close
Podróżnicze radyPodróżnicze radyWłochy

Piękna opalenizna w podróży – ABC bezpiecznego opalania

Siedzę właśnie nad przepięknym basenem w gospodarstwie agroturystycznym zagubionym pośród wzgórz Toskanii i delektuję się tą chwilą. Wokół cisza, słychać tylko śpiew ptaków i dźwięk cykad wśród pól. Do tego ulubiona książka w ręku i słońce, które wprowadza w stan błogości i rozleniwienia.

Moje wymarzone miejsce na odcięcie się od świata, bycie tu i teraz. Wakacje we Włoszech to dla mnie kwintesencja lata. A po wyprawie do Nepalu bardzo potrzebowałam takiej przerwy i naładowania baterii.

Uwielbiam ten stan, uwielbiam słońce, lato i gdy jest mi za gorąco. Wtedy czuję, że żyję i jest tak, jak być powinno. Zdecydowanie jestem słoneczną dziewczyną, choć –o ironio –życiowo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że od słońca powinnam trzymać się z daleka.

Ostatnio pisałam Wam sporo o bezpiecznym podróżowaniu i zdrowiu, ale jest jeden temat, szczególnie mi bliski – bezpieczne opalanie. Wszyscy o nim mówią, większość nie wie w sumie po co i dlaczego, wielu go nie stosuje.

Moja historia z czerniakiem skóry

Dlaczego temat jest mi bliski? Bo na własnej skórze poczułam, co to znaczy zagrożenie wywołane słońcem. Jak nastolatka miałam na dekolcie niewielkie znamię, które z czasem zaczęło ciemnieć. Moja mama zabrała mnie do dermatologa, który zdecydował o jego chirurgicznym usunięciu. Jak się później okazało, miał rację, nie wahając się, bo znamię okazało się czerniakiem skóry – bardzo niebezpieczną zmianą rakową. Miałam wtedy 15 lat i brzmiało to jak wyrok. Usłyszałam, że od tej pory słońca mam unikać jak ognia, omijać szerokim łukiem kraje, w których jest ono szczególnie silne, a jeśli już do nich trafię, to zawsze nosić długie spodnie i rękawy, ciemne okulary i wielki kapelusz. Dla nastolatki brzmiało to jak koniec normalnego funkcjonowania i stanie się więźniem własnego życia. Oczywiście było w tym wszystkim za dużo emocji z mojej strony i za dużo skrajności w opinii lekarzy. Byłam bardzo młoda i teoretycznie nie mieściłam się w statystycznej grupie najczęściej chorującej na raka skóry. A jednak…

Piszę o tym, aby uczulić Was, że o zdrowie należy dbać niezależnie od płci i wieku, bo naprawdę mamy je tylko jedno. Szczególnie, że zgodnie z najnowszymi badaniami aż 65% zachorowań na czerniaka nie ma związku z wcześniejszymi znamionami. Oznacza to tyle, że trzeba być czujnym cały czas, niezależnie od tego, jak bardzo nam się wydaje, że nam na pewno nic się nie przytrafi.

Jak dbam o swoją skórę na co dzień i w podróży?

Z biegiem lat nauczyłam się odpowiednio postępować, dbać o swoją skórę i zdrowie, a jednocześnie cieszyć się słońcem w sposób, który nie wpływa na mój styl życia i podróże.

Piętnaście lat bycia w drodze nauczyło mnie bardzo dużo na temat profilaktyki słonecznej. Zwłaszcza dla osób –które tak jak ja, mnóstwo czasu spędzają na zewnątrz, trenują w terenie lub są narażone na ciągłe zmiany nasłonecznienia od australijskiego outbacku po lodowiec w argentyńskiej Patagonii –bezpieczne opalanie to podstawa. Ale te zasady dotyczą nas wszystkich, bo niezależnie od miejsca, słońce operuje cały czas i właśnie wtedy, kiedy najmniej się go spodziewamy, może zaskoczyć nas swoją siłą.

Nie ma tu znaczenia, czy wybieracie się na trekking do Nepalu, wyjeżdżacie latem na weekend na Mazury, czy tak jak ja teraz wygrzewacie się we włoskim słońcu gdzieś w Toskanii. Słońce jest jedno i o ile daje ono mnóstwo życiowej energii, o tyle może też być naszym wrogiem.

Używanie kremów przeciwsłonecznych kojarzy nam się z letnimi wakacjami i to może być bardzo złudne, bo promienie ultrafioletowe towarzyszą nam cały czas, niezależnie od pory roku, położenia geograficznego i stopnia zachmurzenia (zatem argument: „nie ma dziś słońca, nie smaruję się” – można odłożyć na bok!).

