Co dajcie Ci wolność w Internecie? – czyli historia pewnej dupy na zdjęciu

Uwielbiam pisać o podróżach, ale największą wartością jest dla mnie sekcja Moim zdaniem, które zbieram, kolekcjonuję, analizuję od lat – czy to życiowych czy podróżniczych. Nieraz już Wam tu pisałam o różnych niewygodnych, nieinstagramowych tematach, wsadzając kij w mrowisko. Zrobię to i teraz.

 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Kind of perfect Monday, isn’t it? 🙌🌅 … … @jwmarriottpanama #panamacity #panama #sunrise #infinitypool

Post udostępniony przez Alex from Travel And Keep Fit (@travel_and_keep_fit)

To jestem ja. A to moje zdjęcie z Puerto Rico. Uwielbiam je. To był piękny zachód słońca, wspaniały dzień i super podróżniczy projekt dla hotelu. Lubię je też, bo widzę na nim zadbaną kobietę, która ewidentnie od lat pracuje na sylwetkę, a 18 lat zawodowego tańca dało jej kopa do sportowego działania. Mam 32 lata. Podobam się sobie, podoba mi się ta chwila, podoba mi się to, jak wyszłam na tym zdjęciu. Chciałabym zawsze tak się czuć – atrakcyjna, wypoczęta, zadowolona po efektywnym dniu pracy. Taką chcę siebie widzieć w lustrze i taką intencję chcę przekazywać – bądź z siebie dumny, czuj się sexy w głowie i w ciele, i ciśnij do przodu. Wrzucam więc na Instagram – bo przy okazji jest to sesja, którą wykonałam na zlecenie hotelu w Puerto Rico. Klient zachwycony kadrami, sensualnością, pasuje mu to do wizji kameralnego, luksusowego hotelu, którą chce sprzedawać.

Ląduje na Instagramie. No pewnie, że jak inne kadry ten jest wybrany, najładniejszy, pokazuje super chwilę i najlepszą formę. Od tego jest Instagram – platforma, której jedynym punktem przetrwania są te najładniejsze momenty, którymi się dzielimy. Jestem za pokazywaniem właśnie dobrych i ładnych chwil – za dużo w naszej codzienności jest tych smutnych i przytłaczających. A czy jestem za idealizowaniem? Nie. Nie doklejam się do miejsc, w których nie byłam, nie odchudzam na zdjęciach, nie przedłużam sobie włosów. Ale pewnie – wybieram te kadry, które dla mnie są najładniejsze. Instagram to dla mnie taki lekki, ładny i sympatyczny dodatek do prezentowania dosłownie okruchów rzeczywistości, do podłapania jakiejś pojedynczej inspiracji, podpatrzenia miejsca czy rzeczy. Nie dorabiam do tego filozofii. Ci, którzy szukają merytoryki, przychodzą do mnie na blog i czytają szczegółowe przewodniki ze świata i recenzje, które piszę całymi godzinami, stawiając  w nich na jakość i wiedzę.

Jedźmy z tym dalej. Ja widzę na tym kadrze super chwilę i miejsce. Ktoś inny – tylko MOJĄ DUPĘ (dokładnie tego słowa użyto). Jak napisało mi kilka KOBIET: dupa na pierwszym planie, dupa co sprzedaje, pusta dupa, dupa za like, dupa co nic nie reprezentuje, dupa oburzająca.

Dupa, dupa, dupa. Oswójmy się z tym słowem, bo wielu cudownych komentatorów internetowej rzeczywistości uwielbia go używać. A słowo – jak każde inne. Nie ma w nim nic wyjątkowego, tak jak nie ma nic oburzającego w cześci ciała składającej się z mięśni gładkich umiejscowionych pod kręgosłupem. Ta sama rzecz – inny opis. Zwał, jak zwał.

To tylko ciało, czy aż ciało?

