close
Szwajcaria

Charles Kuonen Suspension Bridge – najdłuższy wiszący most w Europie – tylko nie patrz w dół!

Moja pierwsza reakcja, gdy usłyszałam o tym, że w Szwajcarii znajduje się najdłuższy wiszący most w Europie, była następująca: nie przegapię tego za każde skarby! Z wiszącymi mostami miałam do czynienia do tej pory w Nepalu i choć rozpadające i chybotliwe, niezmiennie robiły na mnie ogromne wrażenie.

The Charles Kuonen Suspension Bridge wznosi się nad miejscowością Randa na wysokości 700 metrów (w najwyższym punkcie nad doliną osiąga 850 metrów). Ma 500 metrów długości, co plasuje go na pierwszym miejscu wśród wiszących mostów na świecie. I to od całkiem niedawna, bo most oddano do użytku w sierpniu 2017 roku. Jeśli będziecie jechać główną drogą z Visp to Täsch i Zermatt, uda Wam się go dostrzec w momencie mijania wioski Randa.

Nie jest to raczej miejsce dla tych, którzy mają lęk wysokości lub przestrzeni, ale dla całej reszty. Wierzcie mi, to jest obowiązkowy punkt odwiedzin podczas pobytu w Zermatt. Widoki i wrażenia zwalają z nóg i nadają smak całej podróży.

Hiking z Randy

Hiking z Randy powinien zająć około dwóch godzin, ale uprzedzam jest to czerwony szlak wiodący przez cały czas ostro pod górę, co nie daje wytchnienia nawet na chwilę. Trasa zaczyna się u wylotu wioski i jest bardzo dobrze oznaczona, więc nie ma problemu, żeby na nią trafić. Samo przejście mostem jest bezpłatne i nie potrzebne są do tego żadne bilety.

Inna popularne drogi dotarcia do mostu to szlak Europa z Grächen, zajmujący około 7 godzin lub z Zermatt – także około 6–7 godzin.

Znajdujący się w cieniu słynnego Matterhornu i Alp Berneńskich most łączy wioskę Grächen z tętniącym życiem kurortem Zermatt i służy jako kluczowe połączenie wzdłuż Europaweg (Europe Way), wymagającego szlaku turystycznego na dużej wysokości, którego pokonanie zajmuje dwa dni.   Poprzedni most, krótszy Europabrücke, został uszkodzony w 2010 roku przez spadające kamienie., Budowa nowego mostu zajęła tylko 10 tygodni, co jest imponujące (pochylmy się tu nad sprawnością działania Szwajcarów – są niewiarygodni).

Raczej nie patrz w dół 

Zbudowany ze stali most nie ma szklanego dna, tak jak poprzedni posiadacz tytułu najdłuższego na świecie mostu dla pieszych (most w Zhangjiajie Kanion, chińskiej prowincji Hunan, 1410 stóp). Siedziałam pod mostem i przez dobrą godzinę obserwowałam przechodzących, mając niezły ubaw. Fascynujące jest, na jak wiele sposobów ludzie reagują na tego typu atrakcje: od zaklinania rzeczywistości, modlenia się pod nosem, po zupełnie niewzruszone miny, jakby to był kolejny spacer po bułki. Obserwowanie tego jest naprawdę niezłym show i przekrojowym studium przypadków radzenia sobie ze stresem. Zawsze pozostaje też niepatrzenie w dół… Nota bene, Charles Kuonen, który był głównym sponsorem nowego mostu, jest szwajcarskim psychologiem i właścicielem winnicy. Hmmm… wino i poradnictwo psychologiczne. Zabawne, że najdłuższy na świecie wiszący most został nazwany na cześć człowieka specjalizującego się w dwóch rzeczach, których większość ludzi natychmiast potrzebuje po zejściu z tej atrakcji.

Mój dron wyzionął tam ducha

Przez dwie godziny wspinając się po kamieniach wymyślałam, jak nagram ten most z góry dronem i jak bardzo będzie to spektakularne. Wiecie, że uwielbiam ujęcia z lotu ptaka i robię ich całe mnóstwo w każdej swojej podróży. Po prostu zawsze mam wrażenie, że nic tak nie pokazuje przestrzeni, wielkości i perspektywy, jak filmy i zdjęcia nagrane z kilkudziesięciu metrów. Zresztą widząc po Waszych reakcjach na moje podróżnicze materiały, macie podobne zdanie.

Cóż, jak pewnie część z Was już wie z moich social media, dron DJI Mavic Pro nagrał niesamowity materiał, ale przy ostatnim, finałowym odjeździe stracił sygnał i zahaczył o choinkę na jednej z półek skalnych. O ironio, nic mu się nie stało – po prostu zaplątał się w gałąź, niestety kilkadziesiąt metrów nad szlakiem. GPS wciąż działał, więc udało mi się ściągnąć z niego nagrania. Jednakże pomimo iście heroicznych prób ściągnięcia go stamtąd, okazało się to niemożliwe, bo choinka rosła gdzieś na czarnym szlaku, gdzie bez odpowiedniego sprzętu nie miałam dojścia. Dlatego jeśli ktoś z Was tam kiedyś będzie i się na niego natknie, to wielce mnie ucieszy jego powrót.

A tak w ogóle, czemu z dronami zawsze jest tak, że rozbijają się w nieodpowiednich momentach i wtedy, kiedy miały zrobić materiał życia?:)

Powiem Wam szczerze, że mimo wszystko nie żałuję, bo ten ostatni filmik stał się już viralem i ma kilkaset tysięcy wyświetl – sharowała go m.in. Martyna Wojciechowska i oficjalny profil tourism board  Szwajcarii – My Switzerland, razem audiencja na kilka milionów ludzi.

Jak to powiedział mój przyjaciel o tej sytuacji „ what a great way to go…”. Trudno się nie zgodzić – poległ, ale w chwale :)  A sławny filmik poniżej:

Napisz komentarz

4 × two =