Jak zaplanować podróż w 11 krokach? (cz.1/2)

Jeśli chodzi o podróżowanie, to są różne sposoby na jego organizowanie. Jest wielu zwolenników ruszania przed siebie bez planu i z podejściem „zobaczy się na miejscu” lub „potem będziemy się martwić”. Oczywiście jest to jeden ze sposobów, który sprawdzi się zwłaszcza wtedy, gdy czas jaki mamy jest nieograniczony lub jesteśmy w stanie poświęcić komfort dla poczucia całkowitego oderwania. U mnie ten model się nie sprawdza. Głównie dlatego, że podróżuję bardzo dużo i bardzo często, realizując jednocześnie różne projekty. Gdybym wszędzie miała „iść na żywioł” to po pierwsze, nic bym nie zdążyła zrobić, a po drugie zamiast na miejscu cieszyć się pobytem, zajmowałabym się głównie planowaniem „co by tu dalej?”. Nazwijcie to nudą lub zachowawczością, ale dla mnie jest to po prostu efektywne podróżowanie :)

Przed każdą podróżą, niezależnie krótką czy długą, daleką czy bliską, trzeba wykonać te same kroki. Planowanie z początku wydaje się proste i oczywiste, ale im bardziej człowiek się w nie zagłębia, tym bardziej staje się ono czasochłonne i przytłaczające (jeszcze tyle trzeba ogarnąć!). Oczywiste rzeczy są często najważniejsze. Pozwólcie, że podzielę się z Wami kilkoma sprawdzonymi radami na temat efektywnego planowania każdego wyjazdu.

1. Wybierz kierunek

Pierwsza i najważniejsza rzecz. Marzy Wam się podróż. Pomysłów jest wiele: Kuba w rytmie salsy, białe plaże Tajlandii lub malownicza Toskania. Najlepiej wszystko naraz. Też tak mam. Skupmy się jednak na jednym konkretnym celu. Zastanówcie się, ile realnie macie czasu na taki wyjazd, odliczcie od tego czas potrzebny na dostanie się na miejsce (zwłaszcza przy bardzo odległych destynacjach). Czy to ma być jedno miasto (np. Rzym na weekend)? Czy dwutygodniowy urlop, zakładający intensywne przemieszczanie się (np. eksploracja Bali)?

2. Ustal termin

Termin ma znaczenie! I nie mówię tu tylko o aspekcie urlopu, na który pozwala szef. Wyobrażam sobie, że czasem trudno zgrać grafik w pracy z dobrym terminem wyjazdu do danego miejsca, ale w wielu wypadkach nie każdy termin nadaje się do pojechania do konkretnego kraju. Wtedy warto zastanowić się, czy dany kierunek w tym terminie jest dobrym pomysłem. Po pierwsze: jestem zwolenniczką omijania szczytu sezonu turystycznego. Nie tylko dlatego, że traficie na niewyobrażalne tłumy pod każdym zabytkiem, ciężko będzie znaleźć fajny nocleg, ale przede wszystkim dlatego, że ceny poszybują w górę, czasem o nawet 70-80%. Po co mielibyście przepłacać za miejsce, które miesiąc później będzie wyglądało tak samo, a będzie tańsze? Przykład: sierpień we Włoszech – to miesiąc odwiedzin nie tylko turystów z całego świata, ale i czas wakacji dla miejscowych. Słowem: tłumy i drogo. Za to już od września rodziny z dziećmi wracają na rozpoczęcie roku szkolnego, miejscowi są po urlopach i atmosfera mocno się rozładowuje :)

3. Sprawdź klimat

Kolejny aspekt to pogoda. O ile w Europie może przełożyć się to jedynie na konieczność zabrania szalika czy parasola, o tyle w tropikalnych destynacjach uwzględnienie pory suchej i deszczowej ma znaczenie dla przebiegu całej wyprawy. Zawsze sprawdzajcie w Internecie średnie temperatury i ilość opadów w danym miejscu (np. tu: https://weather-and-climate.com). Sugerowałabym jednak omijanie szczytu pory deszczowej, bo intensywne, wielogodzinne ulewy, mogą pokrzyżować Wasze plany. Dodatkowo w porze deszczowej zwiększa się liczba owadów przenoszących liczne choroby, a naprawdę jest to ostatnia rzecz, jakiej chcecie na wyjeździe! Z drugiej strony, podejdźcie do tego ze spokojem. Wykresy pokazują tylko średnie. Wybierając ciepłą i suchą porę, zwiększacie po prostu prawdopodobieństwo trafienia na sprzyjającą pogodę. Choć pamiętajcie, że to niczego nie gwarantuje, np. byłam w Nowej Zelandii w jej najcieplejszym miesiącu, a i tak lało i było 10 stopni. Raz też posłuchałam się rad z Internetu i nie poleciałam na Fidżi przez porę deszczową (a było wtedy 27 stopni i pełne słońce). No risk no fun mówią :)

