Są miejsca w moich podróżach, które pozostają ze mną na długo. Jednym z nich jest Grecja. To właśnie tam lato zdaje się rozkwitać dokładnie tak, jak powinno. Światło jest cieplejsze, zwykłe posiłki przeradzają się w uczty, morze wydaje się niewiarygodnie błękitne i nawet najkrótsze chwile warte są zapamiętania. Można spędzić dzień na żeglowaniu, odkrywaniu „białych” wiosek, kąpielach w ukrytych zatoczkach lub… nie robić nic – a i tak każda wersja dnia wydaje się idealna.
Być może właśnie to kocham w Grecji najbardziej. Nie trzeba tu realizować skomplikowanego planu, by spędzić piękne wakacje. Kraj zdaje się delikatnie przypominać, że szczęście można znaleźć w bardzo prostych rzeczach: słonej skórze, stole przy wodzie, cichym poranku, dojrzałych pomidorach, ciepłym chlebie i dźwięku cykad, gdzieś za tarasem.
Moja podróż na Paros zebrała wszystkie te odczucia w jednym miejscu.
Choć wyspa często kojarzona jest z tętniącymi życiem miasteczkami, modnymi restauracjami i turystyczną mekką, ja odkryłam inną stronę Paros – wieś Aliki w południowo-zachodniej części wyspy. Spokojniejszy i bardziej autentyczny zakątek, w którym życie codzienne zdaje się wciąż toczyć w rytmie morza.
To właśnie tam znajduje się Votsalakia Villas, miejsce które na kilka dni stało się moim prywatnym domem na Cykladach.
Spokojne południe Paros
Lot z Aten na Paros liniami Aegean Airlines trwa zaledwie 40 minut. Cyklady z góry wyglądają jak rozsypane po Morzu Egejskim blade kamienie, otoczone prawie wszystkimi odcieniami niebieskiego, jakie można sobie wyobrazić. Po wylądowaniu wita nas typowo grecki krajobraz: wzgórza, białe domy, gaje oliwne, kręte drogi.
We wsi Aliki nadal panuje spokojna atmosfera, coraz rzadsza na Cykladach. W porcie nadal łagodnie kołyszą się łodzie rybackie, wokół unosi się zapach dzikich ziół, bugenwille spływają kaskadami po białych ścianach domów, mieszkańcy pozdrawiają każdego przechodnia, a wieczory płyną leniwie.
Tuż za wioską znajduje się moja baza pobytowa – Votsalakia Villas – eleganckie, nadmorskie rezydencje. To nie jest zwykłe miejsce noclegowe, to przestrzeń specjalnie stworzona z myślą o spokoju, świetle i przestrzeni.
Mimo że wille znajdują się kilka kroków od kamienistej plaży, udało się zachować prywatność. Panuje tu atmosfera wyciszenia – bez hałasu, bez presji, tylko ty, architektura, wzgórza i morze. Miejsce jest odosobnione, ale nie odizolowane, tętniące zżyciem Aliki jest tuż obok.
Lavender Residence – mój grecki dom na Paros
Mieszkałam w Lavender Residence, największej willi w Votsalakia. Rezydencja zachwyca przemyślanym, nowoczesnym designem i komfortem wypoczynku. Biała, cykladzka architektura pięknie odbija naturalne światło w ciągu dnia, a użyte naturalne materiały wprowadzają ciepło i przytulność. Wszystko wydaje się dokładnie przemyślane. Lavender Residence ma w sobie wyrafinowaną prostotę, kojarzącą się z najpiękniejszymi greckimi domami: białe powierzchnie, ciepły kamień, starannie dobrane detale i wnętrza wypełnione światłem słonecznym. Wszystko wydawało się stworzone, by budzić poczucie spokoju.
Jest w niej miejsce na wspólne spędzanie czasu, są też zakątki, gdzie można odetchnąć w ciszy. Płynne przejście między przestrzeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi sprawia wrażenie, że budynek zaprojektowano w zgodzie ze światłem i klimatem wyspy.
