close
BahamyStany Zjednoczone

Rejs luksusowym statkiem Royal Caribbean po Bahamach i najwyższa zjeżdżalnia w Ameryce

Gdybyście mnie zapytali jeszcze tydzień temu, czy podoba mi się idea podróżowania ogromnym wycieczkowym statkiem, to odpowiedziałabym Wam, że raczej sama nie wybrałabym takiego sposobu odwiedzania nowych miejsc. Ale tak w życiu jak i w podróżach, staram się kierować jedną zasadą: nie oceniaj, dopóki sama nie spróbujesz i nie wyrobisz sobie opinii.

Dlatego, gdy zaraz po powrocie z Malediwów otrzymałam zaproszenie od Royal Caribbean, żeby odbyć rejs po Bahamach luksusowym statkiem, nie zastanawiałam się ani chwili i po prostu przepakowałam walizkę.

Royal Caribbean International to największa na świecie globalna linia wycieczkowa, pływająca po wodach całego świata od 50 lat. Na tę chwilę statki docierają do 260 miejsc w 72 krajach na sześciu kontynentach. Każda kolejna klasa statków to niejako cud architektury, naszpikowany najnowszą technologią i połączeniem przygody z luksusowym wypoczynkiem. Bo że jest luksusowo to nie możecie mieć wątpliwości, a wbrew pozorom dreszczyku emocji na pewno Wam nie zabraknie.  I jest to zadziwiająco przyjemne połączenie.

Inny wymiar wielkości

Moje wyobrażenia o tym, jak może wyglądać życie na statku, były równe zeru. Oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, że takie statki mają wiele atrakcji, ale to, że są mini miastami na których jest dosłownie wszystko, wprawiło mnie w osłupienie. Kilka pierwszych godzin krążyłam po nim z zachwytem.

Navigator of the Seas w porcie w Miami

Mój rejs trwał 3 dni i zaczynał się w Miami Port, który jest głównym portem dla startujących na Karaiby statków. Drugiego dnia przybijał na Bahamy na wyspę CocoCay, a trzeciego dnia do stolicy – Nassau.

Do Miami przyleciałam dzień wcześniej, wybierając lot Swissem. Najlepsze połączenia do Miami ma właśnie Swiss lub Lufthanssa. Loty z jedną przesiadką można kupić za około 2000 tys. złotych i w 11 godzin od startu w Warszawie – jesteście na miejscu.

Na tę jedną noc zatrzymałam się w hotelu Marriott Biscayne Bay, który oprócz tego, że ma wysoki standard i świetną siłownię (wiecie, że zwracam na to uwagę), to z pokojów roztacza się genialny widok za zatokę w Miami. Jeśli więc szukacie flagowego miejsca, żeby poczuć klimat miasta, to jest to dobry wybór. Dodatkowo hotel znajduje się około 10 minut drogi taksówką od portu.

Widok z okna mojego pokoju

Navigator Of The Seas, bo tak nazywał się mój statek, to jeden z nowszych modeli. To „maleństwo” ma raptem 310 tys. metrów, 15 pięter i mieści 4 tys. gości oraz 1200 osób załogi. Co najbardziej fascynujące, ta liczba nie jest tak odczuwalna, jak mogłoby się wydawać.

A to za sprawą doskonałej organizacji i pracy załogi, która pracuje w pocie czoła i przygotowuje wszystko jak w zegarku. Począwszy od logowania się na statek. Byłam zaskoczona w jakim tempie odbywa się check-in i w jak bezproblemowy sposób dla gości przebiega. Przed głównym wejściem obsługa odbiera Wasz bagaż, który dostarcza już pod same drzwi Waszego pokoju. Jedyne co musicie zrobić, to okazać swój dowód tożsamości przy jednym z kontuarów, gdzie dostajecie swoją kartę pokładową i numer pokoju. Potem już tylko trzeba dotrzeć na swoje piętro i znaleźć pokój. Pomimo tego, że wszędzie są windy, a wszystko jest doskonale oznaczone, dojście do mojej części statku zajęło mi ze 20 minut, co zapewne daje Wam pewnie wyobrażenie jego wielkości.

