close
Refleksje

Czy podróże zmieniają postrzeganie własnego kraju?

Wiele mówi się o tym, że podróże kształcą. Stało się to wręcz powiedzeniem – wytrychem, powielanym tak często, że chyba nikt już nie zastanawia się, co to właściwie znaczy. Każdy kto podróżuje powie Wam, że podróże uczą tolerancji i otwartości. I jest to prawda. Ale mało kto pomyśli wtedy o swoim kraju. Bo o podróżach mówi się w kontekście uczenia się o kulturach i miejscach, których nie znamy. Czy możliwe jest zatem, że podróż uczy nas również doceniać miejsce w którym się wychowaliśmy?

Kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam z Polski na dłużej, to miałam poczucie, że teraz to dopiero będzie się działo! O życiu za granicą naturalnie nie miałam pojęcia. Moje wyobrażenia były nacechowane opowieściami innych, książkami czy filmami. Ale historie przygód to jedno, a normalne funkcjonowanie i stworzenie sobie „domu” w nieznanym kraju, to już inna bajka. O tym nikt mi nie mówił. Szybko zatem okazywało się, że o ile podróżowanie, przemieszczanie się i zwiedzanie ma wiele wyzwań, ale również przyjemności, o tyle pojechanie na drugi koniec globu i ułożenie sobie tam życia jest znacznie trudniejsze.

To normalne, że o miejscach o których nic nie wiemy, a które chcielibyśmy odwiedzić, mamy trochę wyidealizowane mniemanie. Przecież powiedzenie „wszędzie dobrze, tam gdzie nas nie ma” nie wzięło się znikąd. Im coś jest dalej od naszego kraju, tym wydaje się ciekawsze, łatwiejsze, a nawet bardziej kolorowe. I nie ma w tym nic złego, dopóki mamy kontrolę nad naszą wyobraźnią. Łatwo jest myśleć, że inni mają lepiej, bo u nich to nie ma takiej zimy, podatki są mniejsze i więcej się zarabia. Ale umówmy się, co my o tym wiemy z pozycji często tysięcy kilometrów? Ano wiemy tyle, co nic.

Ile to już słyszałam historii i agitacji pod tytułem: „Stany są fajniejsze, niż Polska, łatwiej się tam żyje, ludzie się tacy otwarci, ogólnie wszystko lepiej”. Na pytanie: a ile czasu tam spędziłeś?, słyszałam: „Noo…byłem tydzień w Nowym Jorku”. Bywa też tak: „Egipt jest rewelacyjny. Mam depresję po powrocie do kraju. Wszystko tu jest szare i beznadziejne, a w Egipcie to jest dopiero życie”. Powiedział wczasowicz po 10 dniach all-inclusive w jednym z tysiąca hoteli.

Wystarczy zatem kilka dni w innym kraju i już zaczyna się litania o tym, że w domu to słabo, brzydko, pogoda nie ta, a Pani w sklepie jakaś taka niemrawa. Słowem hate, żal i narzekactwo.

W takich sytuacjach przychodzi mi do głowy tylko jedno pytanie: „A co Ty właściwie możesz wiedzieć o życiu poza Polską, skoro nigdy tego nie doświadczyłeś?”. Tydzień w Nowym Jorku, wakacje w Egipcie, czy nawet dłuższa podróż po Azji Pd-Wsch. to nie jest codziennie życie, tylko życie podróżnika lub turysty. A ono jest w wielu aspektach iluzją codzienności.

Nie trzeba znaleźć mieszkania na kilka miesięcy, wynegocjować dobrej umowy, płacić rachunków, podłączać Internetu, użerać się z urzędnikiem w państwowej instytucji, znaleźć dobrego lekarza, ubezpieczyć samochodu lub zająć się jego naprawą bo nagle się rozkraczył, itd. Zwykłe sprawy, a jednak niezwykłe.

Mieszkałam już w wielu krajach o absolutnie odmiennej kulturze, innym sposobie załatwiania spraw i wierzcie mi, że nie ma kraju idealnego. W każdym znajdzie się coś co drażni, utrudnia i sprawia, że stracimy czas.