Doszłam do miejsca w życiu, w którym myślę o sobie z życzliwością. Jestem dumna ze swojego ciała. Nie będę grała w tę grę o skromności, tak chętnie podrasowywanej w polskiej kulturze i udawała, że jest inaczej. Lubię siebie i ciężko pracuję nad swoją sylwetką. Prawie dwie dekady tańca nauczyły mnie dyscypliny i wytrwałości. Wiele lat tańczenia samby brazylijskiej czy salsy, w skąpych jak na polskie standardy strojach, przesunęło moją akceptację nagości, odsłonięcia, patrzenia na ludzkie ciało. Jeśli ktoś zatem mówi mi, że nagle pozuję w bikini dla lików, to akurat źle trafił, bo dla mnie to normalny strój. Polecam zobaczyć w Google, jak w Brazylii wyglądają tancerki w czasie karnawału. Także luzik :)

Dla mnie zadbane ciało to oznaka siły charakteru, determinacji, pasji. Jeśli masz w sobie siłę walczyć o każdy ruch, to masz siłę do walki o każdy aspekt życia. Podziwiam ludzi, którzy mają piękne, wysportowane ciała – kobiety i mężczyzn – inspirują mnie, są bodźcem do działania. Dlaczego ja zatem miałabym się wstydzić efektów mojej pracy i charakteru? Ludzkie ciało jest piękne i w żadnym aspekcie nie jest obrazoburcze czy gorszące. Jeśli kogoś obrzydza skóra czy kawałek pośladka i pokazanie ich utożsamia ze zmniejszoną wielkością płatów czołowych, to pewnie przysnął na lekcjach biologii. A potem kobiety w kuluarach dyskutują oburzone, że w mediach cenzuruje się kobiece sutki (a męskich już nie), bo są obrazoburcze (?). Czy my same nie jesteśmy przypadkiem źródłem tej nierówności? Raz nas nagość oburza, raz chcemy jej więcej.

Pisze co myślę, bo mogę?

Niech pierwszy rzuci kamieniem… Zacznę więc od siebie. Czy kiedyś pomyślałam sobie o kimś, że mi się nie podoba jak wygląda lub to, co robi? Tak, wielokrotnie. Czy poświęciłam czas, aby napisać tej osobie personalnie: „Cześć tu Alex, uważam, że jesteś naprawdę brzydką osobą i nie lubię Twoich zdjęć”? Albo lepiej, czy wdałam się w dyskusję o jakiejś osobie, nie mając nawet pojęcia, jak ma na nazwisko, czy jest z Warszawy, czy Wrocławia i czy ma rodzeństwo – słowem nie znając nawet podstawowych informacji o niej samej? Nie. Jak rzadko potrafimy powiedzieć coś takiego bliskiej osobie, wiedząc, że nic to nie wnosi, a może pogorszyć relację międzyludzką. W końcu rezygnujemy, bo dochodzimy do wniosku, że to właściwie walka naszego ego i pogoń za poczuciem lepszości, wyższości, bycia „na moim”. Cudne są dyskusje o tym, jakim ktoś powinien być człowiekiem, co sobą reprezentować, wypowiadane przez ludzi, którzy nie są przykładem do naśladowania w kontekście szacunku, empatii czy zrozumienia.

Nie mam w sobie potrzeby, ani tym bardziej czasu, na dyskutowanie o kimś obcym jak powinien zrobić, co powinien zrobić i jak czułabym się dobrze, gdyby robił tak, jak chcę. I serio zastanawiam się, kto w świecie, w którym czas przecieka przez palce – jest tyle do nauczenia się, spróbowania, zobaczenia – znajduje jeszcze czas na to, żeby zarządzać życiem innych.  Ja nie mam czasu nawet, żeby dopinać dzień, a tu jeszcze sprawdzać czy inni żyją tak, jakbym sobie tego życzyła?

