Przyrodnicza idylla – trek nad jezioro Seebensee w Tyrolu – praktyczne wskazówki

Nowy rok zaczynam pięknie z fenomenalnym miejscem przyrodniczym – must see w Tyrolu i najpiękniejszy treck jaki zrobiliśmy z Michałem ze @snapshotsbymb podczas ostatniej wizyty w Austrii, szukając najlepszych miejscówek na krótki wypad Europa na weekend.

Treck nad jezioro Seebensee jest idealny pod każdym względem – nie za długi, z powalającymi widoki pod drodze i nagrodą czekającą na końcu. Samo jezioro leży między górą Vorderer Tajakopf na wschodzie, Vorderer Drachenkopf na południu i Ehrwalder Sonnenspitze na zachodzie. Dzięki jasnej turkusowej wodzie i fantastycznemu otoczeniu jest uważane za jedno z najpiękniejszych jezior w Tyrolu i całkowicie się z tym zgadzam. Latem można się też w nim wykąpać, co jest dodatkową atrakcją. Bardzo polecam Wam tę miejscówkę!



Jak dostać się do Seebensee i Drachensee z Monachium

 1.     Pociągiem   

Krok 1  Szukając rozkładu jazdy pociągów, Waszym miejscem docelowym będzie Ehrwahld Zugspitzebahn. Dzień będzie długi, więc wyjazd zaplanujcie na wczesny ranek. Polecam Wam skorzystać z regionalnych przejazdów i jednodniowych opcji biletowych: Bayern Ticket, które pozwalają poruszać się swobodnie po regionie. Więcej informacji o tych biletach znajdziecie tutaj: Bayern-Ticket. Czas przejazdu z Monachium do Ehrwahld Zugspitzebahn to 1 godzina 45 minut. 

Krok 2  Od Ehrwahld Zugspitzebahn do Ehrwalder Almbahn Talstation Od stacji pociągu Ehrwahld Zugspitzebahn  do stacji kolejki linowej są 3,6 km. Przejście na piechotę zajmuje ok. 45 minut. Możecie też podjechać autobusem (pamiętajcie, że za bilet autobusowy trzeba zapłacić osobno).    

2.     Samochodem  

To jest opcja, która ja wybrałam będąc w Tyrolu, po daje najwięcej swobody i możliwości przemieszczania się. Polecam Wam wypożyczyć samochód poprzez portal Rental Cars, który jest wyszukiwarką różnych firm i daje możliwość porównania cen. Ja swój samochód zarezerwowałam z dwutygodniowym wyprzedzeniem i odebrałam na lotnisku w Monachium zaraz po wylądowaniu. Jeśli chodzi o parkowanie w okolicach szlaku, to przy stacji kolejki liniowej Ehrwalder Almbahn znajduje się duży, bezpłatny parking, więc nie będziecie mieć problemu z zostawieniem na nim samochodu na kilka godzin.  

Gdzie zacząć trek?

Są dwie opcje rozpoczęcia tego szlaku. Pierwsza to wjazd kolejką linową Ehrwalder Almbahn do schroniska Ehrwalder Alm, co znacznie skróci drogę, a przy okazji jest szansa pooglądać widoki. Bilet w jedną stronę kosztuje 12 €, a bilet w dwie strony 17 €. Ważne jest to, że ostatnia kolejka linowa zjeżdża w dół o godzinne 16:30. Jeśli zatem chcecie obejrzeć zachód słońca nad jeziorem, to z powrotem będziecie musieli wracać piechotą. Zejście od stacji kolejki zajmuje około 1 godziny 30 minut.

Od stacji kolejki idzie się płaską ścieżką w dolinie. Później przechodzi ona na przeciwległe zbocze i pnie się w stronę lasu Seebenwald (to krótkie wejście – kierujcie się znakami na „Seebenalm”).  Następnie trasa prowadzi dalej szerokim szlakiem przez las Seebenwald i obok „Ganghofers Rast” lub, dla jeszcze bardziej spektakularnych widoków, wąskim szlakiem w kierunku jeziora Seebensee. Wraca się tą samą trasą. 


A co jeśli chce się iść dalej?

Od jeziora Seebensee  można kontynuować trasę do chatki Coburger Hütte, co zajmuje około 40 minut. Z tego miejsca rozpościera się widok na kolejne, piękne górskie jezioro – Drachensee. Wraca się tą samą trasą.


Wskazówka dla fotografów i nie tylko!

Zdjęcia które widzicie w tym wpisie zrobiliśmy o zmierzchu i to jest najlepsza pora na fotografię w tym miejscu, o wschodzie musielibyście robić zdjęcia pod słońce. Jeśli zatem zależy Wam, żeby pofotografować i uzyskać taki efekt to polecam wyruszyć na szlak po południu. Plusem jest to, że będziecie szli pod prąd, bo wtedy wszyscy już wracają, a po dojściu nad jezioro najpewniej będziecie mieli je tylko dla siebie. Warto poszukać sobie dobrego miejsca na brzegu jeziora naprzeciwko góry i po prostu poczekać. To w jaki sposób w ciągu 1,5 godzin zmienia się krajobraz i światło – od tzw. „golden” do „blue” hour jest niebywałym spektaklem. Góra wydaje się płonąć od padającego na nią światła, a potem powoli gasnąć w mroku. I za każdym razem wygląda inaczej. Jeśli będzie Wam sprzyjać pogoda, to zobaczycie jej idealne odbicie w tafli jeziora, tak że percepcja gubi się co jest rzeczywistością, a co tylko refleksem. Niesamowite miejsce.

Jeśli zostaniecie do zmierzchu, to będziecie wracać już po ciemku. My tak zrobiliśmy. Nie jest to niebezpieczne, bo to nie jest trudna trasa i w większości wiedzie szeroką leśna drogą, ale weźcie ze sobą czołówki – bez nich się nie obejdzie. Swoją drogą – nocne niebo w takim miejscu przy zerowym świetle to dopiero jest obłęd. Nocny powrót był wisienką na torcie tej trasy.



Zdjęcia, które oglądacie w tym wpisie są dziełem moim i Michała. Wierzymy w efekt synergii i dlatego połączyliśmy siły podczas tej podróży. Mamy nadzieję, że będzie to inspiracją do Waszych europejskich wypadów.