close
Indie

Hampi – magiczne miasto południa Indii

Hampi, starożytne miasto leżące na miejscu dawnej stolicy hinduskiego państwa Widźajanagar, było naszym głównym punktem na trasie wycieczki pociągiem The Golden Chariot.

Pomimo tego, że od 1986 r. znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, wcale nie jest pierwszym punktem, który przychodzi do głowy, gdy myśli się o podróży do Indii. A szkoda, bo jest to jedno z najbardziej magicznych, powalających swoim ogromem, pięknem i symboliką miejsc na mapie tego kraju.

Rozsiądźcie się wygodnie i weźcie do ręki herbatę, bo zabieram Was na spacer po orientalnym świecie hinduskiego bogactwa.

Na miejsce dojeżdżamy rano, zanim spadnie na nas największa fala południowego upału. Przez kilka minut wspinamy się pod górę skarpy, z której roztacza się rozległy widok na ruiny niegdyś monumentalnego miasta zbudowanego wśród wzgórz.

Założono je w 1336 r. na prawym brzegu rzeki Tungabhadra  w malowniczym otoczeniu plantacji bananów. Jednak niedługo cieszyło się swoim rozkwitem, bo już w drugiej połowie XVI wieku zaatakowali je Muzułmanie i praktycznie zrównali miasto z ziemią, oszczędzając tylko nieliczne świątynie i złożone systemy nawadniające.

Zachowało się jednak kilka niewiarygodnie pięknych budowli, które dają namiastkę tego, jakim przepychem było Hampi.

Jeśli myśleliście, że zawiłe to są latynoskie seriale, to połapanie się w panteonie hinduskich bogów będzie prawie nieosiągalne. Zrozumienie tego, kto z kim, po co i dlaczego, to prawdziwe wyzwanie dla logicznego myślenia. Ale spróbujcie skupić się na chwilę.

Nazwa Hampi wywodzi się od Pampy, starożytnej nazwy rzeki Tungabhadra. Jednak Pampa to też córka Brahmy, Boga Stwórcy. Była oddaną czcicielką Śiwy, Boga Zniszczenia. Pod wrażeniem jej poświęcenia Śiwa zaoferował jej dobrodziejstwa i zdecydował się ją poślubić. Miejsce to stało się znane jako Pampakshetra (ziemia Pampy) i Śiwy jako Pampapathi (małżonek Pampy). Wzgórze Hemakuta w Hampi to miejsce, w którym zgodnie z mitologią Śiwa pokutował przed poślubieniem Pampy.

I tu pojawia się kolejna postać – Kama, bóg miłości, który współczując Pampie, że czeka na Śiwę, postanowił przebudzić go z głębokiej medytacji. Wywołało to jego ogromny gniew, tak wielki że postanowił spalić Kamę swoim trzecim (ognistym) okiem.  Rathi, bogini pasji i małżonka Kamy, błagała Śiwę o litość i przywrócenia życia Kamie. Bóh uczynił to łaskawie, ale przywrócił Kamę tylko jako postać, a nie istotę fizyczną.

Natomiast małżeństwo Śiwy z Pampą zakończyło się happy endem. Bogowie z nieba obsypali miejsce zaślubin złotem. Stąd góra w Hampi nazywa się Heamakuta, dosłownie oznacza „kupę złota”. Wszystkie te miejsca mają ogromne religijne znaczenie dla Hindusów w południowych Indiach, zwłaszcza dla wyznawców Śiwy. Jest to też miejsce pielgrzymek wielu z nich.

Nie zdążamy zejść na dół w stronę monumentalnej Świątyni Wirupakszy, bo otacza nas grupa przepięknie ubranych Hindusek, które zapraszają do wspólnego zdjęcia. Tym właśnie różni się południe Indii od północy. Ludzie są bardziej otwarci, uśmiechnięci, zainteresowani tym, skąd jesteś i co robisz z w ich kraju. Nigdy jednak nie jest to nachalne, ale zawsze pełne życzliwości i chęci poznania drugiego człowieka. Uwielbiam te momenty i zatrzymane na zdjęciach uśmiechy.