Podróż luksusowym statkiem

Wiem z wiadomości, które do mnie wysyłaliście, że wielu z Was interesowało jak wyglądają pokoje (wydawać by się mogło, że przy takie liczbie osób, będą to klitki) oraz zwykłe codzienne funkcjonowanie na statku. Śpieszę zatem z odpowiedzią.

Na statku znajdują się 1693 pokoje, w tym również większe apartamenty na rodzin. Moja kabina była naprawdę duża, miała nie tylko podwójne łóżko, kanapę, toaletkę i normalnej wielkości, komfortową łazienkę z prysznicem, ale też wisienkę na torcie czyli balkon, na którym codziennie rano sączyłam kawę zachwycając się bezkresnością krajobrazu.

Musicie wiedzieć, że widok z balkonu tak potężnego statku, robi piorunujące wrażenie. Wystarczy się lekko wychylić, żeby mieć poczucie, że lata się nad wodą. Jeśli zatem miałabym zasugerować jedną rzecz odnośnie zakwaterowania – zawsze wybierajcie pokoje z balkonem. Być na takim statku i nie doświadczyć tej bezkresności  – to ogromna strata.

Na statku nie ma obiegu gotówki, a jedyne czego potrzebujecie to karta, którą dostaje się na początku pobytu i jest jednocześnie Waszym kluczem do pokoju, kartą płatności (podpiętą do wybranej przez Was karty kredytowej) i identyfikacją. To zatem najważniejsza i jedyna rzecz, którą musicie mieć przy sobie podczas poruszania się po statku. I jest to ultra wygodne rozwiązanie. W zależności od pakietu jaki wybierzecie, niektóre atrakcje i udogodnienia mogę być w cenie Waszego pobytu lub być dodatkowo płatne. Dla przykładu, ja miałam opcję „open bar”, która pozwalała mi korzystać bez ograniczeń ze wszystkich barów i kawiarni na statku. Gdy zatem miałam ochotę na kawę, zamawiałam ją w kawiarni i zbliżeniowo przy użyciu swojej karty otrzymywałam ją bez dodatkowych kosztów. To samo z wszelkim alkoholem.

Jeśli chodzi o kwestię jedzenia, to jest ona rozwiązywana w następujący sposób. Śniadania, obiady i kolacje są serwowano w głównej stołówce w formie bufetu i w danych przedziałach godzinowych możecie do niej po prostu przyjść na posiłek. Oprócz tego, na różnych pokładach znajdują się kawiarnie serwujące przekąski 24h, więc możecie liczyć na meksykańskie tacos przy basenie lub pizzę w drodze powrotnej z nocnej imprezy ;)

Główna aleja na statku

Navigator of The Seas ma również kilka flagowych, doskonałych restauracji (w tym włoska restauracja Jamiego Olivera– Jamie’s Italian), w których musicie dokonać wcześniejszej rezerwacji i są one dodatkowo płatne. Moja dwie ulubione to zdecydowanie Chops Grille – wyjątkowa, bardzo elegancka restauracja z białymi obrusami i kryształowymi żyrandolami. Dwupiętrowa z imponującymi schodami i wystrojem kojarzącym się z wnętrzem Titanica. Pamiętacie scenę, gdy Rose schodzi po schodach w wieczorowej sukni, a Jack czeka u ich stóp? To właśnie taki klimat. Jak dla mnie rewelacja. Koniecznie weźcie wieczorowy strój, bo warto poczuć się tu jak w filmie.

