Ladkah – pukając do drzwi Himalajów

Ladakh w indyjskim stanie Dżammu i Kaszmir, znany jako Mały Tybet ze względu na wspólne dziedzictwo kulturowe i religijne, jest mniej więcej wielkości Anglii, a populacja mieszkańców jest podobna do jednej z dzielnic w Hongkongu. Ten górski region położony w północno-zachodnich Indiach, pomiędzy główną granią Wysokich Himalajów a górami Karakorum jest wciąż miejscem mało znanym, nieskażonym masową turystyką. Jednym z tych, których odwiedzenie wymaga przygotowania i czasu, ale to czyni go absolutnie wyjątkowym.

Nazwa nie bez powodu pochodzi od słów od „la dags”, co oznacza „kraina górskich przełęczy”, bo niemal wszystko leży tu na wysokości powyżej 3000 m n.p.m. a większość górskich przejść, które trzeba pokonać podróżując po regionie, przekracza 5000 m. Słowem są to tereny dla wytrwałych, odpornych na trudny podróży i takich, którzy są w stanie dużo znieść w zamian za możliwość doświadczenia surowego piękna tej części świata.

Ta najbardziej wysunięta na zachód część Wyżyny Tybetańskiej jest uboga w roślinność, którą można zobaczyć jedynie w dolinach i na nawadnianych polach. Krajobrazowa odmienność od większości obszarów Indyjskich Himalajów spowodowana jest izolacją od wilgotnych mas powietrza i letnich monsunowych deszczy. Ladakh położony jest bowiem na północ od głównej grani Wysokich Himalajów, które stanowią barierę klimatyczną.

Znaczną część Ladakhu zajmują Góry Zaskar (Zanskar). Południowo-zachodnią granicę tworzy główny grzbiet Wysokich Himalajów. Śnieg oraz lodowce pokrywające szczyty gór topią się powoli wiosną i latem, tworząc strumienie i rzeczki. Na południu Ladakhu łączą się one w rzekę Zaskar (Zanskar). Jest ona głównym dopływem Indusu w regionie i tworzy rozległą dolinę. Kraina wokół niej – niegdyś osobne królestwo – nazywa się Zaskarem (Zanskarem), a jej główną miejscowością jest Padam (Padum).

W kontraście do surowego klimatu tych nieprzychylnych terenów, ich mieszkańcy są niezwykle gościnnymi i pogodnymi ludźmi. W większości domów i restauracji na ścianie wisi napis „Gość w dom – Bóg w dom”, obrazując otwartość i życzliwość dla drugiego człowieka. Większość mieszkańców Ladakhu to potomkowie Tybetańczyków, którzy przywędrowali na te tereny nieco ponad tysiąc lat temu. Posługują się językiem należącym do grupy języków tybetańskich, a religią większości z nich jest buddyzm tybetański. W obliczu chińskiej dominacji w Tybecie, Ladakh jest dziś jednym z najlepszych miejsc na świecie, w którym można poznać kulturę tybetańską w otoczeniu spokoju, uśmiechu i życiowego balansu, czyli wartości, które są jej trzonem.

Tu przyjeżdża się nie tylko dla widoków, ale przede wszystkim dla ludzi. Są ciepli, przyjaźni, nigdy nie odmówią pomocy, zainteresują się drugim człowiekiem. To jeden z najbardziej magnetycznych aspektów podróży do Indii.

Niewiele jest już takich miejsc na ziemi

Surowe górskie krajobrazy. Pustynie otoczone ośnieżonymi szczytami, a to wszystko poprzeplatane kolorowymi jak tęcza flagami modlitewnymi, które ożywiają często jednolity krajobraz. Z jedne strony wieje lodowaty wiatr, a z drugiej pali słońce. Nie ma roślin, nie ma zwierząt. Tylko czasami w dolinach można natknąć się na pasące się jaki. Pomimo tego, że mieszkają tu ludzie, ma się poczucie wiecznego, niekończącego się pustkowia.

