close
Podróżnicze rady

Jak nie wpuszczono mnie do samolotu, a ja zarobiłam na tym 3000 złotych

Jest rok 2013.

Lecę na swoją pierwszą międzynarodową konferencję naukową, na której będę prezentowała wyniki ze swoich badań z psychologii społecznej. Jestem podekscytowana, ale też zdenerwowana, bo moje wystąpienie ma być jednym z pierwszych na kilkudniowej konferencji.

Specjalnie zatem rezerwuję lot o dzień wcześniej, tak aby po przylocie mieć jeszcze cały dzień na wyspanie się i przygotowanie w spokoju. To dla mnie ważne, więc nie ma tu miejsca na żadne wpadki.

Lot na trasie Warszawa – Kapsztad będzie jednym z najbardziej uciążliwych spośród tych, które do tej pory odbyłam. Odległość jest znaczna, więc nie ma prostego połączenia. Muszę lecieć z dwiema przesiadkami, a każda z nich wiąże się z dodatkowymi godzinami czekania na następny lot. Cała podróż zdaje się przeciągać w nieskończoność i ma trwać ponad 30 godzin.

Ale myślę tylko o tym super doświadczeniu, które na mnie tam czeka i o tym, że choć na kilka dni moja noga stanie w wymarzonej Afryce Południowej. Na pewno wszystko będzie dobrze, bo przecież „dobrym ludziom przydarzają się dobre rzeczy”.

Pierwszy odcinek pomiędzy Warszawą a Frankfurtem to ledwie 2 godziny, ale już na lotnisku dowiaduję się, że lot jest trochę opóźniony. Myślę sobie: zwykła sprawa, loty ciągle się spóźniają, przecież z pewnością szybko rozwiążą ten problem. Rzeczywiście, po 20 minutach wpuszczają nas na pokład i już bez problemu startujemy. Na przesiadkę we Frankfurcie na kolejny, nocny lot mam zaplanowaną godzinę, więc teoretycznie wciąż mam 40-minut zapasu . Jeszcze upewniam się u stewardesy czy zdążę, a ona uspokaja mnie i mówi, że w tym samolocie są też inni pasażerowie w podobnej sytuacji, i że przewoźnik na pewno będzie na nas czekał.

Po wyjściu z samolotu we Frankfurcie biegiem ruszam do kolejnej bramki. W sumie to nie powinno tak być, że za fortunę, którą płacę za ten lot, obładowana rzeczami muszę  sprintem (bo inaczej tego nazwać się nie da) przebiec ogromne lotnisko i prawie wypluć sobie płuca. A co, gdyby to był ktoś starszy albo ktoś, kto nie może urządzać sobie biegów po lotnisku? Dobiegam jednak na czas to bramki, mając w zapasie jeszcze 25 minut do odlotu.

I tu zaczyna się moja historia…

Pracownik obsługi lotu przy kontuarze stwierdza, że jest za późno, żeby wsiąść do tego samolotu, bo odprawa została zamknięta i wszyscy są już na pokładzie. Z niedowierzaniem patrzę na zegarek i stwierdzam, że mogłabym wejść do samolotu jeszcze 5 razy, zważywszy na fakt, że wciąż stoi za oknem (dosłownie) i jest połączony rękawem. Jak się okazuje, argument nie jest wystarczająco przekonujący. Następne kilka minut to dyskusja (a raczej mój wściekle-zrozpaczony monolog i pojedyncze monosylaby „Nie, bo nie” wyrzucane przez obsługę linii lotniczej). Nie pomagają argumenty, że jest to wina przewoźnika, że to nie ja się spóźniłam, tylko lot był opóźniony, że przecież wiedzieli, że to loty łączone i mieli czekać na swoich pasażerów. Nie pomaga też finalne uderzenie, czyli: lecę na koniec świata na konferencję i jeśli nie wsiądę do tego samolotu to ominie mnie moje własne wystąpienie (dramatyzm na wysokim poziome, ale dokładnie tak było). I tu następuje życiowa lekcja numer jeden: jako pasażer nikogo nie obchodzisz Ty, ani Twoje życiowe plany. Bolesne.

