close
Refleksje

5 sposobów na to, żeby najeść się za darmo, będąc w podróży

Znacie takie wpisy? Mnóstwo jest dobrych rad, jakby tu i coby tu zrobić, żeby w podróży nie wydać ani grosza.

A zatem jakie są sposoby na to, żeby najeść się za darmo w podróży?

… nie znam, nie chcę znać takich sposobów i Ty też nie powinieneś! Dlaczego? Od kiedy to cokolwiek miałoby być za darmo!

Z przerażeniem obserwuję trend rodzący się wśród podróżników, który polega nie tyle na niskobudżetowym podróżowaniu (to zupełnie co innego i tego już nikt nie powinien oceniać), ale na kombinowaniu na prawo i lewo, jak tu najeść się za darmo, przejechać się za darmo pociągiem czy przespać na kempingu bez płacenia tak, żeby nikt nie zauważył.

Ile to wpisów krąży po Internecie z historyjkami typu „umieraliśmy z głodu, bo wszystko poszło na piwo i już nie mieliśmy siły iść, więc w końcu jacyś starsi państwo się nad nami zlitowali i dali nam trochę swojego jedzenia…”. Rozumiem, że w życiu bywają skrajne sytuacje, gdy zostanie się okradzionym i człowiek zostaje bez grosza przy duszy i wtedy jednorazowa pomoc kogoś życzliwego jest na wagę złota. Co innego również, jeśli ktoś z własnej woli zechce nas podwieźć, ugościć czy poczęstować. Potraktujmy to wtedy jako przyjacielski gest, a nie jako regułę. Jeśli jedzie się z przekonaniem, że tak ma być cały czas i oczekuje się od wszystkich wsparcia tylko dlatego, że chcemy sobie popodróżować, to coś już zaczyna być nie tak.

Skoro wiemy z góry, że nie stać nas na tą podróż, a na pewno nie stać na to, żeby mieć co zjeść, jest to chyba wystarczający znak, że na podróżowanie nie jesteśmy gotowi i potrzebujemy odrobinę więcej, niż samej chęci podbijania świata.

Ostatnio obserwowanym hitem podróżniczego kombinatorstwa jest wbijanie się (dosłownie, bo chyba inaczej tego nazwać nie można) do pięciogwiazdkowych hoteli z basenem na dachu. Oczywiście taki basen jest tylko dla gości hotelowych i w większości przypadków potrzebna jest do niego karta hotelowa. I tu zaczyna się festiwal pomysłów jak to obejść. Czytałam różne: od udawania, że jest się hotelowym gościem, po podłączanie się pod jakąś akurat wchodzącą na basen grupę. I chyba najbardziej żenujący: proszenie hotelowych gości, żeby pożyczyli swoją kartę albo wprowadzili na ten basen, ukrywając pod ręcznikiem. To szaleństwo idzie jeszcze dalej, bo można się dowiedzieć, że np. Chińczycy są mili i fajni, bo pomagają, a Amerykanie to chamy i buraki, bo się nie zgodzili. Czytam i nie wierzę własnym oczom! Nie dość, że ktoś łamie prawo, to jeszcze szerzy kulturowe stereotypy o byciu fajnym i mniej fajnym, w sumie zwalając winę za niemożliwość wejścia przez jakiegoś „formalistę”. Bezczelność na wysokim poziomie.

Wielu się udaje, wiadomo, my Polacy jesteśmy świetni w kombinowaniu i jeszcze uważamy to za naszą genialną cechę, z której warto być dumnym. Potem taki szczęśliwiec siedzi na tym basenie, wrzuca sobie selfie i wpis na forum, że właśnie wbił się na nielegalu, jest cudownie, a życie jest piękne i na końcu jeszcze motywacyjne zdanie w stylu „W życiu wszystko jest możliwe, trzeba tylko wierzyć w swoje marzenia i nie poddawać się”. Wprawdzie potem wkroczyła ochrona i skończyło się na posterunku, ale konkluzja była taka, że policjanci spisali raport, byli sympatyczni i w końcu puścili, więc było warto! Wiecie co jednak jest najsmutniejsze? Nie ta osoba, która oszukała, ale komentarze pod jej wpisami pełne wsparcia i podziwu za odwagę, kreatywność i „życie pod prąd”. Czy naprawdę upadliśmy już tak nisko, że podziwiamy ludzi, którzy po prostu oszukują i nie płacą? Czy to jest nasz współczesny wzór do naśladowania i autorytet dla młodych ludzi i podróżniczy przykład?