Ladakh to region pełen kontrastów. Ogoleni mnisi wyłaniają się z olśniewająco białych klasztorów i mrużą oczy w przenikliwym świetle słonecznym. Te idylliczne scenki przerywane są w momencie, gdy któryś z nich wyciągnie z kieszeni iphona i zacznie dzwonić. Nie można się na to nie uśmiechnąć pod nosem. Globalizacji nie powstrzymają nawet ośnieżone himalajskie szczyty. Z jednej strony pełno tu buddyjskich klasztorów, a z drugiej to jedna wielka baza wojskowa strzegąca granic z Chinami i Pakistanem. I w tym wszystkim coraz szybciej napływający turyści. Ale specyficzni, skupieni na górach, trekkingach, przygodowym podróżowaniu. Choć Ladakh został częściowo otwarty dla turystów dopiero w 1974 roku, a niektóre jego odległe doliny nadal pozostają zamknięte i toczy się w nich tradycyjne życie, to turystyka kwitnie i przynosi wymierne korzyści ekonomiczne. W sumie w 2018 roku miasto Leh odwiedziło 327 366 osób, o 50 000 więcej niż w poprzednim roku. 

Choć Ladakh politycznie znajduje się w granicach Indii, trudno go asocjować z tym krajem. Nie uświadczy się tu tego totalnego ulicznego chaosu, nie pochłonie nas morze ludzi. Pomimo kilku miesięcy z wyższymi temperaturami, amplitudy w ciągu roku są duże. Poza sezonem letnim temperatury są niskie, co wpływa na sposób życia mieszkańców. Życie nie toczy się tu na ulicy w takim stopniu, jak na subkontynencie indyjskim. Żeby zbliżyć się do mieszkańców, przyjrzeć się ich życiu, nie wystarczy usiąść na chodniku i patrzeć. Trzeba zostać zaproszonym do ich świata, do domów, stać się na chwilę częścią ich codzienności. Nie jest to niemożliwe, bo właśnie home stays, czyli nocowanie w domach zwykłych ludzi, jest tu jednym z najpopularniejszych sposobów podróżowania. I jest absolutnie wspaniały, bo pozwala nawiązać więzi, lepiej zrozumieć i poczuć z czym wiąże się życie Himalajach. Zachód musi się wiele nauczyć od tradycyjnego stylu życia Ladakhi w zakresie zrównoważonego rozwoju, diety, wartości rodzinnych i ogólnego szczęścia. Niewiele jest już takich miejsc na ziemi.

Przyczółek Himalajów w Leh i baza startowa

Stolicą regionu jest miasto Leh, malowniczo położone w dolinie na wysokości ponad 3500 m n.m.p., pomiędzy pasmami Himalajów i gór Karakorum. Najłatwiejszym sposobem dostania się tu jest połączenie lotnicze z New Delhi. Minus polega na tym, że z poziomu zero zaledwie w godzinę trafiamy na dużą wysokość. Tak gwałtowana zmiana jest gwarantem choroby wysokościowej. Zatem za oszczędność czasu trzeba zapłacić swoją cenę. Jest jeszcze droga lądowa, ale do łatwych nie należy. Jedyne dwie drogi wiodące do serca regionu są otwarte tylko w okresie od czerwca do października, gdy śniegi topnieją na tyle, by uczynić przejazd możliwym. 475-kilometrowa podróż z Manali, w sąsiednim Himachal Pradesh, prowadzi podróżników pomiędzy ostrymi jak brzytwa szczytami i wysokimi przełęczami, w tym 5359-metrową przełęczą Khardung La, wzdłuż jednej z najwyżej utwardzonych dróg na świecie. Przeprawa trwa prawie trzy dni, ale gwarantuje za to nieziemskie widoki i możliwość stopniowej aklimatyzacji do zmieniających się wysokości.

Podróżowanie ma stać się jednak łatwiejsze od przyszłego roku dzięki ukończeniu tunelu Rohtang, transhimalajskiego przejazdu, który ma znacząco skrócić czas podróży i zapewnić całoroczną łączność z Ladakhiem. Długo oczekiwana linia kolejowa z Bilaspur do Manali i Leh, ukończona do 2022 roku, jeszcze bardziej otworzy dziewiczy region.