Jeśli ktoś powie mi, że w Polsce jest ciężko, bo mało płacą, to niech spróbuje utrzymać się w Kambodży. Jeśli ktoś narzeka, że urzędy nieudolne i kolejki, to niech spróbuje załatwić cokolwiek we Włoszech, gdzie konto bankowe zakłada się trzy miesiące. A może ponarzekamy na nieudolny rząd? Zapraszam do Ameryki Południowej i ich wywrotowego stylu rządzenia.

Łatwo jest narzekać z pozycji turysty, który jedzie za granicę na chwilę, żyje w utopii, bo oczywiście pojechał w sezonie z najładniejszą pogodą, wszyscy nadskakują (bo na tym zarabiają) i jest to przerwa od codzienności. A już w ogóle łatwo jest snuć teorie, gdy pochodzi się z bogatego i wysoko rozwiniętego kraju. Co my Europejczycy możemy teraz wiedzieć o skrajnej biedzie, wojnie czy chorobach na które brakuje lekarstw? Nie wiemy nic. I powinniśmy być wdzięczni każdego dnia, że urodziliśmy się w miejscu, gdzie jeśli się chce to można się uczyć, kształcić i rozwijać. Że jeśli damy coś od siebie, to praca też się znajdzie. Że w sklepach półki uginają się od jedzenia dobrej jakości, kraju nie nękają susze i huragany, a na zewnątrz nie latają miliony komarów przenoszących śmiertelną malarię.

Ktoś kto tego nie docenia wykazuje się ignorancją.

Czy uważam, że Polska jest najlepszym krajem do życia na świecie? A skąd! Ale ma wiele zalet, które nauczyłam się doceniać z czasem. Im więcej podróżowałam, im częściej zaczynałam układać sobie życie za granicą od nowa, tym bardziej rozumiałam, co własny kraj ma do zaoferowania. Kiedyś psioczyłam pod nosem, bo kolejka do lekarza za długo, a jesień i deszcze przyszły za szybko. Aż pewnego dnia przestałam. Za każdym razem, gdy wracam do kraju, to jestem wspaniale zaskoczona. Jak pięknie się rozwija, ile świetnych miejsc na spotkanie z przyjaciółmi oferuje, że jeśli do kogoś się uśmiechnę, to ten ktoś odpowie tym samym.

Jeśli ktoś mi mówi, że Polska jest słaba, to wtedy wiem, że w życiu nie mieszkał za granicą, bo każdy kto to zrobił nigdy nie ośmieli się tego powiedzieć. I daleka tu jestem od idealizowania własnego kraju, ale raczej zachęcam to trzeźwiej oceny bez wplątywania w to emocji. Dla kogoś kto wiecznie jest niezadowolony, w każdym miejscu na świecie znajdzie się coś, co jest nie tak, co utrudnia, rzuca kłody pod nogi, jest nie fair. Zatem to nie kwestia kraju, ale człowieka i jego podejścia do świata. Często narzekamy, że u nas to drogo, że o pracę trudno, a system medyczny taki nieudolny. I wiecie co? Gdziekolwiek nie pojechałam, czy to były Stany Zjednoczone, Korea Południowa czy Włochy – na miejscu wszyscy narzekali dokładnie na to samo.

Jak zatem podróże wpływają na stosunek do własnego kraju? Przede wszystkim uczą pokory do „wielkiego, wspaniałego świata”, bo nagle okazuje się, że nie ma kraju idealnego, najwygodniejszego, czy bez wad. Okazuje się, że może być gorzej, a narzekanie na swój kurnik staje się bezpodstawne i naiwne, bo kolejka w urzędzie to nie jest prawdziwy problem.

Jeździcie, podróżujcie, poznawajcie świat! To jest niezwykła wartość, która ukształtuje Wasz charakter i siłę na całe życie. Jeśli znajdziecie dom gdzieś indziej, to też wspaniale. Ale zanim zaczniecie się wypowiadać, spróbujcie jak to jest ułożyć sobie życie w obcym miejscu od zera.

Zastanówcie się też, czego szukacie. Jeśli Waszą motywacją jest próbowanie, odkrywanie i uczenie się, to wszystko będzie dobrze. Z takim podejściem będziecie gotowi na każde wyzwanie, które czeka na Was w obcym kraju. Jeśli jednak nie radzicie sobie we własnym kraju, a winę zwalacie na to, że jest byle jaki, to problem leży gdzie indziej. Bo jeśli wydaje Wam się, że gdzieś tam będzie lepiej, łatwej i bardziej kolorowo, to boleśnie się rozczarujecie.