Część z tych ludzi jest bardzo młoda i może nie za bardzo rozumie, że to nie tylko jest nieuczciwe, ale po prostu żenujące i buduje fatalny obraz Polaków za granicą. Można by tu próbować tłumaczyć ich niedojrzałością, brakiem obycia itp. itd. Jednak to nie tylko licealiści tak myślą, ale jest też mnóstwo ludzi po 40., którym ten sposób myślenia jakoś nie przeszedł z wiekiem.

Ostatnio słyszałam historię, którą opowiadało 35-letnie małżeństwo z Warszawy, oboje pracujący w korporacji i świetnie zarabiający. Wybrali się na wyjazd do Singapuru, polecając go wszem i wobec, bo to ciepły kraj i ogólnie „fajny”, bo UWAGA – spokojnie można było spać przez tydzień na ławce w parku, bez wynajmowania hotelu. Trochę policja zganiała, ale ukryli się pod jakimś drzewem i dało radę. Ogólnie byli zachwyceni i dumni z siebie jak pawie, dając mnóstwo podróżniczych rad. Jak zatem nazwać tą sytuację w przypadku ludzi, których stać, a zachowują się jakby przymierali głodem? Czy to jest jakiś najnowszy trend i moda na podróżowanie będące przetrwaniem? Może to modnie pochwalić się potem w drogiej warszawskiej restauracji przy winie, jak to się wykiwało system? Czasem mam wrażenie, że ludzie już nie wiedzą czym na siebie zwrócić uwagę.

Czy we własnym kraju też śpisz w parku i prosisz przechodniów w swoim mieście, żeby dołożyli się do podróży do innej miejscowości? Pewnie nie wpadłoby Ci do głowy, aby to zrobić, to dlaczego jest to takie oczywiste w innym kraju?

Śledzę wiele blogów i wiele forów podróżniczych z całego świata i problem żebrania na podróże nie jest ewenementem. Ostatnio po Internecie krążył artykuł o młodych Brytyjczykach (a zatem obywatelach wysoko rozwiniętego i bogatego kraju), którzy gdzieś w Azji Południowo-Wschodniej siedzieli i z kartką prosili o wsparcie na jedzenie i podróżowanie. A prosili ludzi znacznie biedniejszych od siebie, którzy tam walczyli o byt, a nie o kolorowe wakacje życia. Nie to żeby chciało im się zrobić cokolwiek, żeby te pieniądze zarobić. Łatwiej  było siedzieć na ziemi, pić piwo i czekać, aż ktoś się ulituje.

Innym problemem są drobne kradzieże, które nie są uznawane widocznie za nic złego, raczej za „koszt podróżowania, który musi ponieść świat”. Podczas swojej podróży po Azji czy Ameryce Południowej nie raz spotykałam skrajne sytuacje walki z przyjezdnymi, które stosują miejscowi. Od przywiązanych do stołu sztućców (nagminnie wynoszonych z restauracji), po kartki w publicznych toaletach proszące o to, aby nie myć się w zlewie, albo w toalecie (prysznic jest obok, ale kosztuje np. dolara) i nie kraść mydła (w tym celu biedni lokalsi przywiązują je do kranu sznurkiem). Zdziwilibyście się, kto kradnie takie rzeczy – backpakerzy z bogatych krajów (inni tam nie jeżdżą). Wydaje im się, że są bardzo sprytni, bo jak zwiną mydło, to będą mieli na jedno piwo więcej.