Oprócz świątyń, rynków i klasztorów Leh jest miastem do obserwowania i chłonięcia. Wszystko jest tu interesujące, a najbardziej – zwykłe codzienności. Spacer po niewielkich uliczkach, kupienie moreli od lokalnych sprzedawców na targu i wymieniana serdeczności, wypicie rozgrzewającej filiżanki herbaty z mlekiem jaka w jednej z małych kawiarni przy rynku. Rzeczywistość wciąga tu smakiem, zapachem, hałasem i kolorami.

Po kilkudniowej aklimatyzacji w mieście, obowiązkowej wizycie w Pałacu Królewskim i okolicznych buddyjskich klasztorach (nazywanych w tym regionie gompami), można wyruszyć na prawdziwe spotkanie z Himalajami. Leh jest idealną bazą wypadową na wszelkiego rodzaju górskie trekkingi. Opcji do wyboru jest tu całe mnóstwo. Od lekkich kilkudniowych wycieczek po niższych partiach okolicznych gór i noclegów w lokalnych wioskach, po kilkutygodniowe wyprawy dla zaprawionych w boju, które gwarantują doświadczenie Himalajów w ich najbardziej nietkniętej i oszałamiającej postaci, ale wymagają już przygotowania, sprzętu i przewodnika.  

Podróżowanie po Ladakh – adrenalina, wyzwania, bezkresne przestrzenie

Oczywiście Ladakh można też objechać samochodem, co daje możliwość dotarcia do jego odległych krańców i zobaczenia cudów natury. Natomiast nic nie przebije objechania Ladakhu na motocyklu, który – co to dużo mówić – daje nieorganiczne poczucie wolności i przestrzeni. Motocykl można wypożyczyć w kilku miejscach w Leh, bo trasa motocyklowa regionu jest uznawana za jedną z najpiękniejszych i najbardziej wyznaniowych na świecie. 

Wbrew pozorom Ladakh ma do zaoferowania całe mnóstwo atrakcji dla żądnych adrenaliny i wyzwań podróżników. Jedną z głównych jest rafting – w zależności od stopnia trudności – po rzece Zanskar lub po Indusie. Kilkugodzinny spływ pontonem dostarcza nie tylko emocji na najwyższym poziomie (dosłownie i w przenośni), ale też daje możliwość podziwiana krajobrazów z zupełnie innej perspektywy.  

Jeszcze większym wyzwaniem jest zjazd rowerem z przełęczy Khardung La, która do niedawna była uznawana za najwyżej położoną przejezdną przełęcz na świecie (choć jeśli spytać kogokolwiek z Ladakhu – będzie przekonywał, że nadal jest ona najwyższa i do tego najpiękniejsza na świecie – ich dumą narodowa jest absolutnie godną podziwu). Najnowsze pomiary pokazały jednak, że Khardung La znajduje się „jedynie” na 5359 m n.p.m., czyli ponad 200 m niżej od wysokości dumnie widniejącej na tablicy informacyjnej (ale kto by się wykłócał o 200 m).

Najbardziej znane przyrodnicze miejsca regionu wymagają kilku godzin jazdy samochodem po krętych, wąskich drogach, wjeżdżania na duże wysokości i niejednokrotnie przekraczania swoich barier cierpliwości, wytrzymałości i akceptacji nieplanowanych zdarzeń (jak np. utknięcie na przełęczy na ponad 5000 m na dwie godziny z powodu załamania się pogody i śnieżnej zadymy). Najlepiej zaplanować kilkudniowy off-road śladami cudów natury, począwszy od najwyżej położonego słonego jeziora w Indiach Leh Pangong Tso, które w sezonie przyciąga miłośników kina i Instagrammerów, chcących zobaczyć, gdzie została nakręcona ostatnia scena hitu Bollywood 3 Idiots (2009). Koniecznie też warto przejechać się przez spektakularną dolinę Nubra, gdzie latem pasą się jaki, a jedną z atrakcji jest safari na dwugarbnych wielbłądach Baktrian na wydmach wioski Hunder, niegdyś posterunku Silk Road. Jednak nie po to żeby jeździć, ale żeby podziwiać majestat tych zwierząt na tle ośnieżonych himalajskich szczytów.

