close
Hong KongGdzie zjeść

Popołudniowa herbata w Hong Kongu

Doświadczenie wzięcia udziału w klasycznej popołudniowej herbatce w Hong Kongu jest absolutną koniecznością.

Wyszukane przekąski i herbaty są serwowane codziennie w lobby The Penninsula Hotel. Miejsca znanego jako jedno z najbardziej eleganckich w Hong Kongu.

Jeśli masz ochotę zrobić coś wyjątkowego i wyrafinowanego, to miejsce będzie do tego odpowiednie. Nawet jeśli nie przepadasz za bardzo eleganckim klimatem, ale uwielbiasz przepyszne jedzenie, nie pożałujesz ani minuty spędzonej w The Penninsula.

Legendarne podwieczorki są rytuałem zakorzenionym w brytyjskiej kulturze. W 1830 roku księżna Bedford rozpoczęła tę modę, która kultywowana jest do dzisiaj. Dzięki temu i my mamy okazję wzięcia udziału w tym przyjemnym doświadczeniu.

Sam hotel został zbudowany w 1928 roku i jest to najstarszy hotel w Hong Kongu. Ceny za noc w tej 5 gwiazdkowej ikonie zaczynają się od 2000tys. zł, ale na szczęście nie trzeba być gościem hotelu, aby wziąć udział w popołudniowej herbacie.

Piękne lobby hotelu Penisula
Piękne lobby hotelu Penisula
Detale lobby
Detale lobby

Rytuał zaczyna się codziennie o godz. 14, ale sugeruję pojawić się w lobby około 30 minut wcześniej. Zasada “kto pierwszy, ten lepszy” jest restrykcyjnie przestrzegana, a ilość miejsc jest dość ograniczona.

Na popołudniową herbatę wybrałam się z moim narzeczonym, dlatego zdecydowaliśmy się na zestaw dla dwojga. Kosztował ok. 300zł (ok. 180zł w przypadku zestawu dla jednej osoby). Za tę kwotę otrzymuje się ogromna paterę ciast, kanapek i przekąsek, herbaty i kawy do wyboru oraz obsługę w białych rękawiczkach.

Ilość jedzenia jest wystarczająca, żeby się najeść i zaspokoić żądze deserów :) My potrafimy zjeść naprawdę dużo, ale podana ilość przerosła nawet nas :)

Oto jest! Sławne Tea Afternoon
Oto jest! Sławne Tea Afternoon

Patera składał się z 3 poziomów, z którego każdy zawierał inne przekąski. Na pierwszym poziomie zaserwowano biszkopt z malinami i kremem z białej czekolady (w tamtej chwili umarła dieta), francuskie czekoladowo-pomarańczowe makaronik (trzymajcie mnie!) i ciasto z kremem z marakui (kto wymyśla takie cuda?!).

Na drugim poziomie znajdowały się śliczne kanapki z łososiem, tuńczykiem i ogórkiem.

Ostatni, ale nie najmniej ważny, był trzeci poziom z ciepłymi rogalikami serwowanymi z organicznym dżemem truskawkowym.

 

Dla mnie absolutny hitem były francuskie makaroniki i świeżo wypiekane rogaliki. Niebo!

Jednak najmilszą częścią był koncert muzyki klasycznej grany z balkonu nad naszymi głowami. Dyskretne dźwięki pianina i wiolonczeli były wisienką na torcie. Naprawdę nie potrzeba już nic więcej, aby spędzić relaksujące popołudnie. Każdy na to zasługuje!

Raz przeczytałam opinie innych blogerów, że to miejsce jest ok, ale zjedli wszystko w 30 minut i potem strasznie się nudzili… Coż…Na Waszym miejscu wybrałabym się do Penninsula z osobą którą lubicie i z którą nie skończą Wam się tematy po 30 minutach rozmowy. Ewentualnie z książką, jeśli macie ochotę na chwilę samotności. W tego rodzaju miejscach nie chodzi tylko o jedzenie, ale o niezwykłą atmosferę i doświadczanie wielu przyjemnych bodźców naraz.

 

Według mnie było to warte każdej złotówki! :)

Napisz komentarz

14 + two =