było naprawdę coś.

Florencja jest miastem zatłoczonym, atrakcyjnym dla turystów i w sezonie wymagającym dużo cierpliwości, ale nawet dwa dni w niej spędzone to wyjątkowy czas i jestem pewna, że nie będziecie go żałowali.

Miasto wręcz kipi od zabytków i miejsc, które warto zobaczyć, więc jestem w trackie przygotowywania oddzielnego wpisu o Florencji (STAY TUNED!).

Czego koniecznie spróbować będąc w Toskanii?

Travel and keep fit we Włoszech? Zapomnijcie :P To nie jest dobre miejsce na takie eksperymenty :) Do Włoch przyjeżdża się jeść i próbować, więc na kilka dni zróbcie sobie cheat week. Gwarantuję – przez kilka dni nie rozwalicie sobie formy, jeśli na co dzień żyjecie aktywnie i zdrowo się odżywiacie.

Toskańska kuchnia w dużej mierze opiera się na sezonowości i bazuje na lokalnych produktach. Powiedziałabym, że kuchnia tego regionu jest raczej ciężka i bardzo sycąca, obfituje w czerwone mięso, dziczyznę, czerwone wino, trufle i oliwę z oliwek.

Przed posiłkiem jako przystawkę często serwuje się Pane toscano– twardy, niesolony chleb, który sam w sobie jest bez smaku, ale wedle zwyczaju mocno namacza się go w oliwie, np. z odrobiną soli i occie balsamicznym, co nadaje mu całkiem inny smak.

Koniecznie spróbujcie Pici – długiego, grubego makaronu kształtem przypominającego spaghetti. Podaje się go z różnymi sosami, ale bardzo popularny jest ten na bazie białych lub czarnych (według mnie są lepsze) trufli.

Jeśli jecie mięso, to dajcie szansę daniom z dziczyzny (dzik lub bażant), które są charakterystyczne dla regionu, oraz Bistecca alla fiorentina befsztykowi po florencku z mięsa krów rasy chianina, hodowanych w Toskanii.

Co warto przywieźć ze sobą?

Cantucci ciasteczka pochodzące z Prato w północnej Toskanii, które piecze się dwukrotnie, co nadaje im dużą twardość.Za sprawą dwukrotnego pieczenia są bardzo twarde.Na ogół dodaje się do nich posiekane migdały lub orzechy laskowe, pistacje, czekoladę i skórkę pomarańczową. Trudno je pogryźć, bo ich przeznaczeniem jest maczanie w kawie lub vin santo (słodkim, białym winie).

Pecorino tradycyjny toskański ser pochodzący z miasteczka Pienza w Val d’Orcia. Produkowany jest z mleka owczego. Jest twardy i aromatyczny. Może być bez dodatków lub z dodatkami np. trufli (uwielbiam!).Nie ma problemu z jego przewiezieniem nawet samolotem – wystarczy poprosić w sklepie o pakowanie próżniowe, co zachowuje jego świeżość na kilka miesięcy.

Prosciutto Toscanocharakterystyczna szynka długo dojrzewająca o bardzo wyrazistym smaku, suszona minimum rok.

Oliwa z oliwek – absolutna podstawa włoskiej kuchni, więc szkoda nie kupić sobie choć jednej butelki doskonałej toskańskiej oliwy. Możecie też spróbować tej aromatyzowanej truflami (jej smak jest wyjątkowy i ożywi najprostsze danie).

Salami to toskańskie jest naprawdę dobre i podobnie jak ser, nie ma problemu z próżniowym pakowaniem. Nie zdziwicie się zapewne, jeśli polecę Wam to z truflami?:)

Suszone pomidory – jako rewelacyjny dodatek do dań, które będziecie sobie gotowali w długie jesienne wieczory w Polsce. A te Toskańskie są wyjątkowe – bardzo słodkie, dojrzałe i aromatyczne.

Pasta z oliwek – można ją kupić w małych słoiczkach i idealnie nadaje się np. do bruschetty z pomidorami i oliwą z oliwek. Świetny dodatek do mięsa i serów.

 

Toskańskie wina warte grzechu

Nie ma Włoch bez wina i jest ono nieodłączną częścią włoskiej kultury, tradycji i uzupełnieniem każdego posiłku. Wybór jest ogromny, więc poniżej przedstawiam Wam małe zestawienie tych najbardziej charakterystycznych dla Toskanii:

Chianti Classiconajbardziej znane toskańskie wino.  Czerwone i ciężkie. Oryginalne wino z winorośli uprawianych i przetwarzanych na obszarze Chianti, czyli pomiędzy Florencją, Sieną i Arezzo nazywa się Chianti Classico. Poznacie je po oznaczeniach logiem czarnego koguta.

Brunello di Montalcinoczerwone i ciężkie, pochodzi z miasteczka Montalcino i okolic. Nie produkuje się go dużo, więc jego cena nie należy też do najniższych.

Vernaccia di San Gimignanobiałe i delikatne wino pochodzące z miasteczka San Gimignano i okolic.

Vin Santo białei bardzo słodkie wino deserowe. Serwowane z ciasteczkamicantuccini, stanowi charakterystyczny toskański deser.

Czego doświadczyć będąc w Toskanii?

Dla mnie Toskania to przede wszystkim łapanie chwil, doświadczanie, małe przyjemności. Włochy mają niezwykły klimat, ale żeby w pełni go poczuć, trzeba spróbować kilku typowo włoskich rzeczy i spróbować choć przez moment zachowywać się jak jej mieszkańcy.

W oddzielnym wpisie przygotowałam dla Was moją subiektywną listę włoskich przyjemności, których trzeba spróbować będąc w Toskanii.

>>15 rzeczy, których trzeba doświadczyć będąc w Toskanii<<