Statek wieczorową porą

Natomiast  moim numerem jeden okazała się restauracja z owocami morza Hooked Seefood. Nigdy nie jadłam tak doskonałych, świeżych i przygotowanych na tak wiele sposobów ostryg – od surowych, po zapiekane i grillowane. I chyba nigdy nie zjadałam ich tylu naraz. Ale coż mogę powiedzieć – niczego nie żałuję :D

Kolacja w The Hooked Seafood

Co robi się cały dzień na statku?

To pytanie pojawiało się częściej, niż pytanie o wielkość łazienki :D Wcale Wam się nie dziwię, bo ja też się nad tym zastanawiałam przed prdyjazem. Otóż, Moi Drodzy, podczas tej podróży sam statek okazał się tak wielką atrakcją i oferował niezliczoną ilość rozrywek do wypróbowania, restauracji do przetestowania i eleganckich koktajli w tematycznych barach do wypicia, że szczerze mówiąc,  równie dobrze mógłby nie ruszać się z portu w Miami, a ja nawet bym tego nie zauważyła. A przecież każdego dnia statek dopływał do nowego miejsca, które też fascynowało i wciągało. Słowem podczas rejsu zapomnicie co to znaczy nuda. Na tym statku to niemożliwe i według mnie tak trzeba go traktować – jako jedną, wielką, ekscytującą przygodę i doświadczenie.

Zacznijmy od tego, że codziennie dostaje się do pokoju program dnia z dokładną rozpiską jakie atrakcje i gdzie będą odbywały się w danym dniu. I są ich dziesiątki – od zajęć sportowych, lekcji gry w kasynie, kursów tańca, meczów koszykówki, występów muzycznych i w sumie co tylko możecie sobie wyobrazić.

Oprócz tego na statku znajduje się Spa, gdzie możecie zamówić dowolny zabieg i masaż, salon kosmetyczny i fryzjer (który przygotuje Was na wieczorną randkę), kasyno, lodowisko (tak, tak!), teatr w którym codziennie odbywają się przedstawienia, klub nocny, biblioteka, mini golf, kino, a nawet Escape Room. Chyba o niczym nie zapomniałam :)

Jest i lodowisko!

Na ostatnim piętrze są basen i jacuzzi, symulator do surfingu generujący regularne fale oraz kilka niesamowitych zjeżdżalni wodnych – w tym jedna z nich wychodzi poza granice statku, więc zjeżdżacie dosłownie w powietrzu i jest to absolutnie rewelacyjne doświadczenie!

Zewnętrzna zjeżdżalnia na statku

Każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od tego, czy chcecie chillować z drinkiem przy basenie i poczytać książkę, czy też poszaleć na zjeżdżalni, a wieczorem obejrzeć film w kinie pod gwiazdami, zjeść pyszną kolacjęm a potem tańczyć do rana w podniebnym klubie.

Jedno jest pewne – ten rejs i podróż zostały stworzone po to, żeby o nic nie musieć się martwić i tylko świetnie się bawić. Jaka miła odmiana po solo podróżowaniu gdzieś na końcu świata ;)

Sport na statku – a jak!

Nie byłabym Travel and Keep Fit, gdybym nie przetestowała jak trenuje się na statku. Przyznam Wam, że zaplecze sportowe jest zaskakująco rozbudowane. Po pierwsze na górnym deku znajduje się wielka siłownia. Nigdy jeszcze nie widziałam tak dużej i świetnie wyposażonej siłowni podczas podróży. I jeszcze ma przeszklone szyby, więc jest z niej widok na wodę. Jak biegnie się na bieżni to ma się wrażenie, że zaraz wbiegnie się prosto do oceanu.

Hitem dla mnie jest jednak bieżnia na świeżym powietrzu, która pozwala zrobić jogging wokół statku (a jak wiecie, że nie jest mały). Wyobraźcie sobie ten koncept – jesteście gdzieś na oceanie, statek płynie, a Wy na nim biegacie sobie w najlepsze. Czy to nie jest genialne?