Docenienie własnego kraju to jest jedna z największych i najważniejszych lekcji pokory i dojrzałości, jaką dały mi podróże. I jestem wdzięczna za to, że potrafię teraz odróżnić iluzję od rzeczywistości. Nigdy bym się tego nie nauczyła, gdybym nie wyjechała. I wiecie co? To się zapomina! Co jakiś czas potrzebny jest taki wyjazd, żeby zmienić perspektywę i trochę się otrzeźwić. To nie kraje dają nam lepsze życie, tylko my sami i ludzie wokół nas. Jeśli jesteś odważny, otwarty i tolerancyjny, to nie ma znaczenia gdzie będziesz mieszkał, bo poradzisz sobie wszędzie.

Jeśli uważasz, że podobne refleksje i pisanie o nich ma znaczenie, POLAJKUL i PODZIEL się dalej tym tekstem. Twoja rekomendacja sprawi mi radość :)

 

18 komentarzy

  1. Rewelacyjny wpis. Mądry i szczery. Uwielbiam sposób w jaki piszesz i Twoją otwartość. Jesteś naprawdę ogromną inspiracją <3 dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

    1. Emilio! Bardzo Ci dziękuję za tak wspaniały komentarz :) Bardzo się cieszę, że ten wpis Ci się podoba :) Ja również pozdrawiam ciepło!

  2. Jesteś bardzo mądrym człowiekiem. Podziwiam spisób w jaki postrzegasz świat i jak potrafisz to opisać. Niewiele jest tak otwarycg osób, które mają czym się dzielić i chcą to robić. Twoje wpisy zawsze dają mi do myślenia i są inspiracją do działania. Dzięki za szczerość!

  3. W punkt!?? Totalnie się zgadzam. Łatwo jest gadać i narzekać, jak nie ma się pojęcia jak to jest poza własnym podwórkiem. Gratuluje podejścia?

  4. Jak ja lubię ludzi, którzy nie boją się mówić głośno o tym naszym polskim narzekaniu i myśleniu, że jest źle, a jak jest żle to nie moja wina, tylko wszystkich wokół. Trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu, prawda? Super, że poruszasz takie tematy i potrafisz w przemyślany sposób je opisać. Gratuluję!

  5. ” Bo jeśli wydaje Wam się, że gdzieś tam będzie lepiej, łatwej i bardziej kolorowo, to boleśnie się rozczarujecie.” A skąd wiesz, że się rozczarują? Co chwila słyszę historie ludzi, którzy przeprowadzili się do różnych miejsc na świecie i mimo że – jak sama piszesz – nigdzie nie jest idealnie , to jednak nie chcą wrócić do Polski, bo tam, gdzie są, jest im lepiej! Nie twierdzę, że ułożenie sobie życia za granicą jest łatwe, ale niektórzy są z niego bardziej zadowoleni niż z życia w Polsce.
    Co do ludzi w Polsce, też się nie zgadzam – w Europie zachodniej wydają się mi zdecydowanie przyjaźniej nastawieni. Wystarczy iść do jakiegokolwiek sklepu, żeby zobaczyć, jaka jest przepaść w zachowaniu sprzedawców między Zachodem a Polską. Oczywiście są tam inne problemy, jak np. zagrożenie terroryzmem w większych miastach, ale kiedy mieszkałam przez kilka miesięcy w małym mieście w Holandii, naprawdę odpoczęłam od tej chamówy, z którą u nas codziennie można się spotkać w komunikacji miejskiej, sklepie czy urzędzie. Nie wspomniałaś też o przepaści, jaka dzieli Polskę i Europę zachodnią pod względem płac. A pisanie, że w Kambodży jest gorzej jest nie na miejscu, bo jakie to ma znaczenie przykładowo dla polskiego kierowcy autobusu, który zarabia 1500 zł na rękę? Żadne! Już przy takiej pensji ma prawo czuć się sfrustrowany i narzekać na swoją sytuację. Naprawdę nie musimy od niego wymagać, żeby poczekał na tajfun… I nie chodzi już nawet o to, czy żyłoby mu się lepiej np. gdzieś w Holandii, bo każdemu obcokrajowcowi zamieszkującemu w danym kraju jest trudno. Chodzi o to, że ludziom, którzy mieszkają tam od urodzenia, statystycznie żyje się lepiej niż Polakom, głównie dlatego, że mają większą siłę nabywczą. I tak jest w wielu innych krajach europejskich. Nie twierdzę też, że Polska jest taka beznadziejna, ale uważam, że gdybym była rodowitą mieszkanką jakiegoś zachodnioeuropejskiego państwa, to bardzo możliwe, że żyłoby mi się tam lepiej niż tu.