Oprócz tego, że „skutkiem ubocznym” słońca jest czasami piękna opalenizna (czasami, bo ludzie w większości nie wiedzą, jak się prawidło opalać i kończą z poparzeniami i schodzącą skórą), to jednak promienie słoneczne przenikające do wnętrza skóry powodują nieodwracalne zmiany. Wpływają też na starzenie się skóry, a przecież każdy z nas chciałby jak najdłużej dobrze wyglądać!

ABC bezpiecznego opalania

Moje podejście do dbania o siebie i profilaktyki, także słonecznej, zmieniło się diametralnie. Wiadomo, człowiek uczy się na doświadczeniach, ale umówmy się – jeśli chodzi o takie doświadczenia, to lepiej uczyć się na cudzych, niekoniecznie na swoich.

Od wielu lat stosuję kilka zasad, które sprawiają, że nie czuję się ograniczona przez moją historię z czerniakiem, i ze słońcem jest mi po drodze.

A – aktualizacja

Po pierwsze, od 15 lat regularnie, raz do roku chodzę do dermatologa na tzw. mapę skóry, czyli kontrolę wszelkich znamion za pomocą specjalistycznego sprzętu, który pozwala je obejrzeć na komputerze w bardzo dużym powiększeniu i dzięki temu wyłapać jakiekolwiek niepokojące zmiany.

B – bezpieczeństwo

Po drugie, tak naprawdę najważniejsze. Profilaktyka słoneczna. Poprzedni element to część trzymania ręki na pulsie, ale prawdziwa ochrona to te wszystkie niewielkie kroki, które trzeba podjąć, wychodząc na słońce. Wbrew pozorom nie są one tak uciążliwe, jak mogłoby się wydawać, a technologia kosmetyków, które obecnie możemy dostać na rynku, nie ma już wiele wspólnego z tłustymi, białymi kremami, do których lepi się wszystko wokół.

Od lat wybieram tylko sprawdzone i przebadane laboratoryjnie kosmetyki i szerokim łukiem omijam drogeryjne oliwki, kremy i przyśpieszacze opalania (one nie chronią nas przed szkodliwym działaniem słońca!). W moich ostatnich wyjazdach towarzyszy mi gama filtrów przeciwsłonecznych Anthelios marki La Roche-Posay, którą przetestowałam do tej pory nad polskim morzem, podczas trekkingu w Nepalu i teraz pod słońcem Toskanii. W każdej z tych podróży potrzebny jest mi inny produkt, który pasuje do jej charakteru.

Na weekendowy wypad nad Bałtyk wrzuciłam bezzapachowy krem do twarzy Anthelios Ultra SPF50, który jest odporny na pot i przede wszystkim nie podrażnia wrażliwej skóry wokół oczu, co ma dla mnie duże znaczenie, bo na co dzień noszę soczewki kontaktowe.

W Nepalu podczas trekkingów, raftingu i jazdy motorem miałam zawsze ze sobą malutki pojemnik z mgiełkę 50SPF przeciw błyszczeniu się skóry,która pozwalała mi w szybki sposób odświeżać ochronę twarzy, dłoni i dekoltu wtedy gdy nie miałam warunków do smarowania się kremami. Ta mgiełka to mój HIT! Można ją też rozpylać prosto na makijaż i nie powoduje błyszczenia się skóry.

W Toskanii nie mam ograniczenia bagażu i jestem nastawiona na wypoczywanie nad basenem, więc w mojej słomkowej torbie noszę ze sobą mleczkdo twarzy i ciała 50SPF, które świetnie nawilża moją suchą skórę i starcza dla mnie i dla mojego lubego (tak, tak dziewczyny! Od lat tłukłam mu do głowy konieczność smarowania się i teraz sam już o nim pamięta i jeszcze mnie pilnuje:)).

Jestem bardzo wybredna, jeśli chodzi o kosmetyki i muszę mieć poczucie, że chronią moją skórę i mają odpowiednio wysoki filtr – co najmniej 30 SPF (obalając mity: wysoki filtr nie sprawi, że mniej się opalicie, tylko że będziecie lepiej chronieni!).

Dodatkowo mam bardzo wrażliwą skórę, więc kosmetyki perfumowane odpadają.

Muszę też Wam się przyznać – od dziecka nie znoszę tłustych kremów i smarowania nimi twarzy (może dlatego, że zawsze mnie nimi grubo smarowano, a po historii z czerniakiem to już w ogóle). Zwłaszcza gdy uprawiam sport lub podróżuję, zależy mi na tym, aby kosmetyki szybko się wchłaniały, nie spływały wraz z potem i nie zostawiały białych smug na skórze.

Dodatkowo podczas intensywnych wyjazdów na koniec świata i wystawiania skóry na inne czynniki: wodę, temperaturę, zanieczyszczenia, muszę mieć kosmetyki, które są hipoalergiczne i w kontakcie ze słońcem nie powodują żadnych podrażnień, bo to ostatnia rzecz, której potrzebuję w podróży.