Jedna z kobiet zarzuciła mi brak feminizmu i uniemożliwianie kobietom walki o równe prawa

Inna wdała się w dyskusję, zresztą nie ze mną, pisząc: „Jej zdjęcie mi się nie podoba, nie znam jej i nie chcę poznać. Po tym zdjęciu widać, że jest tylko pustą lalą, która nie ma nic do zaoferowania, może i nie mam racji, ale i tak nie będę sprawdzać”. PO TYM ZDJĘCIU. Zatem jedno zdjęcie dziś już wystarczy, aby stwierdzić, kim jest obcy człowiek. No i ok. Pozdrawiam z tego miejsca ja – psycholog, po studiach doktoranckich, dziesięciu zagranicznych stypendiach naukowych, których nie dostawał przede mną nikt z Polski, odwiedzająca ponad 85 krajów za własne pieniądze, pisząca książki itp. itd.

Nie trzeba stać pod blokiem i wykrzykiwać populistycznych haseł o równouprawnieniu. Większą siłą od pustych słów są czyny i niektóre kobiety działają, zamiast mówić. Myślę, że jestem ostatnią kobietą, której można zarzucić brak walki o równość. Z wyboru bezdzietna i niezamężna, niezależna finansowo, prowadzę biznes w męskim świecie, podróżuję za własne pieniądze do miejsc, do których większość kobiet (i mężczyzn) się boi, wspinam się na lodowce i jeżdżę na motocyklu po niebezpiecznych krajach. Czy to nie jest działanie poza schematem i udowadnianie czynami, że mogę robić dokładnie to, co robią mężczyźni, kiedy chcę i na własnych zasadach? To jest prawdziwy feminizm. A nie jakaś wyimaginowana skromność i powściągliwość na zdjęciach. 

Czy mężczyźnie w obcisły spodenkach, prężącemu muskuły na plaży też napiszemy, że jest pustakiem, który nigdy nie zrobiłby żadnego biznesu?

Chce mi się śmiać.

Ale co, jeśli trafiłoby na delikatną, szukającą siebie osobę, która jest na zakręcie życia, próbuje różnych rzeczy, uczy się siebie lubić, nie wstydzić się swojego ciała. Taką, która niesie na barkach lata powtarzania jej w domu i w szkole że jest nikim, że jest obrzydliwa, że nikt jej kijem nie dotknie? Mało? Brutalnie? Macie świadomość, ile jest takich osób? Zmiażdżonych przez ludzi, wytykanych, zastraszonych. Ile z nich pisze mi smutne wiadomości o tym, że się nienawidzą, że boją się krytyki, więc nie robią nic, tylko po to, żeby nie usłyszeć znowu, że nie są odpowiednie i wystarczające. 

Czy kobieta pisząca drugiej kobiecie złośliwy i oceniający komentarz, nie znając jej historii i sytuacji, też weźmie odpowiedzialność za swoje słowa? Czy będzie nadal postrzegała się jako otwartą, przebojową osobę, która ma własne zdanie o innych, zna swoje PRAWO DO WOLNOŚCI SŁOWA i nie boi się go użyć? Czy będzie dumna z tego, że pokazała co myśli, zrobiła porządek, walczy o moralność? Czy nadal jest silną kobietą, która nie daje sobie w kaszę dmuchać i zaraz tu pokaże, jak być powinno i co oznacza bycie: podróżniczką, bizneswoman, PRAWDZIWĄ KOBIETĄ, inteligentem, człowiekiem wykształconym, człowiekiem, który coś sobą reprezentuje (wybrać dowolne).

 

Ludzie mylą wolność słowa z przyzwoleniem na mówienie co im się rzewnie podoba, bez brania za to odpowiedzialności

 

Jest taka jedna zasada, którą stosuję i którą każdemu polecam: „Nie masz nic miłego do powiedzenia? To się nie odzywaj”. Dopóki nie ma krzywdy, cierpienia, łamania czyichś praw do wolności, wyznania czy sposobu życia, większość komentarzy i ocen odnośnie zachowania i wyglądu innych nie ma racji bytu.