Willę otacza śródziemnomorski ogród z drzewami oliwkowymi, ziołami i roślinami naturalnie tu rosnącymi. Nie jest on przesadnie uporządkowany, dzięki czemu razem z budynkiem doskonale wpisuje się w krajobraz.
Kompleks Votsalakia składa się z pięciu odrębnych rezydencji. Panuje tu poczucie przestrzeni, ciszy i ekskluzywności, które trudno znaleźć w większych hotelach.
Krótki spacer dzielił mnie od plaży, na którą wracałam o różnych porach dnia: rankiem, kiedy wszystko było jeszcze spokojne, popołudniem, gdy światło stawało się złote i wieczorem, gdy woda przybierała głębokie odcienie błękitu.
Lenie poranki i rytm wyspy
Poranki na Paros stały się jednymi z moich ulubionych pór dnia w czasie całego pobytu. Nie było żadnej presji. Budziłam się powoli, parzyłam kawę i wychodziłam na zewnątrz, w cichą, przyjemnie ciepłą przestrzeń willi. Powietrze niosło ze sobą niepowtarzalny, śródziemnomorski zapach – nagrzany słońcem aromat roślin i morza. Śniadanie nigdy nie było pośpieszne. Często zmieniało się w długą, spokojną chwilę na tarasie, podczas której wyspa powoli budziła się.
Jedną z rzeczy, które ceniłam w Votsalakia Villas najbardziej, była możliwość istnienia w różnych rytmach. Niektóre dni spędzałam w całkowitej ciszy, w inne miałam ochotę na odkrywanie wyspy. Właśnie taki luksus cenię sobie najbardziej podczas podróży. Nie zawsze bowiem chodzi o przepych. Czasem prawdziwym luksusem jest możliwość posiadania prywatności i ciszy, tak by usłyszeć wiatr poruszający się w ogrodzie, picie kawy bez pośpiechu, wyjście na zewnątrz i poczucie, że cały poranek należy tylko do ciebie. I takie właśnie uczucie daje Lavender Residence.
Nawet w dni pełne wyspiarskich przygód powrót do willi zawsze był jak powrót do domu. Mogliśmy popływać, wziąć prysznic, odpocząć, edytować zdjęcia lub usiąść na zewnątrz przed kolacją. Willa nie była osobnym elementem pobytu na Paros — kształtowała sposób, w jaki doświadczałyśmy całej wyspy.
Wieczory w Parikii i restauracja Mario’s
Pierwszy wieczór na Paros spędziłam w Parikii, stolicy wyspy i jej głównym porcie. Tętniące życiem miasto, wąskie uliczki zachęcające do wędrówki, białe domy z niebieskimi okiennicami, a wszędzie ślady historii wyspy. Gdy słońce zachodzi, wszystko się zmienia. Uliczki wypełniają się stolikami, miękkie światło odbija się od murów, a atmosfera staje się niemal baśniowa.
Kolacja w restauracji Mario’s w Parikii stała się częścią tego doświadczenia. Grecka kuchnia zawsze wydaje się głęboko związana z danym miejscem i tutaj było podobnie – świeże składniki, prosta forma przygotowania i smaki, które nie potrzebują wyjaśnień.
Greckie jedzenie to nigdy nie są tylko dania na stole. To tempo wieczoru, rozmowy, wspólne talerze i sposób, w jaki posiłek naturalnie rozwija się przez kilka godzin. Świeżość składników, prostota smaków i swobodna atmosfera przypomniały mi, dlaczego jedzenie jest tak istotną częścią podróży po Grecji. Jest w tym coś mistycznego – owoce morza, warzywa dojrzewające pod cykladzkim słońcem, zioła, oliwa i lokalne wino smakują tutaj o wiele pełniej.
Gdy wróciłam do Votsalakia, posiadłość była cicha, a nocne powietrze przyjemnie chłodne. Był to jeden z tych wieczorów, kiedy zasypia się przy otwartych oknach, czując, że lato naprawdę się zaczęło.