Jeśli pretenduje się do bycia obieżyświatem i osobą, która wiele widziała i wie, to tym bardziej powinno się uwzględnić kulturowe i społeczne uwarunkowania miejsc do których się jedzie. Zwłaszcza przyjeżdżając z bogatej Europy i z kraju rozwiniętego i wcale nie biednego. Tak, tak, Polska nie jest biednym krajem w porównaniu do reszty świata. Jesteśmy w 20% najbogatszych krajów na świecie. Według międzynarodowych standardów jesteśmy klasyfikowani jako high-income economy. Oznacza to, że każdy z nas ma możliwość, żeby pieniądze zarobić. Trzeba się tylko trochę wysilić i dać coś z siebie, a nie tylko czekać, aż ktoś to za nas ogarnie. Przydałoby się mieć choć trochę wyczucia i nie prosić o finansowanie ludzi, którzy liczą każdy grosz.

Zastanawiam się, skąd w ludziach bierze się taki sposób myślenia i takie wygodnictwo. A potem pojawia się program Azja Express i mam odpowiedź. Bogaci, zblazowani celebryci z wywieszonym językiem biegają po najbiedniejszych krajach typu Laos czy Indie (czyli tam, gdzie ludzie naprawdę muszą przetrwać za kilka dolarów dziennie i każdego dnia modlą się, żeby coś się zmieniło) i próbują sobie wyżebrać byt w ramach zawodów i zabawy. Obecnie uznaje się, że dwa miliardy ludzi na świecie głoduje i żyje w nędzy, o której my w Polsce nie mamy pojęcia. A ktoś robi z tego show i maszynkę do nabijania pieniędzy. To jest po prostu niemoralne i uczy braku szacunku, zrozumienia i empatii. Nie idźmy tą drogą i nie wspierajmy swoim zachowaniem podobnych trendów. Podróżujmy wtedy, gdy stać nas, by móc zobaczyć czyjś kraj na własną rękę, za własne pieniądze i z szacunkiem i klasą, na jakie to miejsce zasługuje.

Ponadto nie zapominajmy, że żadne z nas nie jest samotną wyspą i nasze działania przekładają się na obraz Polaków na całym świecie. Czy naprawdę chcemy, aby patrzono na nas z nieufnością i zniesmaczeniem?

I oddzielmy grubą linią OSZUKIWANIE I KOMBINOWANIE od jeżdżenia ze skromnym budżetem. Bo podróżować niskobudżetowo a za darmo – to naprawdę robi różnicę. Zresztą znacie moje zdanie z innego wpisu na temat podróżniczego faszyzmu. Każdy może podróżować wedle własnych potrzeb i możliwości i innym nic do tego. Ale żebranie, spanie w parku pomimo tego, że jest to zabronione i włamywanie się na hotelowe baseny to już nie jest niski budżet, ale BRAK budżetu.

Weźmy się wszyscy do roboty i jeśli chcemy podróżować i zwiedzać świat to najpierw nauczmy się na to zarabiać.

Możecie się na mnie obrażać, ale w głębi serca wiecie, że mam rację i oszukiwanie jest po prostu złe.

52 komentarze

  1. Podpisuję się rekami i nogami. Świetny tekst z mądrą konkluzją. Oby więcej było takich! Podrawiam

  2. W końcu ktoś to napisał! Nie do pomyślenia jest dla mnie, że ktoś nie szanuje miejsca, które odwiedza i zachowuje się jakby nic go nie obowiązywało i dotyczyło. Totalnie zakłamana rzeczywistość. Super, że tworzysz tekst, które niosą ze sobą coś więcej, niż kolorowe zdjęcia i idealne podróże.

  3. Haha cudnie dobrany tytuł. Podoba mi się przewrotność :) A tak serio, to naprawdę dobry artykuł. Oby takie refleksje szły dalej w świat i dawały do myślenia. Pozdrawiam!

  4. No niestety w Polakach to kombinowanie jest bardzo głęboko zakorzenione. Przecież już w szkole ściąga się na klasówkach i egzaminach, przepisuje prace domowe od kolegów i kombinuje, jak robić tak, żeby się nie narobić. I to się potem przekłada na dalsze życie, także na podróże. Niestety nie mogę sobie wyobrazić w Polsce takiego poziomu zaufania, który jest w Stanach, gdzie zdarza się, że na kampingach pieniądze za nocleg zostawia się w kopertach, bo nie ma nikogo z obsługi. Dobrze, że o tym piszesz, jestem uczulona na tego typu zachowania.

