close
ChorwacjaModa

Spacer po Splicie i stylizacja z czerwoną sukienką

Jeśli miałaby wybrać moje ulubione miasto w Chorwacji, byłby to Split. Uwielbiam je za to jak historyczna architektura wtopiła się w nowszą zabudowę, tworząc przy tym wyjątkowy miks historii i nowoczesności. To jedno z tych miast w którym samo bycie i przechadzanie się wąskimi uliczkami jest magiczne i zaczarowuje swoją atmosferą.

Podczas mojej ostatniej wizyty w Chorwacji odwiedziłam Split na jeden dzień, ale te kilka godzin wystarczyło, żeby na nowo mnie zachwycił i sprawił, że znów chciałabym do niego wrócić i napić się kawy na nadmorskiej promenadzie, popatrzeć na zachodzące słońce z widokiem na miasto i góry, a w nocy wyrwać się na przechadzkę pośród pięknie i tajemniczo oświetlonych białych murów.

Jeśli nie byliście jeszcze w Splicie, to dziś chciałabym zabrać Was na spacer jego uliczkami. Mam nadzieję, że zdjęcia choć na chwilę przeniosą Was do tego tętniącego życiem i niesamowitą śródziemnomorską atmosferą miasta.

A zatem ruszajmy!

Jest wczesny ranek i miasto dopiero budzi się do życia. Zanim z nieba zacznie lać się wakacyjny żar i chodzenie w promieniach słońca nie jest jeszcze aż tak uciążliwe, postanawiam wybrać się na spacer na wzgórze Marjan. To jedno z najważniejszych miejsc rekreacyjnych dla mieszkańców miasta. Jest tu wszystko, co pozwala aktywnie spędzać wolny czas – ścieżki do spacerów, trasy do biegania, nawet korty tenisowe. Na wzgórze prowadzą kamienne schodki na które trafić można prosto z portu, przy okazji podziwiając białe kołyszące się na wodzie łódki. O 8 rano nie ma tu nikogo, więc wspinam się po schodkach tylko przy wtórze ptaków i szumie drzew.

Po około 20 minutach docieram na szczyt. Obok restauracji w której serwują kawę z widokiem na miasto, znajduje się punkt widokowy. Przepiękny, panoramiczny widok na miasto w dole, palmową promenadę i góry prawie wpadające do morza zupełnie mnie dobudza.

Słońce przyjemnie grzeje w twarz, delikatny wietrzyk rozwiewa włosy, a ja przypominam sobie, za co tak bardzo kocham klimat europejskich miast. Niepowtarzalne połączenie historii, przyrody i codziennych małych przyjemności jest nie do podrobienia w żadnej innej części świata.

Gdy schodzę ponownie do portu połączonego z promenadą, miasto jest już rozkręcone na dobre. I o to właśnie chodziło, bo nadmorska promenada – Riva to serce miasta i miejsce w którym toczy się towarzyskie życie mieszkańców Splitu.

Po prawej stronie mam widok na niekończący się lazur, a po lewej rządek pięknych, strzelistych palm, które nadają miejscu egzotyczny charakter. Całe mnóstwo tu kawiarni, restauracji i lodziarni, więc to idealny moment na pierwszą kawę w jednym z ogródków.

Chorwaci uwielbiają sączyć tu espresso i obserwować spacerujących ludzi. Nie dziwię im się, bo to należy do tych małych codziennych przyjemności życia, na które często nie mamy czasu w codziennym pędzie.

Na takie letnie spacery najczęściej wybieram zwiewne sukienki i wygodne sandałki na płaskiej podeszwie:

sukienka – SHEIN

sandałki – DEEZEE

okulary – ZARA

naszyjnik – MINTY DOT

Czas ruszać dalej i zagłębić się w niesamowite architektoniczne połączenie historii i nowoczesności, czyli Pałac Dioklecjana – symbol i największą atrakcję Splitu (1979 r. został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO).

Uliczki miasta

Zamysłem Dioklecjana było wybudowanie letniej rezydencji, która oprócz mieszkalnych komnat miałabym również miejsce na pomieszczenia i dziedzińce pozwalające pomieścić duże oddziały wojska. Tak powstała ta ogromna budowla o powierzchni 39 tys. metrów kwadratowych, której pozostałości wtopiły się z biegiem czasu w nowszą zabudowę, stając się integralną częścią starego miasta. Dawne korytarze i komnaty to obecnie uliczki i placyki centrum Splitu. Można się tu nieźle zgubić :)

Wewnątrz pałacu przebiegały dwie prostopadłe ulice zakończone czterema bramami: Złotą, Srebrną, Żelazną i Brązową, których nazwy pochodziły od materiału, z którego były wykonane.

