Różowe jezioro w Meksyku: HIT czy KIT?

Zdjęcie różowego jeziora, które wrzuciłam jakiś czas temu na Instagram wywołało jakieś szaleństwo :) Nikt się do tego nie chce przyznać, a i tak wszyscy uwielbiają różowy ;) Las Coloradas w Meksyku, które odwiedziłam podczas ostatniej podróży po Jukatanie sprowokowało wiele pytań – co, gdzie jak i czy warto, więc postanowiłam poświęcić mu oddzielny wpis.

Zacznę od tego, że nie było to moje pierwsze zetknięcie się z kolorem wody o tak intensywnym odcieniu. Pierwszą swoją kolorową lagunę zobaczyłam w Boliwii i zdecydowanie był to jeden z najpiękniejszych i oszałamiających cudów natury jakie widziałam (więcej o tym miejscu przeczytacie we wpisie o lagunach w Boliwii TUTAJ, do czego Was bardzo zachęcam).

Meksykańska Las Coloradas jest wciąż miejscem niszowym i dalekim od tłumu turystów. Nawet wielu miejscowych nie wie o jej istnieniu, co zapewne niedługo się zmieni. Na pewno wpływ na to ma jej położenie – dosłownie pośrodku niczego, co według mnie jest plusem, bo wciąż sprawia że jest to trochę taki ukryty skarb.

Las Coloradas leży na wschodnim krańcu półwyspu Jukatan w pobliżu małej, rybackiej wioski o tej samej nazwie i wchodzi w skład Rezerwatu Biosfery Ria Lagartos –największego obszaru mokradeł na wybrzeżu. Odwiedzając zatem lagunę, warto mieć na uwadze, że jest ona tylko częścią większego, fascynującego przyrodniczo, ekosystemu.

Rezerwat Ria Lagartos ma do zaoferowania cały przekrój krajobrazów – od lasów namorzynowych, rozgałęzionych ujść rzek, nadmorskich wydm, bagien i mokradeł po nietknięte plaże.

Różowe jeziora Las Coloradas (bo tak naprawdę jest ich kilkanaście, co widać dopiero z lotu ptaka) powstały w następstwie wydobywania soli, która jest jednym z głównych źródeł dochodu okolicznych mieszkańców. Obecnie wjeżdżając na teren rezerwatu, mija się po drodze ogromne kopce soli i zabudowę fabryki. To jest współczesny krajobraz, natomiast te tereny były wykorzystywane do produkcji soli już w czasach starożytnych Majów, dla których stanowiła ona ważny składnik diety, ale również utrwalacz żywności. Różnica polegała na tym, że wtedy odbywało się to w bardziej naturalny sposób i na mniejszą skalę. Słona morska woda zgromadzona w namorzynach przepływała na płaskie równiny tworząc na nich płytkie, solne laguny. Słońce powodowało parowanie wody, pozostawiając w nich jedynie sól.

Skąd bierze się różowy kolor?

Wbrew pozorom ten niesamowity kolor jeziora jest w pełni naturalny. Barwnikiem odpowiedzialnym za jego odcień jest czerwony plankton oraz skorupiaki z rodzaju Artemia. W wyniku parowania wody organizmy koncentrują się, co  wpływa na pogłębienie różowo-czerwonego koloru. To jednak nie koniec. Żywią się nimi flamingi, które masowo przybywają na te tereny, stanowiąc kolejną, różową atrakcję Las Coloradas.

Jak się do niego dostać?

Jest kilka możliwości dostania się do Las Coloradas, ale zdecydowanie niektóre są lepsze od innych. Ja dojechałam na motocyklu, jako że to był mój środek transportu podczas podróży po Meksyku.

Natomiast jeśli nie jednoślad to mocno rekomenduję Wam wypożyczenie samochodu, bo bez niego dotarcie na środek tego pustkowia będzie koszmarem.

Różowe jeziora Las Coloradas znajdują się około dwóch godzin od Valladolid i trzech od Cancun, więc praktycznie z każdego większego miasta będzie to mała wyprawa i kilka godzin spędzonych na dojazd, ale za to da się to ogarnąć w jeden dzień.

Na miejsce dostaniecie się kierując się na Rio Lagartos. Kilka kilometrów przed Rio Lagartos skręćcie w prawo i jedziecie za znakami na Las Coloradas. Po drodze będziecie mijać fabrykę soli oraz wyglądające na opuszczone miasteczko – ale to dobry znak!