Oprócz tego na górnym pokładzie znajduje się regularne boisko do koszykówki oraz ścianka do wspinaczki. Nie ma zatem najmniejszego problemu, żeby rezygnować z aktywnego stylu życia, bo ten statek to istne Travel and Keep Fit :)

Boisko do koszykówki

#PerfectDayonCocoCay i najwyższa wodna zjeżdżalnia w USA

Na początku wydawało mi się, że statek to będzie główna atrakcja. Do momentu, gdy drugiego dnia nie dopłynęliśmy na Bahamy na wyspę CocoCay. Royal Caribbean International przeszło samych siebie, tworząc pierwszą tego typu prywatną wyspę wartą 250 milionów dolarów, której celem jest zagwarantowanie perfekcyjnego dnia (niezależnie jakie macie wyobrażenie o tym, jak ten dzień powinien wyglądać).

CocoCay dopiero została otwarta, więc dzięki tej podróży miałam przywilej być jedną z pierwszych osób, która ją odwiedziła i przetestowała. A wiecie, że ja jestem dobra w testowaniu nowych rzeczy :D

Do wyspy przypływa się wcześnie rano, więc zaraz po śniadaniu możecie ruszać. Miejsce jest naprawdę spore, przez co warto zadać sobie pytanie: na co mam ochotę danego dnia? CocoCay zostało stworzone, aby odpowiedzieć na różne typy potrzeb, możecie zatem cały dzień spędzić na prywatnej, rajskiej plaży, sączyć drinki z palemką i opalać się pod słońcem Bahamów. Perfect Day oferuje największy basen słodkowodny na Karaibach – Oasis Lagoon i dziewicze, białe, piaszczyste plaże z krystalicznie czystą tropikalną wodą. Brzmi zatem jak odpoczynek idealny.

Możecie też zrobić to co ja – wybrać wszystko co najbardziej ekscytujące i powodujące ze ludzie pukają się w głowę, że chyba znów Wam odbiło. Oj lubię tak bardzo :)

Myślę, że CocoCay zasłynie głównie dzięki najwyższej w Ameryce Północnej i na Karaibach zjeżdżali wodnej – Daredevil’s Peak, która liczy 45 metrów wysokości. Jak się pewnie domyślacie, od niej zaczęłam, bo nie lubię czekać i nie uznaję zasady „najlepsze na koniec”, tylko „najlepsze na już” :)

Żeby z niej zjechać, naturalnie trzeba się na nią najpierw wspiąć schodami na wieżę  Daredevil’s Tower (wejdziecie 3 razy i trening tego dnia macie z głowy). Mała rada: jeśli nie chcecie stać w kolejce do zjazdu to radziłabym zacząć od zjeżdżalni z samego rana lub późnym popołudniem. Wtedy jest pustawo, za to w porze lunchu kolejki są znaczące.

Daredevil’s Tower

I teraz tak. Jak mam Wam opisać to uczucie gdy spada się w dół z 45 metrów, w zawrotnym tempie, jeszcze z efektami świetlnymi po drodze? Może lepiej Wam to pokażę. Zwróćcie szczególną uwagę na moją minę, bo ona odpowiada na pytanie, czy warto spróbować.

 

Oprócz najwyższej zjeżdżali, na wieży znajduje się 12 innych typów, między innymi taka, gdzie dwie osoby mogą się ze sobą ścigać oraz mój hit i sadząc po Waszych emocjonalnych reakcjach („zwariowałaś?!”,, umarłabym!”, „dostane zawału od samego patrzenia”), gdy pokazywałam ją na Insta Stories  – zjeżdżalnia w której spada się w dół w całkowitym pionie, gdy podłoga pod Waszymi stopami po prostu znika.