Oprócz kosmetyków z filtrem UV przestrzegam kilku podstawowych zasad bezpiecznego opalania:

  • unikam nadmiernej ekspozycji na promienie słoneczne między 11.00 a 15.00
  • pamiętam, aby nałożyć drugą warstwę kremu po dłuższej kąpieli w morzu czy basenie lub po treningu w terenie
  • noszę nakrycia głowy (nieważne czy w górach, czy nad wodą) i okulary przeciwsłoneczne z filtrem
  • piję dużo wody, aby chronić organizm przed odwodnieniem.

C – całoroczność

Po trzecie, nauczyłam się przyglądać swojej skórze bardzo dokładnie w ciągu całego roku. Wszelkie odstępstwa, dziwnie wyglądające znamiona, powiększone, ciemniejsze w środku, o nieregularnym kształcie czy zaczerwienione, zapalają mi w głowie czerwoną lampkę i są dla mnie znakiem, aby od razu udać się do lekarza. Absolutnie nigdy nie odkładam tego na jutro albo jak będzie wolna chwila. Piszę Wam o tym dlatego, że zaczęłam być też wyczulona na punkcie swoich najbliższych i znajomych (przyznam, że kilku zmusiłam do pójścia do dermatologa). Nie zdajecie sobie sprawy, ilu z nich musiałam do tego intensywnie namawiać, choć ich znamiona wyglądały niepokojąco. Słowem, nie zostawiajcie tego na ostatnią chwilę, bo tu czas ma ogromne znaczenie. Aż 50–70% zachorowań na nowotwory skóry wiąże się z nadmiernym wystawieniem na słońce oraz promienie ultrafioletowe typu A i B.

To wszystko może wydawać się takie banalne i oczywiste, ale kiedy zapytałam Was jakiś czas temu na Insta Stories: czy używacie filtrów przeciwsłonecznych, to aż 30% z Was odpowiedziało, że „jak pamięta”! Niby zatem wszyscy wiedzą, ale przyznajmy się szczerze, ilu z nas bierze to wszystko na serio. Ja teraz jestem taka mądra, ale przed incydentem z czerniakiem, też wiecznie było mi nie po drodze z kremem do opalania.

Pamiętajcie, że ze słońcem nie ma żartów, a wakacyjny wygląd nie jest najważniejszy! Chrońmy siebie i swoich najbliższych! Jest tyle do zobaczenia i odkrycia, że nie warto prowokować sytuacji, które mogą nam to uniemożliwić.

A teraz zmykam delektować się toskańską ciszą i wielką porcją (nie fit) tiramisu! :D

12 komentarzy

  1. Wyglądasz przepięknie! Świetna sesja i to miejsce – bajka. Pozdrawiam z deszczowego Pomorza :)

    1. Dzięki piękne Aniu :) Bardzo mi miło, że podobają Ci się zdjęcia :) Pozdrawiam ciepło!

  2. O kurczę bardzo mi przykro, że musiałaś przez to przechodzić… I pomyśleć, że ludzie wogle o siebie nie dbają i wydaje im sie, że sa nietykalni. Super, że jesteś odważna, dzielisz się swim doświadczeniami i pokazujesz, że ze każdej sytuacji jets wyjście. Czytam Twój blog od początku i niezmiennie jestem zachwycona Twoim podejściem dożycia, Twoją dojrzałością, ale też ogromnym doświadczeniem podróżniczym. Trzymam bardzo mocno kciuki za Twoje podróże i Twój blog i masz we mnie wierną czytelniczkę :)

    1. Ogromnie Ci dziękuję za ten komentarz, wsparcie tak ciepłe słowa <3 Ten blog to moje oczko w głowie i staram się, żeby niósł ze sobą dużo inspiracji, wiedzy i wartości w które wierzę. Nie ma nic lepszego, gdy czytelnicy to dostrzegają. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie! <3

  3. Wow dzięki, że podzieliłaś się tak ważnym przeżyciem. To tylko pokazuje, że choroba może i nie wybiera, ale to my wybieramy nasze do niej podejście. Świetny wpis i życzę dużo zdrowia!

  4. Naprawdę ważny wpis Olu. Ja z kolei mam uczulenie na słońce i zawsze powoduje to podrażnienie skóry, więc staram się go unikać. A jeśli już na nie wychodzę, to tak jak Ty używam tylko najwyższych filtrów i noszę kapelusz i okulary. Zdrowie mamy tylko jedno i trzeba o nie dbać! Pozdrawiam ciepło

    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Zdrowie jest numerem jeden i wygląd przy nim wydaje się być bez znaczenia. Ale łączę się w bólu, bo mnie też wiele rzeczy uczula i muszę dobierać delikatne kosmetyki, żeby unikać podrażnień. Ja również pozdrawiam serdecznie Kasiu! :)

  5. Ale niesamowita jest ta willa w której byłaś!!! Zrobisz jakiś oddzielny wpis o podróży do Toskanii i noclegach? Pozdrawiam

Napisz komentarz

1 × one =