Gdzie w Tajlandii spotkać szczęśliwe słonie

To prawdopodobnie najważniejszy tekst jaki napisałam na tym blogu. Nie tylko dlatego, że temat jest niesamowicie istotny, ale również dlatego, że spotkanie ze słoniem jest wydarzeniem absolutnie niezwykłym.

Jak pewnie wiecie z mojego innego postu (kliknij tutaj), przemysł słoni w krajach azjatyckich, takich jak Tajlandia czy Kambodża jest bardzo rozwinięty. Oznacza to, że w popularnych turystycznych miejscach można przejechać się na słoniu lub popatrzeć jak wykonuje różne cyrkowe triki (tańczy, maluje obrazki itp.). Stoi za tym całe mnóstwo marketingowych kłamstw, które mają na celu lepiej sprzedawać słoniowe atrakcje. Jednym z nich jest np. twierdzenie, że słonie są tak utalentowane, że potrafią namalować obrazek same z siebie. Czy naprawdę wierzycie, że dzikie zwierzę lubi malować kwiatki i drzewka, bo ma ochotę wyrazić swoją artystyczną duszę? Słonie są do tego zmuszane w bólu i strachu i tresowane miesiącami.

Jeżdżenie na słoniach to kolejna popularna atrakcja. Przejechanie się na grzbiecie tak ogromnego zwierzęcia jest niezwykle kuszące. I jakie możemy zrobić sobie genialne zdjęcie, prawda? Niestety ma to swoją ciemna stronę. Czy wiedzieliście o tym, że kręgosłup słoni nie jest przystosowany do dźwigania platform z ludźmi? Sprawia mu to ogromny ból i powoduje nieodwracalne zmiany w kręgosłupie. I tu pojawia się kolejny mit na temat tresury słoni. Popularne haki, które właściciele stosują tylko po to, aby “kontrolować” zwierzę. To trochę rozpraszające, gdy widzisz faceta, który dźga słonia po głowie tym hakiem, tak by ten szedł szybciej. Wtedy nabierasz podejrzeń i zaczynasz pytać o co tu chodzi. Słyszysz na to, że to nic złego i zwierzęciu nie dzieje się krzywda, bo jego skóra jest bardzo gruba, a on prawie nic nie czuje. Cóż, zgadnijcie co? Skóra słonia jest tak samo delikatna, jak skóra człowieka i każdy ukłucie, uderzenie czy kopniak bolą go dokładnie tak samo jak nas. Spróbujcie wyobrazić sobie swoją skórę w kontakcie z hakiem. I macie już odpowiedź, że coś tu jest nie tak.

Czemu o tym piszę? Ponieważ chciałabym pokazać wam alternatywną opcję zbliżenia się do tych przepięknych zwierząt. Jest takie miejsce, w który słonie traktowane są z szacunkiem i dbałością – Elephant Nature Park w Chiang Mai w Tajlandii.

Właściciele parku od lat ratują słonie z cyrków, z przemysłu leśnego (w którym zwierzęta pracują jako żywe dźwigi), czy z turystycznych atrakcji. Pomagają im w rehabilitacji i dają szansę na spokojne życie. Park jest też domem dla całej masy innych zwierząt, takich jak psy, koty, a nawet bizony. Można przyjechać do niego na jeden dzień lub zostać wolontariuszem na dłużej i pomóc w opiece nad zwierzętami.

Elephant Nature Park jest malowniczo położony w dolinie rzeki, w której kąpią się słonie, a wokół otoczony górami.

Przed swoją wizytą zrobiłam dokładny research na temat tego miejsca. Opinie były pochlebne, więc odważyłam się wybrać na jednodniową wizytę. Zarezerwowałam miejsce z wyprzedzeniem na stronie parku: http://www.elephantnaturepark.org. Wszystko było perfekcyjnie zorganizowane. Zostałam odebrana z mojego mieszkania w Chiang Mai i zawieziona do parku. Podróż trwała około godziny.

Dzień ze słoniami był dokładnie zaplanowany. Podczas wizyty można było nakarmić zwierzęta (nawet kilkukrotnie, bo są ciągle głodne!), co były chyba najprzyjemniejszym wydarzeniem. Słonie są nadzwyczaj delikatne, kiedy za pomocą trąby biorą z rąk kawałek arbuza.

Słonie uwielbiaaaaają arbuzy…
Słonie uwielbiaaaaają arbuzy…

Podczas wycieczki, przewodnik oprowadzający daną grupę przedstawiał poszczególne słonie i opowiadał ich historię, w większości przypadków tragiczną. Znaczna część słoni pracowała dla człowieka przez 20-30 lat w bólu i nieszczęściu. Park jest pierwszym miejscem w którym mogą odnaleźć choć trochę wytchnienia.

Po lunchu  (wegeteriańskim, bo pracownicy parku nie jedzą mięsa), przychodzi czas na kąpiel słoni. Oznacza to tyle, że słonie wchodzą do rzeki, a ludzie polewają je wodą.

Ups, prosto w oko... Przepraszam Panie słoniu!
Ups, prosto w oko… Przepraszam Panie Słoniu!

Kolejną rutyną dnia dla słoni jest kąpiel w błocie. Przezabawnie jest obserwować jak te ważące parę ton zwierzęta bawią się w w nim jak małe dzieci. Wyglądają wtedy na naprawdę szczęśliwe i ten widok jest wzruszający.

Błotna kąpiel :)
Błotna kąpiel :)
Wystarczająco brudny? :D
Wystarczająco brudny? :D

Nigdy wcześniej nie byłam tak blisko tak ogromnych zwierząt i nie miałam okazji ich dotknąć. To uczucie jest wspaniałe. Słonie są spokojne, delikatne i bije z nich niezwykła godność. Przyjemnością jest samo patrzenia jak komunikują się ze sobą i dbają o siebie nawzajem. Doświadczenie bliskiego spotkania ze słoniem było dla mnie bezcenne i zapamiętam je do końca życia.

Jeśli chcecie wydać pieniądze, zróbcie to dobrze i wesprzyjcie projekty jak ten. Życie w parkach jak Elephant Nature Park jest prawdopodobnie jedynym sposobem na godne życie dla wielu słoni.

Ale uważajcie! Niedaleko Chiang Mai jest kilka miejsc, gdzie można obejrzeć słonie. Wydają się być podobne, ale niestety nie są. W pozostałych zmusza się słonie do robienia sztuczek i wożenia turystów, więc dosłownie zapłacicie za tortury słoni.

I kiedy kolejny raz zobaczycie gdzieś słonia, poświęćcie minutę i przyjrzyjcie się mu bliżej. Pomyślcie. Obserwujcie. Czy widzicie łańcuchy na jego nogach? Rany wokół uszu? To powinno wystarczyć Wam, żeby wiedzieć, że coś jest nie tak. A jeśli to Was nie przekonuję, to spójrzcie mu w oczy. Oczy słoni pokazują wszystko. Smutek, ból, strach.

I na litość boską! Czytajcie recenzje w Internecie zanim zaplanujecie swój wyjazd! Są tysiące negatywnych opinii o popularnych miejscach ze słoniami. Są filmy dokumentalne o ich wykorzystywaniu i całe mnóstwo artykułów o tym drastycznym przemyśle.

Wybierzcie mądrze!

Podzielcie się dalej tym wpisem i pomóżcie mi promować odpowiedzialną turystykę i miejsca takie jak Elephant Nature Park :)

Close Menu