W międzyczasie mojego mini dramatu dołącza do nas kilka innych zdyszanych osób, które są w identycznej sytuacji.

W ciągu 15 minut wszyscy zostajemy odprawieni z kwitkiem, dowiadując się, że tym lotem na pewno już nie polecimy, a jedyne co nam mogą zaproponować, to kolejny lot (o ile będzie w nim miejsce), który uwaga… jest za 24 godziny, wiec dostaniemy nocleg w lotniskowym hotelu (żeby nie było tak wesoło to doba hotelowa kończy się o godz. 11.00, a lot jest o 21.00, więc i tak czeka nas 10 godzin siedzenia na lotnisku przed kolejnym 25-godzinnym lotem. Słowem żal i niedowierzanie.

To oczywiście wygenerowało kilka kolejnych problemów, takich jak fakt, że ze swojej tygodniowej podróży, która była dla mnie bardzo kosztowna odpadają mi całe 2 dni spowodowane tym opóźnieniem (tygodniowa podróż na koniec świata o dwa dni krótsza robi różnicę) oraz to, że na swoje wystąpienie (o ile w ogóle na nie zdążę, a to był powód wyjazdu) będę jechała bezpośrednio z lotnika po byciu 3 dni w drodze.

W tamtej chwili czułam się bezradna i zrozpaczona. Trochę jak dziecko, które nie wie, co ma zrobić i na nic nie ma wpływu. Pamiętam te wszystkie uczucia i rozczarowanie, gdy siedziałam na krześle w hali odlotów, patrząc na wciąż stojący tam mój samolot, do którego nie mogę wsiąść.

Tamtego wieczora nie zrobiłam już nic, bo zeszła ze mnie cała energia i w sumie nie miałam pojęcia, co jeszcze mogę zrobić. Przecież jestem tylko jednym z setek pasażerów i nie podstawią mi prywatnego samolotu. Tak wtedy myślałam.

Dobę później wsiadłam do kolejnego samolotu, w trakcie przesiadek błagając organizatorów konferencji, żeby zamienili moje wystąpienie z kimś inny. Na konferencję dotarłam spóźniona i, tak jak podejrzewałam, jechałam na nią prosto z lotnika. Było ciężko, było dużo niepotrzebnego stresu i nie tak miało to wyglądać. Myślicie, że ktokolwiek się tym przejmował lub choć raz przeprosił za opóźnienie? Oczywiście, że nie. Mój wyjazd był bardzo krótki i nie zdążyłam obejrzeć tego, co zamierzałam.

Tak tego nie zostawię!

Po powrocie do Polski moje rozczarowanie i poczucie niesprawiedliwości wcale nie minęło. Zaczęłam szukać w Internecie, co mogę zrobić, jak postępuje się w takich sytuacjach, co jako pasażerowi mi przysługuje i czy jest coś, co może mi w tym pomóc.

Okazało się, że tego typu sprawy wbrew pozorom są do wygrania i choć nie zostanie nam zwrócony zmarnowany czas, to na pewno mamy prawo do odszkodowania.

Zgłosiłam się do firmy zajmującej się pozyskiwaniem odszkodowań dla pasażerów w przypadku opóźnionych lub odwołanych lotów. Wystarczyło, że wypełniłam online prosty formularz. W moim przypadku po 3 miesiącach dostałam informację, że sprawa została wygrana, a przewoźnik zapłaci mi 3000 zł zadośćuczynienia za szkody, które poniosłam.

Wydawało mi się, że to będzie trudne i okupione niekończącą się ilością formalności, i rzeczywiście tak jest, kiedy próbujemy dociekać swoich praw jako anonimowy obywatel. Walka z korporacjami jest długotrwała i uciążliwa, a przecież kolejna strata czasu i pieniędzy to ostatnia rzecz, której się chce.