Ludziom w Internecie wydaje się, że „mają prawo” do wyrażenia każdej opinii. To nie jest prawo, tylko przywilej, z którego w znakomitej większości nie muszą korzystać, bo nic nie wnosi do tego świata. Jakiekolwiek mają o sobie mniemanie i misję moralną w walce w sieci, to komentarze o tym, jak ktoś wygląda, czy jest brzydki czy ładny, głupi czy mądry – nie zmieni nic w naszej rzeczywistości. Nadal jest głód, nadal jest bieda, nadal są polityczne przepychanki. A jedyne co zrobiłeś Człowieku z Internetu – to sprawiłeś komuś przykrość, żeby poczuć się lepiej. Gratulujemy.

Na szczęście jest na to prosty sposób i prawo, z którego możesz swobodnie korzystać – unfollow i już nigdy nie będziesz obrażany czyjąś egzystencją. W toczącej się dyskusji o „dupie w Internecie”, któraś z kobiet wpadła na genialny pomysł – niech dużo osób ją (czyli mnie) odfollowuje to wtedy „zostanie ukarana i może przemyśli sobie publikowanie takich zdjęć”. Drodzy oburzeni – wierzcie mi, że doszłam do miejsca, w którym jestem bez Was i dalej będę mieć się dobrze w przyszłości. Poza tym, wbrew powszechnym opiniom o clickbitach oraz odpowiadając na jeden z zarzutów „opublikowała, żeby zwiększyć oglądalność” –  takie zdjęcia wcale „nie klikają” się lepiej od zdjęć krajobrazów. Widać zatem, że osoby snujące spiskowe teorie, niewiele wiedzą o Instagramie :)

Nie goń za standardami, znajdź świat i ludzi, wokół których czujesz się piękna

Pamiętajcie o tym, że nigdy na podstawie jakiegoś zdjęcia nie skrytykują ani nie podważą Waszej wartości osoby pewne siebie, dumne z tego z kim są, spójne ze swoim wyglądem, wierzeniami i wartościami. Dla takich osób będziecie partnerami, a nie przeciwnikami. Będziecie wyzwaniem i stymulacją, a nie bodźcem do tego, by czuły się zagrożone.

Nasz świat jest różnorodny, ale jest też bardzo duży i nie ma potrzeby walczyć o miejsce – jeśli Wam ono nie leży, to nie pchajcie się do niego na siłę łokciami, nie próbujcie udowadniać swojej wartości. Znajdźcie takie, w którym niczego nie będziecie musiały udowadniać.

Podróże nauczyły mnie jeszcze bardziej rozumieć inność, akceptować siebie i ludzi wokół, a na mnóstwo rzeczy nie zwracać już uwagi. Kiedy podróżujesz i widzisz smutek, biedę, walkę o codzienność, to w Twojej głowie rodzi się dojrzałość, która trzyma Cię z dala od miałkich dyskusji i małostkowości. Nie ma w tobie już oburzenia, zniesmaczenia. Ale uwaga! Do tego trzeba dorosnąć, trzeba dużo się nauczyć o sobie samym i innych i trzeba mieć w sobie dużą otwartość. Nie taką populistyczną, o której mówi się w mediach, ale tą prawdziwą otwartość na drugą istotę ludzką. To wymaga empatii i siły, ale kiedy w końcu je zyskacie, to nie będziecie już musieli za nikim gonić, nikogo przekonywać ani walczyć o atencję. I to przekłada się dosłownie na wszystkie etapy życia.

Dziewczyny, kobiety, moje piękne i mądre – te które piszecie mi wiadomości o tym, jak inni potrafią Wam dokopać, jak niepewnie się czujecie, jak bardzo chciałybyście pokazać zdjęcie z wakacji w bikini, bo fajnie się czułyście i podobałyście sobie, ale boicie się że inni zmiotą Was z powierzchni ziemi. Ten wpis jest dla Was. JESTEŚCIE WYSTARCZAJĄCE.

Wiedzcie, że zawsze dla Was jestem. Poza widocznym światem social mediów dużo z Wami rozmawiam i odpowiadam na Wasze wiadomości. I nadal tu będę. Wspólnie wykorzystując prawo do bycia sobą, bycia z siebie dumną, z ciała, ducha, osiągnieć i sukcesów.

Peace & Love