Jest też The Slingshot, zjeżdżalnia o zerowej grawitacji, na której zjeżdża się na różowym, dmuchanych dounatach :D Słowem jest z czego wybierać, wierzcie mi :)

 

Gdy już macie dość spadania w dół, możecie przeskoczyć do największego na Karaibach basenu z falami, gdzie zegar na tylnej ścianie odlicza do początku dużych fal lub do Adventure Pool – interaktywnego toru przeszkód na wodzie z pływającymi poduszkami, linami i ścianą wspinaczkową.

Zip lining

Na lunch polecam Wam wybrać się do Captain Jack’s, którego specjalnością są skrzydełka z kurczaka i domowy sos mango-habanero. Z kolei w Skipper’s Grill znajdziecie dużo zdrowych opcji takich jak sałatki, kanapki, tacos i świeże owoce. Jedno miejsce zostawiłabym sobie na podsumowanie #PerfectDayonCocoCay, a mianowicie lot balonem nad wyspą, który wznosi się na wysokość 137metrów, gwarantując panoramiczny widok na całą wyspę, która wygląda iście rajsko. Pamiętajcie tylko, żeby wcześniej zarezerwować sobie miejsce na tą atrakcję, bo ich liczba jest ograniczona.

Widok z balonu

 Ceny

W zależności od sezonu, opcji zakwaterowania i wyżywienia ceny zaczynają się od 294 USD za osobę w przypadku 3 dniowego rejsu z wyspą CocoCay jako główną atrakcją. Obłożenie jest bardzo duże, więc warto rezerwować z wyprzedzeniem, ale też śledzić liczne promocje, które oferuje Royal Carribeans International.  Na przykład teraz trwa promocja 50% taniej dla drugiej osoby. Są też ciekawe opcje rejsów last minute, więc jeśli odwiedzacie Miami lub Florydę, to możecie pomyśleć nad takim krótkim, spontanicznym wypadem podczas Waszej podróży. Bezpośredni link do cennika rejsu na którym byłam znjadziecie TUTAJ.

Dla kogo jest taka podróż?

Zawsze wydawało mi się, że na takie rejsy wybierają się głównie starsi ludzie, bo nie ma co ukrywać jest to wyjątkowo komfortowy i bezproblemowy sposób podróżowania. Natomiast rejs na Navigator of The Seas szybko obalił mi ten stereotyp, bo na statku średnia wieku to było 30 lat. Bardzo wiele zależy zatem od danego rejsu. Ten na Bahamy i na CocoCay to rozrywkowy rejs, pełen atrakcji, imprez i aktywnego spędzania czasu. Jest zatem idealny dla młodych ludzi oraz rodzin z dziećmi, bo dla nich też przygotowane są dziesiątki atrakcji. Ja byłam zaskoczona jak imprezowa jest ta podróż i poznałam całą masę ludzi w moim wieku z którymi świetnie się bawiliśmy przez cały weekend.

Co do samego stylu podróżowania – wiecie, że ja przerobiłam w życiu większość typów podróży – od solo, z plecakiem, niskobudżetowo, w kompletnej głuszy, wyzwaniowo na motocyklu i w przepięknych zakątkach w butikowych hotelach jak ze snu. Po tylu latach jestem zdania, że podróżować można na różne sposoby i każdy typ coś ciekawego wnosi i kreuje inne wspomnienia. Nie ma lepszych i gorszych podróży, więc osobiście uważam, że rejs z Royal Carribean był świetnym (dla mnie nowym) doświadczeniem, bawiłam się genialnie i uśmiech nie schodził mi z twarzy przez cały weekend. Tak jak Wam pisałam wcześniej – to jest rodzaj podróży podczas której każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od wieku i preferencji spędzania wolnego czasu, co czyni tą podróż wyjątkowo uniwersalną i jest po prostu bardzo udanymi wakacjami :)

Ja teraz zaczęłam marzyć, aby takim statkiem opłynąć Alaskę, bo słyszałam, że to jedna z najbardziej niesamowitych podróży w ofercie Royal Carribean…

Napisz komentarz

six + two =