Fakt jest taki, że nasza niewiedza działa na naszą niekorzyść, a przewoźnicy to niedoinformowanie wykorzystują bez skrupułów.

Jaki z tego morał?

Człowiek po prostu nie wie. Nie wie, jak ma się zachować, co powiedzieć, co może a czego nie. Bo i skąd ma wiedzieć, dopóki nie doświadczy czegoś na własnej skórze i nie będzie zmuszony walczyć o swoje prawa.

Od tamtej sytuacji minęło 5 lat. W międzyczasie wiele, oj wiele lotów mi się spóźniało, było odwoływanych, powodowało problemy. Jednak teraz różnica polega na tym, że nie tylko przewoźnicy mają swoje procedury i zabezpieczenia. My jako pasażerowie też mamy swoje i tamta sytuacja tego mnie nauczyła. Ale przecież normalnie nie miałabym pojęcia, co robić, tak jak większość ludzi, którzy postawieni w podobnie sytuacji są bezradni. A nie muszą być.

We współczesnym świecie nie musisz być prawnikiem, żeby mieć narzędzia do egzekwowania swoich praw. To, czego potrzebujesz to wiedza, gdzie szukać wsparcia ludzi, którzy robią to lepiej od Ciebie. Jeden z najbogatszych amerykańskich przedsiębiorców XIX wieku – Andrew Carnegie mawiał: Kluczem do sukcesu nie jest robienie wszystkiego samodzielnie, ale znalezienie ludzi, którzy zrobią to lepiej od ciebie.

O czym jako pasażerowie musimy pamiętać, a o czym nikt głośno nie mówi

Moja sytuacja z lotem do Afryki Południowej była skrajna, ale pomyślcie, ile razy zdarzało Wam się, że loty spóźniały się po 2, 3 czy 5 godzin? Ile razy skracało Wam to wakacje, przepadały spotkania, byliście spóźnieni na ważne wydarzania. Nie trzeba latać na koniec świata, żeby tego doświadczać, bo u nas w Europie takie sytuacje są na porządku dziennym.

Warto zatem wiedzieć o kilku podstawowych zasadach, które uprawniają Was do występowania o odszkodowanie:

Lot był opóźniony o conajmniej 3 godziny – w przypadku lotów opóźnionych o ponad 3 godziny mamy prawo do odszkodowania.

Lot został odwołany – linie lotnicze mają obowiązek poinformować nas o odwołanym locie nie później niż 14 dni przed datą wylotu. W przeciwnym razie jest on klasyfikowany jako poważne zakłócenie podróży, za które przysługuje nam odszkodowanie.

Odmowa przyjęcia na pokład – linie lotnicze praktykują dublowanie miejsc, tzn. sprzedaż większej liczby biletów niż jest miejsc w samolocie, co często wiąże się z niemożnością dostania się pasażera na pokład. W takich przypadkach również należy nam się rekompensata.

Jeśli chodzi o wysokość odszkodowania, to zależy ono długości trasy. Zwykle wynosi:

250 euro – jeśli opóźnienie w miejscu docelowym wyniosło więcej niż 3 godziny, a odległość między portami do 1500 km

400 euro – jeśli odległość wynosiła 1500–3500 km, a opóźnienie w miejscu docelowym więcej niż 3 godziny

600 euro – jeśli odległość wynosiła ponad 3500 km, a opóźnienie w miejscu docelowym więcej niż 3 godziny.

Należy pamiętać, że nie przysługuje nam odszkodowanie, gdy lot został zakłócony z powodu warunków pogodowych, które nie są odpowiednie do startu, kwestii bezpieczeństwa lub strajków związkowych. Jednak zawsze lepiej jest wypełnić formularz na stronie firmy zajmującej się rekompensatą kosztów lotu i upewnić się, że w danej sytuacji nie mamy szans na odszkodowanie.