Plaża Faragas i sens lata
Następnego dnia udałam się do Faragas Beach. Z samego rana, zanim miejsce stało się zatłoczone, zajmując miejsce tuż przy wodzie. Wczesne godziny to najlepszy czas, morze jest spokojne, a słońce nie oślepia.
Faragas położona jest w chronionej zatoce. Przejrzysta woda zmienia kolory od turkusu, przez srebro, po głęboki błękit, w zależności od światła. To taka plaża, na której planujesz krótki pobyt, a zostajesz znacznie dłużej. Pobyt upłynął na pływaniu, wylegiwaniu się na słońcu, rozmowach i obserwowaniu pojawiających się w oddali łodzi. Właśnie dlatego uważam, że Grecja jest idealnym kierunkiem na lato. Piękny dzień tutaj nie musi być skomplikowany. To miejsce samo w sobie tworzy nastrój.
Na lunch zatrzymałam się w restauracji Barbarossa, gdzie nadal czuje się zapach plaży. Nadmorski posiłek w Grecji ma własny rytm. Przybywasz z mokrymi włosami i skórą nagrzaną słońcem, zamawiasz więcej dań, niż planowałaś, i pozostajesz znacznie dłużej, niż myślałaś, że będziesz. To był właśnie jeden z tych idealnych, letnich dni, kiedy nic nie jest zaplanowane, a wszystko wydaje się dokładnie takie, jakie powinno być.
Żeglowanie między Paros a Antiparos
Jedno z najbardziej pamiętnych doświadczeń podróży zaczęło się zaledwie kilka kroków od Votsalakia. Z Aliki popłynęłam z The Sailor’s Ride luksusową łodzią De Antonio D42 w stronę Antiparos.
Widok Cyklad z wody zupełnie zmienia sposób, w jaki je postrzegasz. Z lądu wyspy wydają się solidne i odrębne. Z morza stają się częścią jednego, ciągłego krajobrazu – skaliste wybrzeża, blade plaże, ukryte zatoczki i białe wioski pojawiające się w oddali. Gdy zostawialiśmy Aliki w tyle, Paros stopniowo zaczęła zmieniać swój kształt. Wzdłuż wybrzeża pojawiały się ciche zatoczki, woda w niektórych miejscach była tak przejrzysta, że wydawało się, jakby świeciła od spodu. Antiparos ma łagodniejszą linię brzegową, słynie z ustronnych plaż, doskonałych miejsc do pływania i krystalicznej wody.
Godziny spędzone na łodzi mijały szybko. Pływałam, obserwowałam wybrzeże i cieszyłam się tym wyjątkowym poczuciem wolności, które daje tylko morze latem. Każda wyprawa żeglarska ma taki moment, gdy silnik gaśnie, łódź uspokaja się i cisza przejmuje kontrolę. Słychać tylko wodę uderzającą o kadłub. To była jedna z najbardziej bajkowych chwil całej podróży.
Kolacja w porcie Aliki
Tym razem wieczór spędziłam blisko domu, zjadłam kolację w restauracji Mouragio Fish, w malowniczym porcie w Aliki. Po zachodzie słońca wioska staje się wyjątkowo klimatyczna. Łodzie rybackie odpoczywają sobie w porcie, stoliki restauracyjne zapełniają wybrzeże portowe, a światła nadbrzeża migoczą na tafli morza.
Restauracje oferowało dokładnie takie otoczenie, jakie mam nadzieję znaleźć na greckiej wyspie: swobodne, lokalne i bezpośrednio związane z wodą. Greckie rodziny się zasiadają w licznych tawernach, robi się gwarno, słychać dźwięk sztućców, nozdrza drażnią rozkoszne zapachy grillowanej ryby, granica między podróżnikiem a zwykłym życiem wyspy powoli zaciera się.
Joga w ogrodach Votsalakia
Nie wyobrażam sobie, że nie znalazłabym czasu na wellness podczas podróży. Przyszedł w końcu moment na jogę w ogrodach willi pod okiem certyfikowanej instruktorki Korallii.