    1. Fajnie, że jest więcej osób, które to dostrzegają i nie są obojętne. Może bark zgody i przyklaskiwania tego typu krętactwom jest pierwszym krokiem, żeby ludzie nie czuli się bezkarni, a młodsi czerpali z pozytywnych przykładów.

  5. Alleluja za takie wpisy! W końcu ktoś pisze otwartym tekstem o tym, co zamiata się pod dywan. Ludzie zupełnie nie mają wyczucia i myślą tylko o sobie. A media i programy telewizyjne tylko wspierają to żenujące podejście. Skąd w nas Polakach taka gloryfikacja przaśności, dziadostwa i kombinarostwa. Co za wstyd. Liczę, że pisanie o tym tak jak to zrobiłaś może coś zmieni. Pozdrawiam

    1. Dziekuję Antku. Ja mam nadzieję, że jak nie będziemy obojętni i nie będzie wsparcia dla takich zachowań, to ludzie może zaczną się zastanawiać zanim wyruszą w podróż w podobnym stylu :/

  6. Super wpis. Warto jednak dodać, że my, Polacy nie mamy sie aż tak bardzo czego wstydzić. Jeszcze 20 lat temu regularnie siedzieliśmy z suchą bułką na schodach jakiejś atrakcji turystycznej, dzisiaj czesto patrzymy z fotela w restauracji na bułki innych obywateli Europy. Więc to nie jest tylko przypadłośc naszych rodaków, ale ogólny trend.

    1. Tak, to właśnie jest niepokojące, że zrobił się z tego trend. I oczywiście się zgadzam. Jesteśmy bardzo uprzywilejowani i mamy coraz większe możliwości. Jak można tego nie chcieć wykorzystywać w cywilizowany sposób?

  7. Wiesz, to jest trochę tak, jak na ulicy. Wsyscy stoją grzecznie w korku, a jeden prostak prze po poboczu, nie szanując czasu innych. To nie jest chyba kwestia ogólnego trendu, tylko zawsze znajdą się jednostki, które należałoby zamknąc na klucz i nie wypuszczać na zewnątrz.

    1. Tak, masz rację. Szkoda tylko, że na podstawie jednostek są potem kształtowane opinie na temat całych grup, czyli np.Polacy-kombinatorzy.

  8. Oszukiwanie oczywiście jest złe. Ale spanie na dziko po lasach/ parkingach na uboczu/ parkach? Nie widzę, w tym nic złego jeśli zachowa się należytą czystość w danym miejscu.

    1. Zgadza się, dopóki to nie jest miejski park i nie goni cię po nim policja. O lasach nie dyskutuję, tu mamy zapewne całe mnóstwo różnych przykładów. Tu raczej podaję przykład spania na ławce w parku i chowania się po krzakach w miejscu, gdzie to nie jest mile widziane.

  9. Co prawda mam cztery kończymy, ale najładniej piszę prawa reką, zatem nią się podpisuję.
    Reszta kończyn skłąda podpis nieczytelny.
    Ale ad rem: kiedyś napisałem dość kompleksowy felieton o tym, za co podróżuję po świecie i skąd ja biorę pieniądze na podróże.
    Pasuje tu jak ulał, bo porusza a raczej uzupełnia ten sam temat.

    http://www.osmol.pl/2016/08/za-co-podrozuje-skad-wziac-pieniadze-podroze/

    PS.
    Proszę wybaczyć linkowanie do siebie, ale czynię to w zbożnym celu, bo może komuś się przyda.

  10. A jeśli podrózuję po Bałkanach autostopem, śpię pod namiotem tam, gdzie akurat mi wygodnie i dorabiam sobie, grając na gitarze w większych miastach to już jestem OSZUSTEM i KOMBINATOREM czy jeszcze nie?

    1. A wbijasz się o wielkich hoteli udając, że jesteś gościem? Kradniesz mydło ze stacji, żeby zaoszczędzić? Czy może prosisz ludzi, żeby kupili Ci bilet lotniczy? Czy jak gdzieś napisałam, że autostop, spanie pod namiotem czy dorabianie sobie jest oszustwem? Czytaj proszę ze zrozumieniem, zanim tekst odbierzesz jako atak na swoją osobę.

