close
Fit JedzenieIndie

Kawa w Indiach – smak monsunu w filiżance

Z czym kojarzą się Wam Indie? Przyznajcie się, na pewno nie z kawą!

Ja miałam podobnie, dopóki podczas swojej podróży pociągiem po południu Indii, nie odwiedziłam plantacji kawy. Przyznam, że było to ostatnie miejsce, które spodziewałabym się zobaczyć w Indiach, a to błąd, bo było niezwykle interesujące i sadzę, że dla każdego, nawet nie tak uzależnionego od kawy, jak ja.

Na plantację kawy trafiliśmy zupełnie przypadkiem, bo z programu trasy pociągu The Golden Chariot nagle wypadło inne miejsce i organizatorzy postanowili uzupełnić lukę spędzeniem kilku godzin na plantacji. To był strzał w dziesiątkę i miła odmiana od oglądania świątyń :) Na miejsce dojechaliśmy przed południem i pierwsze co nas powitało, to energetyczny występ bębniarzy.

Następnie tradycyjne powitanie kwiatami i oznaczenie czoła czerwoną kropką „Bindi”. Swoją drogą „Bindi jest chyba jedną z najbardziej intrygujących ozdób na ciele. Hindusi przywiązują wielką wagę do tego ozdobnego znaku na czole pomiędzy łukami brwiowymi, bo od czasów starożytnych zaznacza najważniejszy punkt ciała.

Obszar pomiędzy brwiami, szósta czakra znana także jako „agna”, co znaczy panowanie, jest źródłem ukrytej mądrości. Według kultu tantrycznego, podczas medytacji ukryta energia (kundalini) podnosi się od końca kręgosłupa ku głowie, a „agna” jest właśnie miejscem ujścia potężnej energii.

Czerwona znak odpowiada też za kontrolę różnych poziomów koncentracji i jest także głównym punktem powstania samego siebie— symbolizującym pomyślność i powodzenie.

Wreszcie poczęstowano nas kawą, ale w hinduskim stylu, więc z mlekiem i mnóstwem cukru. To bardziej napój kawowy, niż kawa, ale i tak się wypiło ;)

Na terenie plantacji kawy znajduje się przepiękny, nowoczesny hotel ze spa – The Serai i przyznam Wam, że nie miałabym nic przeciwko, żeby zatrzymać się w nim na dłużej. Widoki na tą soczystą zieleń były nieziemskie :)

Nie tracąc czasu ruszyliśmy prosto na plantację, która wbrew pozorom nie znajduje się na otwartej przestrzeni, ale w środku lasu. Po drodze minęliśmy też malowniczy las bambusowy, co w sumie też nie pasuje do wyobrażeń o indyjskiej przyrodzie. Wszystko tu było otoczone aurą spokoju, relaksu i wyciszenia.

Zwiedzanie plantacji to był właściwie przyjemny spacer pośród drzew i krzewów, podczas którego przewodnik opowiadał nam o uprawie i produkcji kawy.

Kawa przemycona w brodzie

Uprawa kawy ma długą historię. Najwcześniejsze zapisy jej dotyczące pochodzą z 875 roku i dotyczą Etiopii, skąd w XV wieku przywieziono ją do Arabii.  W przypadku Indii, historia kawy zaczęła się około 1600 roku od muzułmańskiego pielgrzyma Baba Budana, który w czasie powrotu z pielgrzymki do Mekki, przemycił siedem ziaren kawy (ukrył je w brodzie) z Jemenu do Mysore w Indiach. Zasiał je na Wzgórzach Chandragiri i stąd też wzięła się ich obecna nazwa – Baba Budan Giri („Giri” oznacza wzgórze). To był początek przemysłu kawowego w Indiach, a w szczególności w ówczesnym stanie Mysore, będącym obecnie częścią stanu Karnataka. Dodatkowo liczba siedem jest tu nieprzypadkowa, bo w wielu wierzeniach oznacza liczbą magiczną. Można zatem powiedzieć, że Karnataka stała się wyjątkowym, kulturowo-kulinarnym dziedzictwem Indii.