    1. Witaj Issi, dziękuję za komentarz. Chyba jednak nie zrozumiałaś mojego przekazu. To nie jest tekst pochwalny dla Polski i zachęcający do zostania w kraju, tylko refleksja na temat tego, że na własny kraj najczęściej narzekają ci, którzy nie mają żadnego lub niewielkie doświadczenie z mieszkaniem za granicą i wydaje im się, że wszędzie będzie lepiej. I to nie jest skierowane do Polaków. Piszę z perspektywy Polski, bo tu się wychowałam, ale ten tekst jest ogólny. Znam Francuzów, którzy narzekają na własny kraj, Amerykanów co chcą uciekać ze swojego, czy Niemców, których wszystko drażni u siebie itd. Są to jednak ludzie, który cały życie mieszkali w jednym miejscu, często też nie podróżując nawet turystycznie. Nigdzie też nie napisałam, że za granicą nie będzie lepiej. Tu chodzi o trzeźwa ocenę i umiejętność oceniania, co jest dobre a co nie, bez żadnych emocji. Mieszkałam w wielu krajach bogatszych, niż Polska i zarabiałam tak jak miejscowi,a i tak znalazły się trudności, których np. w Polsce nie doświadczam. Komfort życia to nie tylko dobra pensja i możliwość kupienia lepszego samochodu. To jest jeden z czynników, który ułatwia, ale nie warunkuje spokojnego życia. Zdanie : „Bo jeśli wydaje Wam się, że gdzieś tam będzie lepiej, łatwej i bardziej kolorowo, to boleśnie się rozczarujecie”, nie ma przekazu – boleśnie się rozczarujecie, bo w Polsce i tak lepiej, więc lepiej tu już zostańcie, tylko rozczarujecie się, bo nie ma miejsc idealnych, więc poszukiwanie utopii kończy się fiaskiem. A jeśli chodzi o nastawienie, to różnie to bywa. Tak jak napisałaś – „wydają się być bardziej przyjaźnie nastawienie”, ale czy zawsze są? Polacy niby gburowaci, ale spotkasz się i z sympatycznymi i otwartymi. Nie wszyscy i nie zawsze są jacyś. To taka iluzja pierwszego wrażenia. Miałam super miłe i super niemiłe sytuacje z ludźmi w każdym kraju w którym mieszkałam. I jak to oceniać? Nijak. Po prostu ludzie są różni i to nie ma znaczenia skąd są. To nie bogactwo kraju czy pogoda sprawia, że mamy do czynienia z ludźmi dobrymi czy złymi. To zależy już tylko od nich, jacy chcą być. Pisanie o tym, że kierowca autobusu nie musi czekac na tajfun, żeby było gorzej, jest trochę nadinterpretacją, nie sądzisz?:) Piszesz, że na Zachodzie statystycznie ludziom żyje się lepiej. Pamiętajmy o tym, że to są tylko statystki, liczby i oceny na skali od 1 do X. Gdyby to siła nabywcza warunkowała szczęście to te statystyki wygądałyby inaczej. Tymczasem Polska plasuje się na 57 miejscu, a wyprzedza nas Meksyk czy Brazylia, które są biedniejsze, mają gorszą jakość życia i większą przestępczość. A jednak wedle liczb są szczęśliwsi. Powstaje zatem pytanie, czy to nie my sami jesteśmy odpowiedzialni za to jak postrzegamy naszą sytuację i jak sobie z nią radzimy? Może zatem myślenie „gdyby była mieszkanką jakiegoś bogatszego kraju…to możliwe, że żyłoby się lepiej”, nie do końca ma uzasadnienie. Pozdrawiam !