  11. Czyli to znaczy że na podróże mogą sovie pozwolić tylko ludzie bogaci ? A co z marzeniami ? Mamy się poddać tylko ze względu na brak środków bo np nie stać nas na środki transportu w danym kraju ? Nie każdy może sobie pozwolić na podróż na drugi koniec świata ze wszystkimi wyfodami, dlaczego więc lokalni mieszkańcy nie mogą nam pomóc? Widze że Pani nie musiała sobie odmawiać i dlatego brak jest tutaj spojrzenia z drugiej strony….

    1. Natalio po pierwsze, to kto powiedział, że można podróżować tylko w luksusie i ze wszystkim wygodami? I czy gdziekolwiek napisałam o poddawaniu się? Zacznijmy od tego, że nie poddawaniem się jest chociażby zarobienie pieniędzy. Nie powiesz mi chyba, że tego nie da się zrobić w kraju takim jak Polska? I nie myl proszę pomocy w postaci podwiezienia czy poczęstowania czymś ze staniem przez dwa tygodnie i zbieraniem na wakacje. A odnośnie mnie, to skąd możesz wiedzieć, że niczego sobie nie odmawiałam? Przecież mnie nie znasz i nie masz o tym pojęcia. Ciężko pracuję na swój sukces i podróże od 15 roku życia. Jestem w miejscu w którym jestem właśnie dlatego, że często sobie odmawiałam i odkładałam, albo rezygnowałam z przyjemności na rzecz pracy. Polecam Ci przeczytać mój artykuł o tym skąd stać mnie na podróże:http://travelandkeepfit.com/pl/2016/10/13/how-can-i-afford-travelling/ to może wtedy ugryziesz się w język, zanim kogoś pochopnie i krzywdząco ocenisz. Przejdź tą drogę co ja i wtedy próbuj oceniać, czy mam spojrzenie z dwóch stron. Pozdrawiam i życzę więcej wiary w otaczające możliwości.

  12. Dużo zależy od nastawienia. Podróżowanie stopem uważam za jak najbardziej ok, pod warunkiem, że wciąż jesteśmy wdzięczni za pomoc, a nie życzymy źle innym ludziom tylko dlatego, że się nie zatrzymali i nie pomogli. Przyjmowanie jedzenia też jest akceptowalne, kiedy ludzie nalegają lub naprawdę częstują, ale nie czują się w jakiś sposób zobowiązani żeby nas nakarmić. Niektórym wydaję się, że to że ich podróż jest tak piękne i godna podziwu, że każdy powinien bić brawo i sponsorować, a przecież dużo lepiej gdy ludzie stają się cześcią Twojej wycieczki na zasadzie jakiejś wymiany, a nie tylko z litości, na którą nie zasługujesz.

    1. I to jest piękne podsumowanie do którego się dołączam. Dziękuję za ten komentarz Joanno :)

  13. Wyznaję zasadę, że prawo, zakazy i niepisane zasady są po to aby je przestrzegać. Czasami możemy się z tym nie zgadzać, bo ograniczają naszą wolność, ale jak coś jest zakazane to należy to respektować. Zwłaszcza, gdy jedziemy do obcego kraju do innej kultury – musimy uszanować panujące tam obyczaje. Absolutnie zgadzam się z tym, że takie postępowanie jak opisałaś w poście powinno być piętnowane i wskazywane palcem jako niewłaściwe.

  14. Doskonały artykuł. Po pierwsze niesamowicie ważny temat o którym większość milczy, bo w Polsce jest przyzwolenie na dziadostwo. A jak ktoś spróbuje się sprzeciwić to dostaje po głowie. Mam wrażenie, że wciąż nie potrafimy podróżować z klasą i z kasą. Byle pojechać,przetrwać, zjeść cokolwiek. Tak jakby posiadanie pieniędzy na podróże było najgorszym, co możesz zrobić. I oczywiście podnosi się lament, ale to tym żeby się wysilić, pouczyć i coś potrafić, a potem zarobić to już nie łaska. Dzięki za ten tekst. Mam nadzieję, że wielu otworzy oczy.