Ruiny miasta zajmują przestrzeń prawie 26 km kwadratowych. Nasza grupa porusza się autokarem, ale świetnym sposobem na eksplorację jest wynajęcie roweru i przejażdżka po okolicy.

Pośród ogromnych samotnych skał wyłania się Świątynia Wirupakszy poświęcona Shivie. To jedyne miejsce w Hampi, które wciąż jest używane i stanowi cel wielu pielgrzymów z całych Indii. Unosi się tu religijna aura, której można doświadczyć podczas porannych i wieczornych modlitw arati, odprawianych w otoczeniu kwiatów, świec i kadzideł.

Świątynia Wirupakszy

Świątynia składa się z dwóch dziedzińców, do których droga prowadzi przez wysokie gopury, czyli bramy w postaci bardzo wysokiej, zwężającej się uskokowo ku górze wieży będącej wejściem do świątyni. Ta jest wyjątkowa – mieni się złotem w oślepiającym słońcu i góruje nad całym terenem. Mierzy prawie pięćdziesiąt metrów i ma aż jedenaście kondygnacji!

Przechadzamy się po dziedzińcach, podziwiamy ozdobione rzeźbami kolumny mandepy hinduistycznego obiektu sakralnego, który jest charakterystyczny dla południowych Indii. Niektóre z nich mają nawet 1000 kolumn!

Pomiędzy nimi szaleją małpy, które ewidentnie objęły panowanie nad tym miejscem. Jedna z nich właśnie zwinęła komuś z torby pomarańczę i teraz ze smakiem zajada ją naprzeciwko mnie. Świat ludzi, zwierząt, bogów. Wszystko tu przenika się i tworzy jedną spójną rzeczywistość.

Do perfekcyjnej hinduskiej scenki brakuje tylko świętej krowy. Jednak zanim się obejrzę, jedna z nich uroczyście wkracza na teren świątyni i staje w poprzek przejścia uniemożliwiając wyjście i wejście. Nikt nie śmie jej popędzić, więc wszyscy grzecznie czekamy, aż łaskawie postanowi zmienić pozycję.

W hinduizmie krowy uważane są za święte i są bardzo szanowane. Wynika to nie tylko z ich ogromnej roli i pomocy – dostarczanie mleka, pracy na polach uprawnych, ale też wykorzystywania ich odchodów jako źródła paliw i nawozów. Większość Hindusów szanuje krowy za ich łagodny charakter. Są więc postrzegane jako „opiekunka” lub postać matczyna. Krowy są honorowane w społeczeństwie, a wielu Hindusów nie spożywa wołowiny. Stanowi to główny element nauczania hinduizmu, które mówi o nieszkodzeniu zwierzętom (ahimsa).

Trzy kilometry na południe od rzeki, na południowy zachód od wioski Kamalapuram rozciąga się tzw. królewska przestrzeń – pałace, stajnie dla słoni, wartownie i świątynie.

Po drodze zahaczamy o świątynię Kodana Rama, którą regularnie zalewa rzeka. Jej głównym punktem jest ogromny posąg Lakshmi Narasimha, chyba najbardziej rozpoznawalny symbol Hampi. Narasimha oznacza pół człowieka pół lwa, i jest czwartą inkarnacją Wisznu.

Posąg Lakshmi Narasimha
A może świeżego kokosa w przerwie?

Kolejnym miejscem jest absolutnie zachwycający Lotus Mahal lub Lotus Palace. Jego nazwa wywodzi się od pięknego kształtu otwartego pąku lotosu. Mówiłam Wam już, że Hampi i jego symbolika ma w sobie dużo orientalnej magii?

Lotus Mahal

Styl architektoniczny łączy style islamu i hinduizmu. I jak to bywa z kulturowymi mariażami, wychodzi z tego coś niesamowicie pięknego.

Przeznaczenie tego budynku nie jest dokładnie znane, ale przypuszcza się, że był to teren zarezerwowany dla kobiet z rodziny królewskiej.

Zaraz za pałacem znajdują się imponujące, zaskakujące stajnie dla królewskich słoni. W czasach świetności Hampi zwierzęta te wykorzystywano między innym do walk, ale przede wszystkim były oznaką władzy i prestiżu. Zresztą nadal wykorzystuje się je z okazji procesji, ślubów, uroczystości religijnych i państwowych.