4. Zaplanuj charakter podróży

Czyli co właściwie chcecie robić podczas wyjazdu? Czy zależy Wam na intensywnym zwiedzaniu? Jesteście fanami galerii i muzeów? Chcecie wypocząć i wygrzać się na plaży? A może to ma być aktywny wypoczynek i trochę przygód? Albo wszystkiego po trochu? Jeśli ustalicie swoje oczekiwania co do danego wyjazdu, łatwiej będzie Wam dostosować do nich swój plan podróży, budżet oraz potrzebny czas, by zrealizować wszystkie założenia. Ja np. lubię łączyć wszystkie aspekty i wypoczynek jest dla mnie tak samo ważny jak aktywność, poznawanie nowej kultury i nowe doświadczenia. Zawsze zaczynam od mojej listy „must do” marzeń, którą chciałabym zrealizować w danym miejscu i to jest mój punkt wyjścia do dalszego planowania. Na przykład, myśląc o Ameryce Południowej, wypisałam sobie listę miejsc i doświadczeń, które chcę odwiedzić/przeżyć np. Wodospady Iguazu. Potem zaczęłam sprawdzać, jak tam dotrzeć i co można zobaczyć po drodze. Jeśli brakuje Wam inspiracji, to Internet i inne blogi są kopalnią pomysłów i fajnym punktem wyjścia do planowania swojej idealnej podróży.

5. Wybierz transport

W zależności od tego jak daleko się wybierasz, masz różne opcje dotarcie do danego miejsca. Oczywiście może to być pociąg, autobus czy samochód. Ten ostatni daje dużą mobilność i możliwość decydowania, ale nie wszędzie nim dojedziemy. W przypadku dalszych kierunków, rozwiązuję to w następujący sposób. Na miejsce lecę samolotem (również w Europie) i  wypożyczam samochód z lokalnych wypożyczalni. Duże sieci wypożyczalni jak np. Hertz czy Avis mają już swoje punkty w większości rozwiniętych krajów. Samochód warto zarezerwować z wyprzedzeniem (wtedy mamy szansę na zniżkę) i ustalić jego odbiór z wypożyczalni na lotnisku (zawsze tam są).

Jeśli chodzi o loty, to niestety nie ma tu jednej zasady pozwalającej oszczędzić. Na pewno w sezonie (np. wakacyjnym) jest najdrożej. W okresach świątecznych (przed i po) też, ale z kolei w same święta np. Sylwestra jest już znacznie taniej. Ostatnio sprawdzałam lot do Buenos Aires i w Sylwestra cena była prawie 40% niższa, niż w pozostałe dni. Kombinujcie zatem :) Może podniebny Sylwester jest opcją?:)

Na pytanie: „Czy warto kupować z wyprzedzeniem?”, odpowiem, że często tak, jeśli chodzi o dalekie destynacje, np. loty na inny kontynent. Wtedy 2-3 miesiące wyprzedzenia robią różnicę w cenie. Natomiast w przypadku lotów w obrębie danego kontynentu, np. w Europie, bilety kupuję z tygodniowym wyprzedzeniem.

Bilety zawsze kupuję online np. na Skyscanner lub na stronach lokalnych przewoźników.

 

 

 

Jeśli chodzi o noclegi to zawsze mam żelazną zasadę, że pierwsze jedną lub dwie noce mam zarezerwowane z góry. Powód jest prosty. Po długiej podróży, często z przesiadkami i targaniem bagażu, nie mam siły ani ochoty wylądować w miejscu, którego nie znam (a często jest to środek nocy) i będąc zmęczoną, ciągając za sobą walizkę, ruszać na poszukiwania lokum. Wolę mieć komfort tego, że zaraz po przybyciu mogę liczyć na prysznic i wygodne łóżko. Uwierzcie mi, że taka drobna rzecz ułatwia i sprawia, że podróż nie zaczyna się od paniki, gdzie tu spać. Brak noclegu to ani wygoda, ani spryt, ani oszczędność. Szczególnie we współczesnym świecie, w którym zarezerwowanie noclegu online to pestka. Jeśli jednak wolicie sprawdzić osobiście Wasz nocleg, to proponuję mieć chociaż miejsce na pierwszą noc, a następnego dnia spokojnie, bez bagażu, rozejrzeć się po okolicy.

Do rezerwacji używam najczęściej dwóch narzędzi: wyszukiwarki Bookig.com, która ma ogromną bazę noclegów (głównie hoteli) w różnych przedziałach cenowych oraz Airbnb, który pozwala na wynajęcie pokoju, mieszkania, a nawet domu bezpośrednio od właściciela. Booking.com oferuje różne zniżki, gdy rezerwuje się z wyprzedzeniem, natomiast zaletą Airbnb jest kameralny charakter wynajmowanych miejsc.

 

Kolejna część już wkrótce!:)

Dajcie znać, czy te rady są dla Was pomocne :)

Close Menu