    1. Dziękuję Ewelino. Ja też mam poczucie, że jak coś jest za darmo, wykombinowane to nazywa się do kreatywnością i przebojowością. Jak ktoś na to zarobi np. swoją cieżką pracą, wytrwałością i poświęconym czasem, to wtedy jest burżujem, któremu pieniądze poprzestawiały w głowie. I zaraz pojawia się zarzut, że nie każdy ma tak dobrze itp itd. Polacy mają spaczone podejście trzymania poziomu.

  15. Bardzo, bardzo dobry tekst. Gratuluję poruszenia tego tematu. Chyba nikt się wcześniej nie odważył :)

  16. I to jest pisanie o istotnych rzeczach, a jakaś papka! Po pierwsze te przykłady są przerażające. Zwłaszcza włamywanie się do hoteli i chwalenie się tym. Co ci ludzie mają w głowie?! A potem wstyd za granicą mówić po polsku! Pewnie wkurzyłaś mnóstwo ludzi pisząc, że mają się wziąć do roboty haha Ale co tu dużo mówić, tak dokładnie jest. Ludziom się nie nie chce i tylko narzekają, że na nic nie mają. A jak ich zapytasz, co w tym celu zrobili to robią wielkie oczy. Nie zosze gadania, że w Poslce to cięzko, nie ma pracy i nie każdy może miec pieniądze. Co za bzdury. Chyba nigdy wcześniej nie było łatwiej zarobić pieniędzy, niż obecnie! Do roboty! A nie dziadować :DDD Pozdrawiam!

    1. Dziękuję Sławku. Mam nadzieję, że nie wkurzyłam, tylko zasiałam ziarno do dalszych przemyśleń ;) A co do możliwości zarobienia pieniędzy – zgadzam się! Jets tyle sposobów, że aż wstyd prosić innych. Zwłaszcza jak jest się zdrowym, młodym i z rozwiniętego kraju :) Pozdrawiam!

  17. Brawo…za podsumowanie za przyklady za chec zebrania faktow i rozpowszechnienie. Rozumiem autorke doskonale i dziękuję ze zrobila to wcześniej niz ja :) martwi mnie tylko poklask dla takich praktyk podobny do poklasku jaki dostaja kolesie ktorzy opowiadaja jak to sie narąbali jak przecinaki wsiedli w samochod i jeszcze uciekali przed policją. A gawiedz sluchajac z otwartymi ustami wychwala ich bohaterskie czyny i nieudolnosc policji. No coz…sa turysci ale na szczęście są tez podróżnicy.

    1. Dziękuję Piotrze :) Mnie też to martwi i smuci, że ludzie uważają takie zachowania za osiągnięcie i powód do dumy.

      1. Rewelacyjny wpis :)Jestem tego samego zdania co ty, będę zaglądać do Ciebie częściej. Niestety poszanowanie prawa i posiadanie zasad moralnych nie jest ostatnio w cenie.

  18. O matko! Przyznam, że nie mialam pojecia o skali problemu cwaniactwa?! I jeszcze ani razu nie trafiłam na rady jak kombinować. To jest moocno szokujące!

    1. Cześć! jest jeszcze wiele innych sposobów. Wymyślenie ich zapewne zajęło sporo czasu, który można było np. na poświęcić na naukę jezyka i podniesienie swoich możliwości na zarabianie dobrych pieniędzy :)

  19. Zdziwił mnie tytuł… Ale na szczęście potem wszystko się wyjaśniło! Świetny, świetny wpis! Trzeba otwarcie przeciwstawiać się akceptacji tego typu zachowań, po komentarzach widać, jak wiele osób jest temu przeciwnych, skąd zatem panujące przekonanie, że rakie cwaniactwo jest cool? Najbardziej podobają mi się ci, którzy mówią, że oszczędzają w życiu, by potem w podróży mieć finansowy zapas, na przykład by spróbować lokalnej kuchni. Mam nadzieję, że niedługo dzięki takim głosom jak Twój uda się przywrócić postrzeganiu podróżowania właściwie proporcje – jako swego rodzaju „przywilejowi”, na który zasłużylo się pracą, a nie kolejnej okazji do złodziejstwa.

Napisz komentarz

5 + 1 =