Ponad 200 lat czekania na swój moment

Choć ta historia wydaje się być mocnym startem w stronę kawowej ekspansji, prawda jest taka, że na jej rozkwit trzeba było dość długo czekać. Dopiero w 1840 roku powstała pierwsza plantacja wokół Baba Budan Giri i okolicznych wzgórz w stanie Karnataka. A wszystko z powodu działalności Brytyjczyków, którzy założyli pierwsze górskie plantacje na południu kraju, rozprzestrzeniając je również na obszary Wynad (obecnie część Kerala), Shevaroys i Nilgiris w Tamil Nadu.  Obecnie Indie są siódmym największym producentem kawy na świecie za Brazylią, Wietnamem, Indonezją, Kolumbią, Etiopią i Hondurasem. Wyspecjalizowani dostawcy zwykle preferują łagodne, wyszukane aromaty indyjskich kaw Arabica, chociaż Indie słyną z produkcji jednej z najlepszych kaw na świecie – Robusty.  Prawie 80% indyjskiej kawy jest eksportowane, z czego 70% trafia do Niemiec, Rosji, Hiszpanii, Belgii, Słowenii, Stanów Zjednoczonych, Japonii, Grecji, Holandii i Francji. Do Włochy odbierają aż 29% eksportu! To tak gdybyście się kiedyś zastanawiali, skąd właściwie pochodzi Wasze cappuccino sączone na placu w Rzymie ;)

Smak monsunu w filiżance

Jednak najbardziej podoba mi się sposób uzyskiwania smaku indyjskiej kawy – co najmniej poetycki. Niektóre ziarna są poddawane tak zwanemu procesowi „monsunowania”. W epoce żeglugi rejs z Indii do Europy potrafił ciągnąć się miesiącami. Początkowo zielone ziarna kawy przechowywano pod pokładem, poniżej linii wody, w wilgotnym otoczeniu, co podczas długiej podróży zmieniało ich smak i barwę. Gdy kawa docierała do Europy była już właściwie żółta.

Jednakże jej smakosze przyzwyczaili się do tego na tyle, że kiedy na szlakach handlowych pojawiły się parowce, które znacznie skróciły czas transportu, wciąż domagali się kawy o znanym sobie aromacie wynikającym z długotrwałej podróży. Jak wiadomo klient nasz pan, więc producenci kawy chcąc sprostać oczekiwaniom, zaczęli poddawać kawę procesowi „monsunowania“.

Polega on na wystawieniu ziaren kawy na działanie powietrza o bardzo dużej wilgotności w porze monsunowej, czyli w okresie od maja do czerwca. Służą do tego specjalnie zadaszone miejsca, pod którymi umieszcza się ziarno, a później regularnie przesypuje grabiami. Następnie przesypuje się je do worków i wystawia na działanie wiatru monsunowego. W ciągu siedmiu tygodniu osiąga ono odpowiednią barwę i smak.

 Mikrokosmos aromatów 

Smak i aromat indyjskiej kawy wynika też ze sposobu jej uprawy. Na indyjskich plantacjach kawy znajduje się nawet 50 różnych rodzajów roślin, które ocieniają kawowce!

Pieprz, wanilia, kardamon, pomarańcze czy banany, które rosną obok drzewek kawowych chronią je przed sezonowymi wahaniami temperatur oraz zapobiegają erozji gleb na spadzistych terenach. Na cały świecie plantacje kawowe wystawione są bezpośrednio na działanie słońca, a w Indiach niemal całość upraw znajduje się w cieniu, pod osłoną drzew. Dlatego będąc na indyjskiej plantacji kawy, tak naprawdę chodzi się po lesie.

Obecność owoców i przypraw wpływa też na aromat kawy, nadaje jej delikatną słodycz, owocowy smak i intensywne nuty korzenne. Kosztowanie indyjskiej kawy, to tak naprawdę próbowanie całego mikrokosmosu orientalnych aromatów.

Jak przywołać smak Indii w domu?

Na co dzień brakuje mi tego smaku, więc podzielę się z Wami przepisem na przywołanie Indii we własnym domu. Nic tak nie pomaga jak filiżanka kawy o smaku orientu.

Do małego garnuszka wrzućcie 2 łyżki cukru (daktylowy lub palmowy).

W moździerzu rozgniećcie dokładnie 2 goździki, 2 ziarna zielonego kardamonu i ziarno czarnego kardamonu.

Do cukru dodajcie zmiażdżone przyprawy, odrobinę cynamonu w pudrze, imbiru w pudrze, 3 plasterki świeżego imbiru i świeżo startą gałkę muszkatołową.

Garnuszek postawcie na małym ogniu i ciągle mieszając, poczekajcie aż cukier się skarmelizuje.
Następnie do garnuszka wlejcie 1/2 szklanki mleka i zagotujcie.

Ostatni punkt: dodajcie wcześniej zaparzoną kawę, zagotujcie. Następnie wlejcie pół szklanki wody i zagotujcie.

Gotowe! Zamknijcie oczy i przenieście się do magicznych Indii…

 

*Photo credits: Ministry of Tourism, Govt of India / Jinson Abraham

Napisz komentarz

2 + sixteen =