Dla odważnych wspomnę jeszcze o opcji autobusu kursującego z Cancun do Rio Lagartos, ale ma on po drodze tyle przystanków, że podróż w jedną stronę szacowana jest na 7 godzin.

Ja lubię organizować i zwiedzać samodzielnie, ale jeśli ktoś z Was woli zorganizowany wypad, to znalazłam firmę z którą możecie zwiedzić Las Coloradas: Eco Tour.

Jak wygląda zwiedzanie Las Coloradas, czyli nie taka znowu różowa rzeczywistość

Polityka rządu Meksyku stawia na zatrudnianie jak największej liczby ludzi, aby minimalizować bezrobocie, co w obszarach takich jak turystyka przekłada się na ponadprogramową liczbę „przewodników”, z których każdy walczy o klienta i utrzymanie się na powierzchni. Efekty tego są absurdalne i widać to na przykładzie takiego miejsca jak Las Coloradas. Zanim jeszcze zdążyliśmy podjechać do bramy wjazdowej na teren jeziora, a na odcinku 100 metrów zaczepiło nas z 10 przewodników (np. jadąc równolegle z nami na skuterze) i proponując swoje usługi. Gdy podjechaliśmy pod wejście było tylko gorzej. Pod bramą stała armia przewodników, a chętnych do wejścia było jak na lekarstwo.

Szybko okazało się, że nawet jak nie chcesz przewodnika, to i tak musisz za niego zapłacić, bo jego oprowadzanie jest w pakiecie z biletem. I oczywiście działa tu już zasada konsekwencji, czyli jak przejechałeś taki kawał drogi, to już godzisz się na wszystko, bo szkoda ci straconego czasu. Klasyk. Tym oto sposobem wąsaty Meksykanin za 50 pesos (stawka ustalona odgórnie – to cena biletu za wejście) została naszym „przewodnikiem”, czyli: otworzył nam bramę, przeszedł z nami 50 metrów wzdłuż jeziora wypowiadając przy tym całe dwa przewodnikowe zdania: „Jezioro jest różowe bo jest w nim bakteria” oraz „Jak tu staniesz (z profesjonalnym wskazaniem palcem kawałka piasku nad wodą), to będziesz mieć dobre zdjęcie”. To by było na tyle. Istna komedia.

Jeszcze jakiś czas temu w różowym jeziorze można było się kąpać, natomiast obecnie jest to zabronione. Jeśli podejdzie się za blisko wody, to pan przewodnik bardzo się denerwuje i każe się odsunąć.

Gdzie zatrzymać się i gdzie zjeść w Las Coloradas?

Samo miasteczko Las Colradas jest bardzo małe, więc raczej nie znajdzie się tam nocleg ani porządna restauracja. Turyści, którzy przyjeżdżają tu np. na dwa dni zatrzymują się w Rio Lagartos oddalone o około 30 minut jazdy samochodem. Chyba najbardziej znanym i prawdopodobnie o najwyższym standardzie w okolicy jest hotel Villa de Pescadores. Inna, tańsza opcja to np. hotel Tabasco Rio.

Jeśli chodzi o restaurację to polecam Wam Los Negritos – wygląda niepozornie, ale krewetki w świeżych wiórkach kokosowych i zupa rybna były absolutnie genialne.

Czy warto jechać do Las Coloradas?

Zanim podejmiecie decyzję uwzględnijcie kilka aspektów. Po pierwsze intensywny różowy kolor to zasługa światła. Jezioro wygląda najbardziej spektakularnie w mocnym słońcu i przy bezchmurnym niebie. Jeśli pogoda jest idealna, to najlepiej oglądać je pomiędzy godziną 12 a 14. Przy zachmurzeniu lub innym kącie padania słońca efekt nie będzie już tak spektakularny.

Fakt jest również taki, że trzeba poświęcić kilka godzin na dojazd, więc rozważyłabym tę wyprawę, jeśli ma ona opierać się tylko na tej jednej atrakcji. Natomiast jeśli macie jezioro gdzieś po drodze to czemu nie.

Jeśli nie widzieliście nigdy podobnego miejsca i nie macie w bliskich planach różowego jeziora w Australii albo Laguna Colorada w Boliwii, to warto zobaczyć meksykańską wersję, bo na pewno jest to interesujące doświadczenie przyrodnicze.

Na koniec jeszcze wrzucam dronowy filmik:)

*** Odpowiadając też na Wasze częste pytania dotyczące drona, to używam  drona DJI Mavic Pro, więc wszystkie ujęcia z lotu ptaka, które widzicie na moim blogu i  w social media robię właśnie nim :)

Close Menu