  6. Ja też się zgadzam z tym wpisem. Mieszkam od lat za granicą. Z własnej woli, nikt mnie nie zmuszał i przed niczym nie uciekałam. Po prostu chciałam spróbować. I nie żałuję. Co nie oznacza, że jest idealnie! Do Polski wracam regularnie i mieszakam tu przez parę miesięcy w roku. Mam zatem porównanie. I konkluzja jest taka, że nie ma co porównywać. Są obszary w których wygodniej jest coś załatwić za granicą, a są takie w których lepiej w Polsce. Z ludźmi też różnie, i tu i tu są mili i chamscy. Co to ma za znaczenie skąd są? Jak ktoś jest chamski to będzie i w Australii i w Polsce i w Chinach. I już. A co do kasy. To nie jest żaden argument na lepsze życie. Nie zawsze wyjazd za granicę wiąże się z wyjazdem za kasą. U mnie tak nie było. Zarabiałam świetnie w Polsce, zarabiam świetnie i w US. Nie ma idealnego miejsca i masz rację, że górnolotnych porównań dokonują głównie ci, co to wyjechali za chwilę. Zgadzam się też z tym, że wyjazdy otrzeźwiają i pozwalają spojrzeć na swój kraj z innej perspektywy. Widzi się wtedy wiele superlatywów :) Nie tylko ja tak mam. Mam tu przyjaciół z całego świata i każdy myśli podobnie. Podróże zmieniają perspektywę i uczą doceniać.

  7. Ja z kolei mam inną sytuację. Urodziłam się w Australii i tu dorastałam. Rodziców mam polsko-australijskich. Na studia wyjechałam do Polski. I co? Niby ze super rozwiniętego kraju, w czołówkach rankingów itp itd. Teraz z kolei mieszkam we Francji. Potrafię ocenić co jest lepiej a co gorzej i gdzie. Każdy z tych krajów jest wyjątkowy i ma coś do zaoferowania, tak jak i każdy ma coś co wkurza. Ale nigdy bym nie powiedziała, że któryś z nich jest najlepszy. Życie nie jest czarno-białe. Podróże tego właśnie uczą! Szacunku i tolerancji do każdego z krajów w którym przebywasz. Jakby teraz ktoś mnie zapytał, gdzie jest dom, to powiedziałabym, że może być wszędzie. Podróże uczą tej elastyczności. Gdybym nie odważyła się wyjechać, to nic bym nie wiedziała o tym jak to jest gdzie indziej. Dobry tekst i ważny temat. Pozdrawiam!

  8. Bardzo mądry artykul – to wlasnie zmiana persoektywy jest esencją podrózowania – zgadzam sie w 100 proc choc nie mam tak duzego doswiadczenia. Ludzie wszedzie zrzedza tak samo a to przeciez od nas zalezy nasze szczescie.

    1. Dziękuję Andżeliko :) Dobrze powiedziane – „ludzie wszędzie zrzędzą tak samo” :) Zgadzam się z Tobą, że szczęście zależy od nas :)

  9. Ładnie i mądrze napisany tekst. Ja może za dużo krajów europejskich mogę uznać za swoją „ojczyznę” właśnie ze względu na podróże. Jednak zgadzam się z Alex oraz innymi komentującymi. Najważniejszą sprawą w trakcie swoich podróży jest umiejętność dostrzegania piękna danego kraju, inne ono będzie np w Chorwacji, inne we Francji a jeszcze inne w małej Czarnogórze. Obecnie pracuję w Niemczech i wiele spraw – rzeczy mi się tutaj podoba / chociaż jako Polakowi :) też mam swoje uwagi do pewnych zachowań Niemców, każdy wszędzie je znajdzie / ale gdybym miał wybierać kraj do spokojnego życia to wybrałbym …wiele miejsc w Europie. Oczywiście wszędzie gdzie jestem również opowiadam o Polsce i o swoim pięknym regionie – Karkonoszy, nie zapominając o Mazurach, Wybrzeżu czy też pięknym Krakowie.
    Kończę bo pisanie wciąga :) Pozdrawiam i dziękuję za ten tekst!

    1. Arku dziękuję za pięknie napisany komentarz. Ja też wybrałaby wiele miejsc i to jest fantastyczne, że ma się ten wybór. A o Polsce trzeba opowiadać, bo mamy o czym! Jeśli ktoś mało o niej wie, to tym bardziej :) Pozdrawiam serdecznie

Napisz komentarz

fifteen − 12 =