Gdy największy upał zaczynał słabnąć, ćwiczyłyśmy wśród śródziemnomorskich roślin otaczających willę. Powietrze niosło zapach ziół i ciepłej ziemi, a światło stawało się coraz delikatniejsze. W Votsalakia sesja wydawała się całkowicie zintegrowana z otoczeniem. Nie było ścian studia ani oddzielenia od krajobrazu. Ogród, lekki wiatr i zmieniające się światło stały się częścią praktyki.
Prywatna kolacja w Lavender Residence
Ostatni wieczór spędziłam w willi przy prywatnej kolacji przygotowanej przez profesjonalnego szefa kuchni z I Am Your Chef. Po kilku dniach odkrywania Paros, wydawało się naturalne, aby zakończyć podróż właśnie w Lavender Residence.
Pojawienie się prywatnego kucharza całkowicie zmienia willę. Taras staje się własną restauracją, po kolacji nie trzeba nigdzie wracać. Posiłek jest celebrowany, rozmowy toczą się bez pośpiechu. Czas staje w miejscu. Mogłam cieszyć się jedzeniem, rozmawiać o podróży i obserwować, jak wieczór powoli otacza ogród.
Takie posiłki szczególnie zapadają w pamięć, ponieważ łączą dwie największe przyjemności pobytu w willi – prywatność i poczucie miejsca. Nie jesteś oddzielona od destynacji, jesteś w niej zanurzona, ale możesz doświadczać jej całkowicie na własnych warunkach.
Dlaczego warto zatrzymać się w Aliki?
Wielu odwiedzających Paros od razu przyciąga Naoussa lub Parikia. Oba miejsca są piękne i warte zwiedzenia, ale Aliki oferuje coś całkiem innego. Jest to miejsce dla podróżników, którzy chcą poznać wyspę, nie będąc otoczonymi tłumem. Wioska zachowuje atmosferę tradycyjnej, rybackiej społeczności, a jednocześnie oferuje świetne tawerny, plaże i łatwy dostęp do aktywności. Jej położenie na południu wyspy pozwala na korzystanie z przepięknych plaż w i żeglowanie w stronę Antiparos.
Z Votsalakia Villas do Aliki jest niedaleko, więc można łatwo się tam dostać, a jednocześnie wille pozostają spokojne i prywatne. Możesz zjeść kolację przy porcie, wrócić spacerem pod wieczornym niebem i obudzić się następnego dnia w całkowitej ciszy.
Dla par, rodzin, grup przyjaciół czy każdego, kto szuka spokojniejszej wersji Paros, ta część wyspy jest wspaniałym wyborem.
Paros we własnym rytmie
Paros pokazała mi wiele swoich obliczy: była tętniąca życiem Parikia, spokojna Aliki, przejrzysta woda Faragas, otwarte morze między Paros a Antiparos, wiejski krajobraz Mesovounia oraz ogrody Votsalakia o zmierzchu.
Wyspa nigdy nie przytłacza, za to oferuje wystarczającą różnorodność, pozwalającą wypełnić każdy dzień, ale nie wymusza tego. To jeden z powodów, dla których Grecja pozostaje, moim zdaniem, idealnym miejscem na wakacje.
Uczucie, które zabrałam do domu
Kiedy teraz myślę o Paros, nie myślę w kategoriach planu dnia czy aktywności. Myślę o świetle.
Poranne światło na tarasie, słońce odbijające się od morza, złote wieczory w Aliki. Cisza w willi. Uczucie soli na skórze po kąpieli w morzu. Poczucie spokoju, kiedy nie trzeba się spieszyć. Grecja zawsze daje mi te odczucia, a Paros dała mi je w jednej z najczystszych form.
Dla każdego, kto marzy o ucieczce na grecką wyspę, która jest jednocześnie piękna i prawdziwa, ta część Paros jest dokładnie takim miejscem: spokojna, elegancka i mocno związana z morzem. Miejscem, gdzie lato po prostu ma sens.