Królewskie stajnie dla słoni

Jest już późne popołudnie, gdy piechotą dochodzimy do Świątyni Vittala, do której prowadzi dwukilometrowy trakt, niegdyś koński targ.

Minął upał, światło jest idealne i łagodnymi promieniami oświetla pustawy o tej porze kompleks. Wygląda tajemniczo i majestatycznie, stojąc na tym pustkowiu. Nie bez powodu świątynię uważa się za jedną z największych i najbardziej znanych budowli w Hampi. Samo jej położenie jest malownicze, niedaleko brzegu rzeki Tungabhadra.

Na dziedzińcu stoi bogato zdobiony kamienny powóz zaprzężony w słonie. Jest tak perfekcyjnie wykonany, że sprawia wrażenie, że jest zrobiony z jednej skały. Jednak z bliska można dostrzec, że jest to kilka połączonych bloków, co jeszcze bardziej zadziwia.

Kolejnym zaskoczeniem są muzyczne filary w środku świątyni. Grano na nich poprzez uderzenia drewnianymi klockami. W zależności od grubości i liczby filarów wydawały one różne dźwięki.

Niewyobrażalny jest nakład pracy, wyobraźni i czasu poświęcony na stworzenie tych budowli. Każda jest inna, ma w sobie coś wyjątkowego i zdaje się, że nawet najmniejszy element jest tu przemyślany i ma swój cel.

Nasz dzień kończy się zachodem słońca nad pobliską rzeką. Zdejmujemy buty i zanurzamy stopy w chłodnej wodzie. Niebo mieni się odcieniami pomarańczu, wokół śpiewają ptaki, a wartki nurt rzeki uspokaja myśli.

Hampi wymaga wyobraźni, wyciszenia, chwili na refleksję.

I to właśnie jest potrzebne po całym dniu eksplorowania tego niezwykłego miasta. Miejsce o tak bogatej historii i symbolice rozbudza zmysły i przenosi do innego świata. Świata kolorów, zapachów, przepychu i niezmierzonego bogactwa. 

To zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc na południu Indii.

 

*Photo credits: Ministry of Tourism, Govt of India / Jinson Abraham

17 komentarzy

  1. Co za niewiarygodne miejsce! Uwielbiam takie klimaty, szwendanie się po ruinach i wyobrażanie sobie jak to kiedyś musiało wyglądać!

  2. Jestem zakochana w klimacie Indii. Ten kraj naprawdę ma w sobie magię. Narazie udało mi się tylko zobaczyć północną część, ale zdecydowanie muszę pomyśleć o południu. Wygląda naprawdę ciekawie.
    Swoją drogą – uwielbiam Twoje zdjęcia, przepiękne!

    1. Dziękuję Nino, bardzo się cieszę, że Ci się podobają :)
      Ja też zaczynałam od północy Indii, a druga wizyta to było właśnie południe. Przyznam, że podobało mi się bardziej – jest jakby spokojniejsze, ma więcej przyrody i ludzie zdają się być bardziej uśmiechnięci :) Miałam poczucie, że północ i południe to dwa różne kraje. Ale warto mieć porównanie

  3. What an incredible place *_* I had no idea that places like this exist in India! Need to visit one day

    1. Romi! You definitely should! South of India is full of amazing architecture, nature and the nicest people :)

  4. Cudowne miejsce, ale przyznam Ci szczerze, że Ty wyglądasz jak księżniczka! Przepiękna sukienka i stylizacja. Super się na to patrzy. Miłego dnia :)

  5. Rewelacyjna relacja i jak zawsze świetnie zdjęcia. Aż chce się tam pojechać i powałęsać :)

    1. Dziękuję Tomo :) Bardzo się cieszę, że Ci się podoba :) Ja oglądając te zdjęcia już mam ochotę wrócić <3

  6. I love all your pictures, such an incredible post full of nice information. It’s super useful :)

  7. This is a trip of my dreams ! I would love to visit India one day. Have you been there alone?

Napisz komentarz

three + 19 =