Jeśli Wam też przydarzyła się podobna sytuacja, to nie wahajcie się dochodzić swoich praw i walczyć o odzyskanie poniesionych kosztów. Wnioski dotyczące wszystkich lotów można kierować NAWET DO 3 LAT WSTECZ! Jako podróżnicy nie jesteśmy już bezradni!

 

Ten wpis powstał we współpracy z SKYCOP.pl, która w imieniu pasażerów walczy o odszkodowania w przypadku spóźnionych lub odwołanych lotów.

Więcej przeczytacie na ich stronie, tam również znajdziecie formularz, który należy wypełnić, jeśli zdecydujecie się wnioskować o odszkodowanie.

2 komentarze

  1. A co w przypadku odwołania lotu z winy lotniska? Moja sytuacja sprzed roku:

    Poleciałem na weekend do Londynu. W niedziele chciałem wcześnie pojechać na lotnisko Stanstead i tu niespodzianka – wszystkie pociągi na lotnisko odwołane. Wiedziałem, że nie zdążę na samolot, więc w panice kupiłem bilet na ten sam dzień za 150 funtów. Pojechałem na lotnisko Luton i okazało się, że z powodu kilku centymetrów śniegu prawie wszystkie loty są odwołane, również ten wcześniejszy na który nie dojechałem. Z liniami lotniczymi nie dało się skontaktować, pani na lotnisku poleciła pasażerom, żeby poszukali noclegów, najlepiej blisko lotniska i poznia linia lotnicza im zwróci pieniądze. Kiedy ludzie mówili, że przylecieli na weekend i nie mają pieniędzy pani z linii się odwróciła. Lot odwołany, przyjechali po mnie znajomi i zostałem u nich 3 dni. Jedna linia zaproponowała lot w innego dnia (nie mogłem tyle czekać), druga linia milczała. Dopiero po miesiącu dodzwoniłem się na maltańską infolinie i tam przekierowali na polską infolinie. Po napisaniu reklamacji zwrócili pieniądze, ale nic więcej nie dostałem, bo to wina lotniska. U pierwszej linii lotniczej próbowałem coś ugrać za pośrednictwem firmy do odzyskiwania pieniędzy, ale minął prawie rok i cisza.

    Co w takich sytuacjach? Czy miałem po prostu pecha, czy w takich sytuacjach jest jakaś szansa na odszkodowanie?

    1. Cześć Janie! To brzmi trochę jak ten punkt o nieodpowiednich warunkach pogodowych – w tym przypadku śnieg, który z tego co rozumiem „uniemożliwił” lot. Ja nauczyłam się tego, że dyskutowanie bezpośrednio z liniami lotniczymi jets nieskuteczne. Tak jak napisałeś – albo nie ma jak się do nich dodzwonić, albo nie odpisują, albo znajdują tysiąc sposób, żeby utrudnić kontakt i dociekanie swoich praw. Stąd powstały zewnętrzne firmy, które mają za zadanie reprezentować pasażarów, bo w pojedynkę trudno jest walczyć z wielką korporacją. Trudno mi powiedzieć, czy Twój przypadek to pech, czy po prostu źle poprowadzona sprawa. Gdybym była na Twoim miejscu, to złożyłabym formularz w Skycope (można to zrobić do 3 lat po odwołanym locie) i spróbowała jeszcze raz z nimi, opisując zaistniałą sytuację. Taki formularz to tylko chwila, więc w sumie nic nie tracisz, a może ta spraw wciąż jest rozwiązywalna na Twoją korzyść. Swoją drogą co to za zdawanie odpowiedzialności – „wina lotniska”, a lotnisko na to że „wina samolotu” i tak każdy będzie na kogoś zwalał odpowiedzialność, a pasażer zostaje na lodzie.

Napisz komentarz

1 × 5 =