Całość otaczały mury obronne dochodzące, które w niektórych miejscach miały nawet 26 metrów wysokości. Innym fascynującym szczegółem jest to, że woda do pałacu dostarczana była z Salony za pomocą 9-kilometrowego akweduktu (!), którego fragmenty nadal można zobaczyć.

Obecnie w obrębie pałacowych murów stoi 220 budynków, które zamieszkuje około 3 tys. ludzi. Podnoszę głowę do góry a tam pond tłumem turystów rzeczywiście na sznurkach kołysze się pranie, a gdy przyglądam się uważniej zauważam wejścia do klatek schodowych i a gdzieniegdzie słyszę odgłosy telewizora płynące z okien.

Jednym z najlepiej zachowanych fragmentów pałacu jest jego dziedziniec– perystyl. Łatwo go zauważyć, gdyż położony jest nieco niżej niż otaczające go ulice. Wieczorami odbywają się tu koncerty.

Perystyl

Od jego wschodniej strony wejście do katedry św. Dujama. Ze względu na swój kształt przysadzistej rotundy z wysoką i smukłą dzwonnic jest najbardziej charakterystycznym zabytkiem starego miasta.

Widok na mauzoleum Dioklecjana i wieżę katedry św. Dujama

Katedra w Splicie jest dzisiaj najstarszą katedrą na świecie – pochodzi z początku IV w. Wiąże się z nią paradoksalna historia. Zanim stała się katedrą było to mauzoleum Dioklecjana – jednego z największych prześladowców wczesnych chrześcijan. Dopiero w VIII wieku stało się chrześcijańską katedrą pod wezwaniem świętego, który zginął za przyczyną samego Dioklecjana. Historia potrafi być wyjątkowo przewrotna.

Obowiązkowym punktem jest wdrapanie się na zabytkową romańsko­gotycką dzwonnicę, którą budowano przez trzy stulecia (XIII–XVI w.).

Dzwonnica

Wejście jest wyzwaniem, bo jej wysokość wynosi 61 m wysokości. Schody są wąskie i trzeba bardzo uważać mijając schodzących. Przyznam się Wam, że pomimo tego, że nie mam lęku wysokości czułam się bardzo nieswojo wchodząc na górę. Widok jednak mi to wynagrodził. Wspaniale było podziwiać panoramiczny widok na starówkę, wzgórze Marijan, przystań, pływające promy w oddali promy.

Widoki pięknie, ale cieszę się, że jestem już na dole :)

Zaraz obok pałacu skręcam w jedną z bocznych uliczek i kieruję się do jednego z najbardziej znanych w Splicie targów na świeżym powietrzu. Uwielbiam takie miejsce. Nęci na nich kolorami i zamachami, przyjemnie patrzy się na stosy pieczołowicie ułożonych owoców i warzywa (koniecznie spróbujcie fig i winogron – niebo!). Ceny są tu znaczniej niższe, bo zaopatrują się tu miejscowi. To dobre miejsce, żeby kupić regionalne sery czy przetwory (np. pyszny miód kasztanowy).

Od oglądania tych wszystkich specjałów zaczynam być głodna, więc to idealny moment, żeby zjeść i chwilę odpocząć od letniego upału. Wybieram malutką knajpę w jednej z bocznych uliczek. W środku ma tylko trzy stoły, w mini ogródku na środku chodnika kolejne dwa. Roześmiane twarze miejscowych i dania na ich talerzach zachęcają, żeby zostać. Intuicja mnie nie myli, bo jedzenie jest wyśmienite i tanie. Nie jestem sama, więc i ilość dań jest odpowiednia :) Zamawiamy świeże owoce morza – kalmary i małże gotowane w winie, do tego mozarellę z dojrzałymi pomidorami i brushettę z anchois. Wszystko jest rewelacyjne i znika w mgnieniu oka.

Szczęśliwy człowiek :)

Jest już późne popołudnie, a dziś muszę dojechać do Plitvickich Jezior, żeby jutro mieć cały dzień na ten niezwykły Park Narodowy (przeczytajcie jak zorganizować tam wypad TUTAJ).

Wracając przez promenadę, na odchodne spotykam Świętego Mikołaja, który właśnie wybiera się promem na tropikalne wakacje :D

Święty Mikołaj w drodze na wakacje ;)

Czas w Splicie mija szybko, nie mam tu mowy o nudzie, a miasto wciąga w swój niezwykły klimat i wibrującą energię. To jedno z tych miejsc, które odwiedzane wielokrotnie zupełnie się nie nudzi.

Byliście w Splicie? Jestem ciekawa Waszych wrażeń!

2 komentarze

  1. Nie wiem czy ładniejszy Split czy jednak sukienka ;) Chorwacja jest cudowna, byłam kilka lat temu, ale nadal mam ochotę wrócić, może tym razem na jakiś rejs łódkami :)

Napisz komentarz

three + 1 =