Ciemna strona Ladakh

W 1928 roku brytyjsko-hinduski żołnierz i pisarz Martin Gompertz napisał o Ladakhu, że jest to rejon samowystarczalny, a miejscowi ludzie produkują wszystko to, czego potrzebują, za wyjątkiem herbaty. W podobnym duchu wypowiadają się o Ladakhijczykach mieszkańcy Kaszmiru, którzy ukuli powiedzenie (w wolnym tłumaczeniu): Ladakhijczycy jedzą sattu, noszą pattu i jeżdzą na tattu, gdzie sattu to mąka jęczmienna, pattu – wełniana odzież, a tattu – kucyki. Te opinie dają pewne wyobrażenie, jak bardzo proste pod względem materialnym było codzienne życie osób zamieszkujących ten wymagający teren.

Napływ turystów powoli zaczyna rozmywać obraz tradycyjnego, podporządkowanego kaprysom przyrody życia. Wymierne korzyści ekonomiczne pochodzące z turystyki dotyczą jednak tylko niewielkiej grupy organizatorów wycieczek, właścicieli hoteli i kupców, z których wielu pochodzi z innych miejsc w Indiach i przyjeżdża do Leh wyłącznie na sezon turystyczny.

Rolnicy, którzy stanowią większość mieszkańców, nie odnotowali poprawy warunków życia, a za to zostali zmuszeni do radzenia sobie z negatywnymi skutkami społecznymi, środowiskowymi i psychologicznymi zmiany gospodarki Ladakhu opartej na samowystarczalności na gospodarkę napędzaną przez rynek zewnętrzny.

Ladakh zdaje się nie być przygotowany na postępujące zmiany i wyzwania związane z okresowym, intensywnym napływem turystów. Szacuje się, że codziennie w Leh wyrzuca się 30 000 plastikowych butelek z wodą. Jak prawie wszystko inne, są przewożone w Himalaje z tysięcy kilometrów. Na nic zdają się być prośby i pouczenia, by przywiezione śmieci, które nie są biodegradowalne zabierać ze sobą z powrotem do New Delhi i tam wyrzucać, bo w Ladakh nie ma systemu sortowania i spalania. Choć w porównaniu do Indii subkontynentalnych czy Nepalu ulice jeszcze nie toną w śmieciach, to i tak można je zobaczyć wszędzie i zdają się narastać. Nawet gdzieś na pustkowiach, gdzie nie mieszkają nawet ludzie, na poboczach rozsypane są odpady, wyrzucane gdzieś po drodze przez przejezdnych.

Inny problemem są spaliny emitowane w ogromnych ilościach z samochodów stojących na biegu jałowym w korkach w Khardung La i innych wąskich gardłach na dużych wysokościach. Szokujący widok, gdy na tle krystalicznie czystego powietrza Himalajów gdzieś na górskich przełęczach unosi się czarna chmura spalin uniemożliwiająca oddychanie. Skutki globalnego załamania klimatu są coraz bardziej widoczne w ekologicznie wrażliwych Himalajach – wystarczy zapytać ich mieszkańców. Ladakhini mówią, że nigdy nie byli świadkami tak niespokojnych warunków klimatycznych. Błyskawiczne powodzie spowodowane krótkimi, ale silnymi ulewami są wystarczająco niepokojące. Jednak malejące opady śniegu i wynikając z tego susze mają poważniejsze implikacje długoterminowe. Przewiduje się, że lodowiec, od którego zależy Leh, całkowicie stopi się w ciągu pięciu lub sześciu lat, a hotelarze już wiercą odwierty w poszukiwaniu nieuchwytnych wód gruntowych. Brakowi wody nie pomaga pośpiech w modernizacji. Zastąpienie tradycyjnych suchych toalet zachodnimi systemami spłukiwania stawia większe wymagania, na przykład ograniczonym zasobom wody.

Jak ujął to inżynier i pedagog Sonam Wangchuk: If people from the big cities live simply, then people in the mountains could simply liveWszystko jest tu ze sobą połączone, jak efekt motyla. Nawet najmniejsza zmiana wpływa na to miejsce, które jeszcze wciąż walczy o pozostanie dziewiczym, nietkniętym, a przez to absolutnie wyjątkowym.

Zdjęcia, które oglądacie w tym wpisie są dziełem moim i Michała. 
Koniecznie też odwiedźcie zakładkę naszego wspólnego podróżniczego projektu EUROPA NA WEEKEND.
Close Menu